Agencje towarzyskie: Cindy w Poznaniu i Naomi w Wysogotowie uznawane były za najbardziej ekskluzywne w Polsce. Kontrolowała je zorganizowana grupa „Drexa”, legendarnej postaci poznańskiego półświatka.

Jego kariera zaczęła się pod koniec lat 80., kiedy młodziutki wówczas Bogusław D. – „Drex” zaczął pracować jako ochroniarz w dyskotekach. Tam poznał „Orzecha”

W latach 90. stworzyli największy poznański gang, gdzie „Drex” był jednym z liderów, chociaż wolał stać w cieniu. Specjalizował się w ściąganiu haraczy od restauratorów i agencji towarzyskich. Podobno w więzieniu przeczytał książkę o włoskiej mafii. Spodobało mu się tam jedno zdanie: „Nic się nie bierze za darmo”. Przemyślał to i po wyjściu na wolność nadal brał pieniądze, ale w zamian proponował prawdziwą ochronę. Lepiej było mu się nie stawiać, co potwierdził przypadek właściciela jednej z agencji towarzyskich. Mężczyzna odmówił haraczu… Po pewnym czasie ktoś na ulicy chlusnął mu w twarz kwasem azotowym.

Gdy „Orzech” i „Makowiec” trafili za kratki, „Drex” przejął większość przestępczych interesów w Poznaniu. Robił to tak sprytnie, że brakowało dowodów jego nielegalnej działalności. Na przykład pod przykrywką dwóch nocnych klubów prowadził luksusowe agencje towarzyskie dla wyjątkowo zamożnych klientów (później okazało się, że niektórzy zostawiali tam jednorazowo nawet 20 tys. zł). „Drex” nie figurował w oficjalnych dokumentach jako właściciel agencji. Byli nimi mężczyźni, którzy na co dzień zajmowali się ochroną i stali za barem.

Jeden z klubów na swojej stronie internetowej zachęcał do odwiedzenia, gwarantując jacuzzi, strzeżony parking i ustronną lokalizację. To nie koniec udogodnień: można było płacić kartą kredytową, a firmy mogły tam zorganizować spotkanie integracyjne, negocjować ceny, a jeśli było trzeba, usługodawcy bez problemu wystawiali fakturę VAT. Ogłoszenie było w trzech językach. Wiadomo, Poznań to miasto targów, przyjeżdżają tam klienci z całego świata. Obie agencje zostały zamknięte we wrześniu 2000 roku.

Agnieszka Kozak

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze