Dennis był przywódcą – twierdzi Margaret i nie ma wątpliwości, że gdyby w późniejszych latach miał na to ochotę, dałaby mu zaprosić się na randkę. Podobał jej się w latach szkolnych i jako dorosły. Zawsze można było na nim polegać. Wzbudzał zaufanie. Był dobrym uczniem, a potem znanym strażnikiem miejskim. Do dziś uważa go za brata. Dlatego nie pogodziła się z sensacją i reaguje płaczem na pokazywane w telewizji relacje z aresztowania mordercy znanego jako BTK.

Larry Jesseph i Ray Reiss zapamiętali Dennisa jako kolegę szkolnego wyróżniającego się nadmiarem powagi, która jednak nikomu nie przeszkadzała. Był ładnym chłopcem. Nie miał czasu na zajęcia klubowe po szkole, nie chodził na tańce, nie lubił słuchać rock’and’rolla, lecz z drugiej strony trudno powiedzieć, że był molem książkowym. Można było na nim polegać. Nie wykorzystywał swej przewagi fizycznej, nie lubił bijatyk, nigdy nie wpadał w kłopoty. Trzymał się na uboczu. Nie miał poczucia humoru, lecz nie wadziło to nikomu.

Wydaje mi się, że był to wyraz jego wyjątkowej wrażliwości – stwierdza Ray Reiss. – Miał refleksyjną naturę i mnóstwo spraw musiało zajmować jego umysł.

 

 Czasem zagapiał się i miał taki wyraz twarzy, jakby w myślach znajdował się setki mil dalej – przypomina sobie Larry Jesseph. – Nie pamiętam, żeby się uśmiechał. Po prostu humor nie mieścił się w jego charakterze.

Spotkali się po latach, gdy dwaj koledzy już jako żonaci mężczyźni kupili domy kilka ulic od domu Dennisa. Przy jakiejś okazji przedstawili sobie nawzajem swoje żony. Potem zdarzyło się kilka razy tak, że Rader na służbie wypisywał im mandaty za jakieś niedociągnięcia na posesji, ale nigdy nie czynił tego złośliwie. Obydwaj jednak są zdania, że poczucie władzy sprawiało mu przyjemność. Nie krył swej przewagi nad innymi, wręcz się pysznił służbowymi uprawnieniami i przywilejem pouczania innych.

Innego kolegę z dzieciństwa z BTK łączyła religia. I teraz wynikają z tego problemy. Terry Wiechman jako chłopiec chodził z Dennisem do kościoła Zion Lutheran Church, gdzie obaj byli wyjątkowo aktywni w szkółce niedzielnej, a później na zajęciach grupy młodzieżowej. W ósmej klasie razem przystąpili do bierzmowania. Teraz wszystkie te fakty nabierają całkiem innego wymiaru. Terry słyszy, jak ludzie poddają w wątpliwość szczerość uczuć wiernych, no bo jaki niby sens ma angażowanie w życie kongregacji, skoro mogą się tam trafić tacy wierni jak BTK… Teraz górą mogą być ci, którzy uważają, że z dala od kościoła trzyma ich hipokryzja i podwójna moralność innych wiernych. Niestety, przypadek BTK, choć tak skrajny, całkowicie to potwierdza. Lecz w końcu Terry Wiechman znajduje pocieszenie w przekonaniu o mocy Opatrzności, bo przecież wybacza ona nawet najcięższe grzechy i przewinienia.

Tadeusz Wójciak

Na kolejną, ostatnią część intrygującej historii o seryjnym mordercy BTK zapraszamy już jutro. Nie przegap!

 

< 1 2 3 4

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]