Przez moment się zawahał i próbował ustalić, która kobieta jest dla niego ważniejsza. Doszedł do przerażającego wniosku, że gdyby tylko Iwona zmieniła zdanie, to wolałby życie przy jej boku, ale nie miał złudzeń, że to było nierealne. Zagryzł ze złości wargi i zabrał się do roboty. Dla zatarcia śladów, na wszelki wypadek, wciągnął na dłonie gumowe rękawiczki i podszedł do szafy. Otworzył drzwiczki i zajrzał do środka. Wsunął ręce pod równo ułożony stos bielizny. Pod palcami poczuł coś twardego, wyciągnął pierwszy stos banknotów spięty zwykłą gumką do włosów. Cisnął go do plecaka, potem wyciągnął jeszcze kilka podobnych paczek.

Nie miał czasu na delektowanie się chwilą, z głębi domu doszedł go dźwięk otwieranych drzwi. Zamarł z przerażenia. Niezapowiedziane spotkanie z byłą kochanką w jej sypialni nie byłoby miłe. Nie stracił zimnej krwi. Kocim krokiem pobiegł do pokoju obok, delikatnie uchylił okno i wyskoczył do ogrodu. Przykucnął i pochylony przebiegł wzdłuż budynku, przy narożniku przeskoczył przez płot i po chwili był już bezpieczny na ulicy. Odetchnął z ulgą, od tragedii dzieliło go niewiele. Czuł jak zimny pot spływa mu po plecach. Najchętniej od razu pobiegłby do Jagody i wciągnął ją do łóżka, ale było to niemożliwe. Dziewczyna jeszcze co najmniej 2 dni musiała zostać u dziadków, by zapewnić sobie alibi.

To były bardzo długie 2 dni oraz noce. Czuł się dziwnie, w plecaku czekała na niego kupa forsy, a on nie potrafił z niej skorzystać.

Wreszcie jesteś! – zerwał się z łóżka i rzucił się w kierunku Jagody, kiedy pojawiła się w drzwiach. Ochoczo wpadła w jego ramiona. Za moment tarzali się wśród rozrzuconych banknotów.

Jesteśmy bogaci – wyszeptał.

Ja już dawno, bo mam ciebie – odpowiedziała.  Wtedy zrozumiał, że dziewczyna naprawdę się w nim zakochała. Na telefon od zdenerwowanej Iwony nie musieli długo czekać.

Kochanie, gdzie jesteś? – zapytała słodkim głosem, choć czuć było, że awantura wisi w powietrzu.

Nie kochanie, to już koniec, nie zamierzam wracać do twojego domu. I nie szukaj mnie. Jestem szczęśliwa z Wiktorem, on mnie rozumie.

To był potężny cios dla matki. Potrzebowała kilku sekund, by ochłonąć. Po chwili odezwała się komórka Wiktora. Mężczyzna z uśmiechem na twarzy skierował wyświetlacz w stronę partnerki, by mogła zobaczyć pulsujący nagłówek – Iwonka.

– Odbierz – zachichotała Jagoda.

Ty skurwielu, oddaj moją córkę, forsę możesz sobie zostawić, ale dzieciaka oddaj – usłyszeli, kiedy nastawił telefon na opcję głośnomówiącą.

Jaką forsę, o czym ty mówisz? – delektował się każdą literą w wypowiadanych słowach. – A Jagoda jest już pełnoletnia i może sama decydować o swoim życiu. Przy okazji, dzięki za taki podarunek. Miło mieć obok siebie w łóżku młode, jędrne i pozbawione zmarszczek ciało – czuł się, jakby dobijał ranne i rozwścieczone zwierzę.

Ty gnoju, zapłacisz za to – głos w słuchawce się urwał i pozostali z tą groźbą w ciszy. Coś im podpowiadało, że łatwo nie będzie.

 

Ucieczka

Nie pomylili się. Rozsierdzona matka najpierw wynajęła znanego detektywa, by odszukał jej dziecko. Z tym poradzili sobie bardzo łatwo. Po zwołanej konferencji prasowej, na której detektyw apelował do ludzi o pomoc w namierzeniu Jagody, wystarczyło tylko, żeby Jagoda pojawiła się na komisariacie policji i potwierdziła, że jest cała i zdrowa, nikt jej nie porwał. Jest osobą dorosłą i sama decyduje o swoim życiu. Potem zadzwoniła do detektywa i zapowiedziała, że jak nie zaprzestanie podobnej działalności, to spotkają się w sądzie. Na tym zakończyła się praca detektywa. Jednak matka nie zamierzała odpuścić. Wynajęła zbirów, by dorwali Wiktora i dali mu nauczkę.

Dwóch wielkich, łysych osiłków wparowało do pokoju hotelowego nad morzem, gdzie para kochanków znalazła tymczasowe schronienie. Nie wiedzieli, w jaki sposób udało się ich tak łatwo wyśledzić. Później domyślili się, że namierzono ich telefony komórkowe. Po całym zajściu zmienili numery na nowe, ale incydent kosztował ich wiele zdrowia i nerwów. Goryle nie wdawali się w zbędną rozmowę, od razu doskoczyli do Wiktora i zaczęli go okładać pięściami po twarzy. Już drugi cios powalił go na ziemię. Wydawało się, że to koniec gry, ale Jagoda błyskawicznie znalazła wyjście z beznadziejnej sytuacji. Chwyciła za butelkę, stłukła ją o kant stołu i przyłożyła sobie ostrze do szyi.

Zostawcie go, jeszcze sekunda i podetnę sobie gardło. Matka was za to zabije, a przede wszystkim nic wam nie zapłaci – wykrzyczała. Jednocześnie dość mocno rozcięła sobie skórę. Krew trysnęła obficie.

Dwóch osiłków zamarło, analizując sytuację. Docierało do nich, że popełnili błąd, nie doceniając dziewczyny. Jak amatorzy rzucili się we dwóch na mężczyznę, gdy tymczasem z tak łatwym przeciwnikiem spokojnie dałby sobie radę jeden z nich, drugi powinien był w tym czasie obezwładnić małolatę. Ich pracodawczyni wyraźnie przecież zaznaczyła, że mają córkę sprowadzić całą i zdrową. Chłopa mieli obić, ale jej miał nie spaść włos z głowy. Teraz było za późno, czuli, że dziewczyna nie żartuje. Z przerażeniem obserwowali, jak coraz mocniej rozcina skórę na szyi. Zostawili sponiewieranego na ziemi Wiktora i powoli kierowali się w stronę drzwi, odprowadzani gniewnie uniesionym palcem dziewczyny.   Kiedy wyszli, Jagoda rzuciła się w stronę kochanka. Chwyciła jego twarz w dłonie i pocałowała delikatnie opuchnięte i poranione miejsca.

< 1 2 3 4 5>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]