Nie było dla nich żadnych świętości. Zapewne dlatego wkroczyli do kościoła Najświętszej Marii Panny (obecnie znajduje się tam Archiwum Państwowe miasta stołecznego Warszawy) i niszczyli, co się dało.

Najbardziej zajadły był Adolf Jan, któremu za grzechy przyszło płacić po śmierci. Duch żołnierza od kilku wieków błąka się, nie mogąc zaznać spokoju. Najczęściej widywany jest w archiwum. Potwierdza to jeden z pracowników. Pewnego dnia został dłużej w pracy. Na dworze było już ciemno, wokoło panowała przejmująca cisza, kiedy nagle w korytarzu rozległy się kroki… Co ciekawe, nikogo tam nie było. Duch jeszcze wielokrotnie dawał się we znaki pracownikom archiwum – zapalał i gasił światło, lub straszył gości. Od czasu do czasu ukazywał się także w małym okienku nad wejściem do archiwum.

Innym razem w urzędzie zorganizowano konferencję na temat historii Pułtuska. Jeden z przybyłych na wydarzenie profesorów opowiadał o zniszczeniach miasta na przestrzeni wieków. Kiedy doszedł do tematu Szwedów i poczynionych przez nich zniszczeniach, niespodziewanie odpadł fragment regału…

Ale to nie koniec historii o duchu ulokowanym w archiwum. Jakiś czas temu, jeden z profesorów odwiedził to miejsce w celu przeprowadzenia badań. Po kilku godzinach pracy, postanowił odpocząć na kanapie. Niestety, nie dane mu było zaznać spokoju, ponieważ po chwili, jego oczom ukazała się postać z fajką w ustach, dając znak profesorowi, aby podał mu ogień! Przerażony uczony zerwał się na równe nogi i pobiegł do pomieszczenia, gdzie znajdowali się jego koledzy – w znakomitej większości palacze. Był przekonany, że wpadając w drzemkę nie rozpoznał któregoś z nich. Jednak nikt z tego towarzystwa nie palił fajki…

Agnieszka Kozak

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze