Diane złożyła jedną czerwoną różę na trumnie córeczki, a potem ugięły się pod nią kolana i dotrwała do końca tylko dzięki podtrzymującemu ją bratu.

Siostra i brat zamordowanej dziewczynki nadal walczyli o życie na szpitalnych łóżkach, podłączeni systemem rurek i kabli do najnowszych wynalazków techniki medycznej. Diane Downs też nie opuszczała szpitala. Lecząc się z szoku i urazów psychicznych, chciała być jak najbliżej dzieci. Lękała się niespodziewanego ataku kudłatego bandyty, który z gazet i telewizji mógł się dowiedzieć o jej miejscu pobytu. Dlatego pod drzwiami jej pokoju stale dyżurował policjant.

Zaglądał do niej czasem Fred Hugi z biura prokuratora okręgowego, wyznaczony do tej sprawy. Czynił to dyskretnie, gdy Diane drzemała na łóżku. Chciał się przyjrzeć kobiecie, z dnia na dzień wzbudzającej w nim coraz większe podejrzenia. Częściej jednak przesiadywał przy łóżeczkach dzieci. Spędzał tam godziny, nieraz nawet część nocy. Obserwując przez łzy (tylko w tej jednej jedynej sprawie nie wstydził się łez) ich niesamowite zmagania ze śmiercią i wczuwając się w bezmiar zła, jaki wyrządzono tym niewinnym istotom, widział przebieg dramatu na wiejskiej drodze w zupełnie inny sposób, niż wynikałoby to z zeznań matki. Zwyczajny ludzki instynkt, połączony z prokuratorskim doświadczeniem, podpowiadał mu przebieg strzelaniny z wykluczeniem osoby kudłatego napastnika.

Zanim prokurator Fred Hugi stał się bohaterem mediów spędzał długie godziny wsłuchany w nierówne oddechy dzieci i jednostajny szum aparatury medycznej, budując obraz zła o rzadko spotykanym wymiarze. Potem zapoznał się z relacją policjanta obserwującego dzieci podczas pierwszego po strzelaninie spotkania z matką. Dlaczego córeczka, po tylu dniach traumy i bezustannym kontakcie z obcymi, reaguje na pojawienie się matki ze strachem w oczach, potwierdzonym przez monitor ciśnienia i pulsu?

Prokurator Hugi wiedział też o licznych telefonach Diane Downs do Arizony, do Stevena, lecz przeważnie do młodego mężczyzny imieniem Herbert. Z nim toczyła częste długie rozmowy. Należało poznać obu mężczyzn i ocenić ich przydatność dla śledztwa. Przeświadczenie o winie matki, z początku tak szokujące i nieprawdopodobne, wywołało w prokuratorze potrzebę gruntownego poznania jej osobowości. Dlatego obserwował przez szybę jej uśpioną twarz. Dlatego wysłał do Arizony trzech detektywów z zadaniem gruntownego zbadania wszystkich faktów z jej życia.

 

Oprócz dalszych poszlak przywieźli oni rewelacje świadczące o niekonwencjonalnym, wyjątkowo agresywnym podejściu Diane Downs do spraw i ludzi.

Okoliczności poczęcia trzeciego dziecka, synka imieniem Danny, stanowiły zaledwie malutki fragment jej strategii. Łatwość zachodzenia w ciążę, wprost na życzenie, zachęciła ją do wykonania desperackiego planu: produkcji dzieci za pieniądze, a więc pełnienia roli surogatki hodującej w brzuchu embrion poczęty dla innych ludzi.

 

Fabryka dzieci

Pomysł wykorzystania macicy jako inkubatora, a tym samym pomagania za znaczne pieniądze bezpłodnym matkom, zagościł w głowie Diane w kwietniu 1980 roku, podczas oglądania Donahue Show, popularnego wówczas programu telewizji NBC. Występująca przed kamerami kobieta powiedziała, jak bardzo pragnie dziecka swego męża, poczętego w organizmie innej kobiety, następnie przez tę kobietę donoszonego i urodzonego. Z programu wynikało, jak wielki panuje popyt na zastępcze matki, toteż Diane jeszcze tego samego dnia wysłała długi list na podany w programie adres kliniki w Louisville w stanie Kentucky, rozpoczynając wielką przygodę zastępczego macierzyństwa. Zaczęła od reklamowania siebie (całkowicie niezgodnie z prawdą) jako wyjątkowej, kochającej matki i żony, przeciwniczki aborcji, wolnej od alkoholu i narkotyków, a skończyła w dziewięć miesięcy później oddaniem rudowłosej dziewczynki w ręce szczęśliwej pary oraz zainkasowaniem 10 tysięcy dolarów za usługę.

Szczęśliwi rodzice „jej” dziecka oraz lekarze, prowadzący ciążę rzekomo idealnej surogatki, nie zadawali dociekliwych pytań. Nie mogli też wiedzieć o burzliwym życiu Diane, przeżywającej dramaty i rozterki, zagniewanej na świat, chętnej do seksu z każdym zainteresowanym mężczyzną. W miarę jak powiększał  się jej brzuch, zmieniła pracę, kupiła (jeszcze na spółkę ze Stevenem) nowy dom, wdała się w co najmniej jeden poważny romans, a wreszcie rozwiodła się z niecierpianym mężem. Pracowała teraz jako listonoszka w urzędzie pocztowym w miasteczku Chandler na obrzeżach Phoenix. Dawała sobie świetnie radę i zbierała  pochwały od szefów i mieszkańców jej rejonu, zauroczonych piękną blondynką, pomimo wydatnego brzucha wypełniającą obowiązki nawet szybciej i lepiej od niejednego mężczyzny.

Pozbywając się Stevena zapłaciła mu pięć tysięcy dolarów, jako warunek przepisania na nią praw do nowego domu. Pieniądze te pożyczyła od najnowszego mężczyzny jej życia, nieszczęśliwego w swym małżeństwie kolegi z urzędu pocztowego, imieniem Jack. Pomieszkiwał on przez jakiś czas z Diane po jej rozwodzie ze Stevenem, ale denerwował go harmider wiecznie zaniedbywanych dzieci, niemal stała obecność eks-męża w domu, a przerażała agresja chutliwej blondynki w łóżku, przejawiająca się w dotkliwym i bolesnym gryzieniu oraz drapaniu pleców do krwi. Uciekł więc od Diane tracąc nadzieję na odzyskanie pożyczonych pieniędzy.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze