Wynik potwierdził, że BTK to nie kto inny, tylko Dennis Rader, człowiek nie tylko o pogmatwanej, trudnej do pojęcia osobowości jednego z najbardziej wyrachowanych seryjnych morderców, lecz również o fascynującym życiorysie. Sprawdziły się domysły wyrażane przez całe trzy dekady.  BTK był człowiekiem z Wichity, niemal zawsze, choć z małymi przerwami, związanym ze swym miastem rodzinnym. Urodził się tu 9 marca 1945 roku jako pierwszy z czterech braci. Po ukończeniu szkoły średniej był studentem Kansas Wesleyan College, po czym cztery lata spędził jako zawodowy żołnierz sił lotniczych Air Force, służąc w bazach w Teksasie i Alabamie, a także w Południowej Korei, Grecji, Turcji i na Okinawie w Japonii. Po ukończeniu służby powrócił do rodzinnego miasta i przeprowadził się do Park City. Pracował krótko w dziale mięsnym supermarketu Leekars IGA, gdzie jego matka była księgową. Ożenił się w maju 1971 roku z Paulą Dietz, dziewczyną z sąsiedztwa. Znów poszedł do college’u, gdzie w dwa lata po ślubie uzyskał dyplom elektronika. W tym samym roku zapisał się na wydział prawa Wichita State University. W 1979 roku uzyskał tam dyplom specjalisty w dziedzinie prawa administracyjnego.

W tym czasie pracował w firmie ADT Security Services, zakładającej systemy alarmowe w biurach i sklepach. Natomiast w 1991 roku został szefem dwuosobowego wydziału w administracji Park City, zajmującego się utrzymaniem porządku na terenach miejskich i na posesjach. Na tym stanowisku spełniał obowiązki strażnika miejskiego, zajmującego się kontrolą zwierząt domowych i utrzymania porządku na posesjach. Wychowując dwoje dzieci, syna Briana i córkę Kerri w wyjątkowo szczęśliwym i zgodnym małżeństwie, był prawą ręką pastora w swym kościele i wychowawcą młodzieży męskiej w organizacji skautowskiej.

A więc zderzenie dwóch odmiennych wcieleń tego samego człowieka. Z jednej strony wzorowy członek swojej społeczności, doskonale wykształcony funkcjonariusz miejski, weteran sił zbrojnych, wspaniały mąż i ojciec, znany w swym środowisku społecznik i wychowawca młodzieży. Z drugiej strony – wyjątkowo wyrachowany i sadystyczny seryjny morderca. Ustalenie tych faktów mogło zbić z nóg nawet policjantów z wieloletnim doświadczeniem. A jak na to zareaguje społeczeństwo terroryzowanego przez BTK miasta?

 

Napiszcie: BTK

 BTK został ujęty w słoneczne przedpołudnie, 25 lutego 2005 roku. Gdy o ósmej rano żegnał się z żoną na ganku domu, był pełen optymizmu i poczucia przewagi nad resztą świata, któremu trzydzieści lat wcześniej rzucił tak straszne wyzwanie. „Życzę ci miłego dnia. Jesteś moją najlepszą dziewczyną” – pocałował korpulentną kobietę w średnim wieku, dziękując za codzienną papierową torebkę z kanapkami na lunch. Paula Rader odpowiedziała uśmiechem szczęśliwej żony. „Zobaczymy się wieczorem”! – krzyknął Dennis odjeżdżając spod domu.

Zatrzymał się przy kościele Christ Lutheran Church. Pastor Clark zamiatał podjazd. Dennis Rader wyniósł z samochodu ogromny, ciężki garnek i salaterkę. – To sos pomidorowy i sałatka na dzisiejsze zebranie rady. Ja chyba nie będę mógł przyjść… – usprawiedliwił się wręczając pastorowi naczynia.

Za skrzyżowaniem zatrzymał się przed jakimś domem i przez dłuższą chwilę taksował uważnym wzrokiem posesję. Wtedy nagle nadjechały nieoznakowane pojazdy i otoczyły służbowego vana Dennisa Radera. Z samochodów wyskoczyli agenci FBI, policjanci w mundurach i detektywi. Z bronią gotową do strzału wycelowaną wprost w głowę podejrzanego wyciągnęli go z auta, rzucili na uliczny asfalt i skuli mu ręce. Większość z nich ujrzała BTK po raz pierwszy. Był wysokim, silnie zbudowanym mężczyzna w średnim wieku, z szeroką twarzą, ozdobioną krótkim wąsem pod wydatnym nosem, z wielką łysiną czołową. Miał na sobie brązową kurtkę strażnika miejskiego z podobnej do policyjnej blachą, a przy sobie walkie-talkie i służbowy rewolwer. Po chwili został poprowadzony do jednego z samochodów, a gdy szedł przez szpaler, omiatał wszystkich dumnym wzrokiem.

 

W tym samym czasie dwie ekipy przeszukiwały jego dom i pokój w biurze. Paula Rader przyglądała się w szoku, jak policjanci wynoszą z piwnicy teczki, pudła i kartonową tuleję oraz komputer i maszynę do pisania.

Dennis Rader przyznał się już podczas pierwszego przesłuchania. Kilka minut próbował badać, jak wiele detektywi o nim wiedzą. Na pytanie, co mu wiadomo o śledztwie w sprawie BTK, odpowiedział z humorem:

Wiem prawie wszystko. Jestem fanem BTK. Oglądam i czytam wszystko bez wyjątku, co mówią i piszą o jego przestępstwach.

Detektywom nie było jednak do śmiechu. Po długiej chwili milczenia prowadzący przesłuchanie postawił sprawę jasno: dyskietka i wynik badań DNA są dowodami, które przesądzają o jego winie. Są jeszcze dziesiątki innych dowodów, między innymi te znalezione w szufladzie z podwójnym dnem.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]