Słodycz zemsty

– Cześć Mariola! Będę u ciebie z zakupami za pół godzinki. Przygotuj kasę, bo jestem z narzeczoną i mam bardzo mało czasu – meldował się Emil jednej ze swoich „gęsi”.
– Z narzeczoną? – zdziwiła się Mariola.
Nie byłaby kobietą, gdyby odmówiła sobie przyjemności obejrzenia narzeczonej dawnego kumpla. Taki zaprzysięgły kawaler i proszę! Pewnie ta jego narzeczona to jakiś stary babsztyl z grubą forsą…
Jak nigdy widząc zajeżdżającego Emila, wybiegła przed dom, by się przyjrzeć owej narzeczonej. Marika jakby tylko na to czekała. Wysiadła z auta i przeciągała się niczym kocica, pozwalając obejrzeć Marioli nie tylko swoją gładką buzię, ale również kuszące krągłości.
– Gdzieś ty poderwał taką laskę? I to chyba ze dwadzieścia lat młodszą! – szepnęła do Emila.
– Możesz mówić głośno, ona po polsku ani w ząb! – roześmiał się Emil – A co do wieku, to się mocno mylisz. Babka ma ponad czterdziestkę!
– Chyba żartujesz! – Marioli dosłownie opadła szczęka – Nie dałabym jej więcej niż dwadzieścia pięć lat!
– Mariola, wiesz dobrze, że nigdy nie gustowałem w małolatach. Zresztą, pokażę ci jej paszport, to może nie będziesz mnie obgadywać jako uwodziciela nieletnich – Emil poszwargotał coś do swojej towarzyszki i za chwilę podsunął Marioli pod nos paszport dziewczyny, na którym jak byk stało, że Else Schmidt urodziła się ni mniej, ni więcej, tylko 44 lata temu.
– To niemożliwe! – Mariola dosłownie osłupiała.
– No wiesz, moja narzeczona wybuliła ładnych parę tysięcy euro, by tak wyglądać. Ale opłaciło się, no nie? Tylko nie mów o tym nikomu – poprosił Emil na odjezdnym.
– Tak, oczywiście – wyjąkała nadal zszokowana Mariola. Nie byłaby jednak sobą, gdyby natychmiast po odjeździe Emila nie chwyciła za telefon. Po dwóch godzinach o jego narzeczonej wiedziała także Kasia, Ludka, Gosia, Danka i Liza. Wszystkie przyjaciółki zjawiły się u Marioli jeszcze tego samego popołudnia z wypiekami na twarzy.
– Muszę zobaczyć ją na własne oczy. Nie wiesz, gdzie oni teraz są?
– Mówił, że jadą do miasta, do hotelu.
– No to my też jedziemy. Zadzwonię do Emila, że mam pilne zamówienia – zadecydowała Ludka.
Po niespełna godzinie Ludka i jej koleżanki miały okazję osobiście obejrzeć narzeczoną Emila.
– To niemożliwe! Sprawdziłaś jej paszport dokładnie? Może coś ci się przywidziało? – wykrztusiła Liza.
– No, co ty! Oglądałam paszport na wszystkie strony.
– Wiecie co? Niech to kosztuje, ile chce, ale ja też chcę tak wyglądać! – zakończyła spór Danka.
Tak samo myślały jej koleżanki. Ale sprawa nie była łatwa…
– Dajcie mi spokój. Ja się takimi rzeczami nie zajmuję – bronił się Emil, gdy dawne przyjaciółki zaczęły go nagabywać o szczegóły przywracającej młodość cudownej kuracji. W końcu jednak poddał się ich błaganiom.
– Else zgodziła się skontaktować mnie z Hindusem, który sprowadza jakiś eliksir aż z Tybetu. To podobno stara receptura, trzymana w wielkiej tajemnicy. I oczywiście kosztuje grubszą kasę. Nie wiem, czy was na to stać – zdradził wreszcie szczegóły Emil.
– Mój Emilu, sprowadź dla mnie to cudo! Reszta dziewczyn z naszej paczki też kupi, choćby nie wiem ile kosztowało!
– Else zapłaciła 12 tysięcy euro. I to po znajomości, bo kupowało ich razem z dziesięć. Inaczej temu Hindusowi nie opłaci się podróż – opierał się Emil.
– Błagam, zamów ten eliksir! Tak, powiedzmy, dla ośmiu dziewczyn? A my tu migiem zorganizujemy kasę! – błagała Ludka.

 

Prawdziwy cud

Minęły jednak jeszcze ponad trzy miesiące, zanim transakcja doszła do skutku. Podstarzałym przyjaciółkom czas ten dłużył się niesłychanie. Pod różnymi pozorami sprawnie naciągnęły mężów na wymyślone wydatki, aż w końcu „zorganizowały” pieniądze, Emil wciąż opóźniał się z dostarczeniem tajemniczego eliksiru.
Powód był dość banalny – z pomocą Mariki, którą bardzo bawiła cała sytuacja – Emil cały czas na nowo komponował mieszanki ziół i alkoholi, które mogły uchodzić za niezwykłe wschodnie lekarstwo. Wreszcie z połączenia nalewki bursztynowej, roztworu mumijo, wschodnich przypraw i sosu sojowego udało mu się stworzyć wyglądającą egzotycznie mieszankę o przedziwnym smaku.
– To jest to! Spróbuj, Marika! – cieszył się z uzyskanego efektu.
– Fuj, co za świństwo! I one to mają pić?
– Całe pół roku, bo dopiero wtedy ma zacząć działać. Tak im powiedziałem.
– A nie zaszkodzi im to paskudztwo?
– Nie zawracaj sobie tym głowy. Mam zamiar je oskubać, a nie otruć! Powiedz lepiej, na co wydasz swoje dziesięć tysięcy? Za tydzień przywiozę ci kasę, jak obiecałem…

Emil dotrzymał słowa. Po tygodniu Marika dostała obiecaną paczkę banknotów, a na posesji Hałasa – ku zdziwieniu dawnych kumpli – pojawiła się ekipa budowlana i zaczęła wylewać fundamenty pod nowy motel.

– Na czym się tak dorobiłeś? Wygrałeś na loterii czy jak? – zaczepił go kiedyś mąż Danki.
– Można tak powiedzieć – uśmiechnął się od ucha do ucha Emil.
Był nieomal pewien, że oszukane „gęsi” nie zdradzą mężom szczegółów cudownej kuracji odmładzającej. A one, zgodnie z zaleceniami, codziennie o poranku zażywały łyżkę cudownego napoju, po czym wpatrywały się w lustro.
– Liza, zdaje mi się, że ten eliksir na mnie nie działa! – dzwoniła Danka do koleżanki.
– A u mnie cera jakby się poprawiła! Ale nie denerwuj się, Emil mówił, że na efekt trzeba czekać do zakończenia kuracji…
Minęło wreszcie wyczekiwane pół roku. Butelki z eliksirem zostały opróżnione do ostatniej kropelki, ale nic poza tym. Za to motel Emila Hałasa był już na ukończeniu…
– No to jak, stary? Niedługo zorganizujesz chyba imprezę dla kumpli, jak za dawnych czasów? – zagadnął go jeden z dawnych kolegów.
– Co to, to nie. Koniec z imprezami!
– Taki z ciebie koleżka? Nie, to nie, obejdzie się!

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]