Dopiero później ten niewysoki, mocno zbudowany mężczyzna stał się jednym z ważniejszych członków groźnej grupy przestępczej działającej na Śląsku i terenie zachodniej Polski.

Pseudonim Złotówa używany jest jako trochę lekceważące określenie taksówkarza. Idealnie pasował do Roberta C. – człowieka pazernego bez umiaru. Koledzy śmieli się z niego, że nawet jak jechał na swój ślub, to z chytrości wiózł się sam, a po drodze wziął jeszcze dwóch pasażerów, żeby mu się przejazd zwrócił.

Pierwszy raz do policyjnego aresztu trafił w 2001 roku w wieku 27 lat. Jednak już wcześniej do policjantów docierały informacje, że jako taksówkarz nie tylko oszukuje pasażerów, ale także potrafi okraść pijanego klienta, który usnął podczas jazdy. Normą było dowożenie alkoholu na telefon. Zaufanych klientów zaopatrywał także w narkotyki. W jego przypadku, tak jak w wielu innych, policjanci mieli sporo informacji, ale nie mieli dowodów, więc przez długi czas udawało mu się unikać odpowiedzialności.

W lutym 2001 roku mundurowi o godzinie 6 rano wtargnęli do jego domu i wyciągnęli go z łóżka. Podczas przeszukania lokalu znaleziono pistolet z amunicją oraz 23 złote wyroby i złoty zegarek Doxa, skradzione tydzień wcześniej podczas napadu na dwoje właścicieli pensjonatu pod Katowicami.

Jak potoczyły się losy „obrotnego” taksówkarza? O tym przeczytasz w tekście Dariusza Gizaka „Kombinacje złotówy”.

Ten i inne wciągające tematy kryminalne znajdziesz w kwartalniku „Detektyw – Wydanie Specjalne” 3/2018 w sprzedaży do 3 grudnia 2018 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze