Kilkanaście lat wcześniej odziedziczyła spory majątek. Nie miała zamiaru trzymać go na lokatach bankowych, lecz z pomocą najbliższych rzuciła się w wir interesów. Początkowo szło jej całkiem dobrze. Największe zyski przynosiła fabryka produkująca błotniki samochodowe. Były dobrej jakości, w miarę tanie, więc nie musiała długo szukać hurtowników. Ci niemal „na pniu” brali od niej prawie całą produkcję. Jednak z czasem na rynku pojawili się więksi producenci, którzy oferowali ten sam produkt w atrakcyjniejszej cenie. Zaczęła tracić klientów, interesy szły coraz gorzej. Kilka nowych pomysłów na biznes okazało się niewypałem. Zwolniła kilkunastu pracowników, a księgowy coraz częściej informował o debecie na koncie bankowym.

Prężna bizneswoman nie godziła się z porażką. Coraz częściej pożyczała pieniądze. Najpierw z banku, potem od znajomych i przyjaciół, wreszcie od lichwiarzy powiązanych nieformalnymi kontaktami z miejscowym światkiem przestępczym. Wiedziała, że ci ostatni bardzo drogo liczą sobie za pożyczone pieniądze, jednak nawet to jej nie przerażało. Cały czas pocieszała się, że wkrótce stanie na nogi.

Kiedy wydawało się, że sytuacja jest już niemal beznadziejna, wtedy z pomocą przyszedł jej nieformalny narzeczony Waldemar J.

Kilkanaście miesięcy wcześniej do obszernego domu w Jurczycach sprowadził się obcy – przynajmniej dla sąsiadów – mężczyzna. To był Waldemar J. Barbara poznała go przed laty w Krakowie. Jeździł tam taksówką, pomagał jej, kiedy przyjeżdżała pod Wawel w sprawach biznesowych. Najpierw tylko woził na spotkania, potem – kiedy nabrała do niego zaufania – załatwiał dla niej drobne sprawy urzędowe. Widać było, że mieli się ku sobie. Najpierw były wspólne weekendowe wypady na odpoczynek, potem on zaczął przyjeżdżać na weekend do Jurczyc. Wreszcie zamieszkał wspólnie z Barbarą.

Pod koniec lata postanowił pomóc wybrance swojego serca i sprzedać pozostawione w Krakowie trzypokojowe mieszkanie, które wynajmował lokatorom. Dzięki temu zastrzykowi gotówki Barbara K. pospłacałaby wszelkie zobowiązania i wreszcie stanęliby na nogi. Może odmieniłby się ich los? Może uśmiechnęłoby się do nich szczęście, skoro planowali razem przyszłość? Waldemar J. zamieścił ogłoszenie o sprzedaży mieszkania w lokalnej prasie. Zaproponował konkurencyjną cenę, dzięki czemu nie musiał długo czekać na kupca. 8 czerwca umówił się z potencjalnym nabywcą w Jurczycach, by porozmawiać z nim o szczegółach oferty.

 

Zbrodni musiał dokonać ktoś obcy!

Zarówno policja, jak i mieszkańcy zastanawiali się, jaki był motyw zbrodni. Jurczyce to niewielka miejscowość, prawie wszyscy znają się tutaj przynajmniej z widzenia. Ludzie byli pewni, że potrójnej zbrodni na pewno nie dokonał nikt z miejscowych. Przecież do tej pory było tutaj spokojnie i bezpiecznie. Nawet jak wysiada się z samochodu pod domem, to nikt nie zamyka drzwi i nie włącza alarmu, bo nikt tu auta nie ukradnie. We wsi nie ma ludzi mściwych i zacietrzewionych, na pewno zabójca tutaj nie mieszka. Zbrodni musiał dokonać ktoś obcy! Ale kto? Jak go znaleźć, skoro nikt go nie widział i nie wiadomo, kogo szukać? Nie ma nawet portretu pamięciowego domniemanego sprawcy.

Obcych łatwo zauważyć, jednak w ostatnich dniach przed zbrodnią nikt takich tutaj nie widział. Można wnioskować, że wybór ofiary nie był przypadkowy. Nie ma na to żadnego dowodu, i jest to jedynie hipoteza śledczych, że celem działania zabójców była Barbara. Dwaj pozostali mężczyźni zginęli tylko dlatego, że znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.

Ludzie w Jurczycach spekulowali, że pewnie poszło o pieniądze…

– Mafia i wszystko jasne. Pewnie jakieś długi miała, pewnie nie oddała.

– Może to jakieś porachunki. Zwykły bandyta przyjdzie z kijem bejsbolowym, pobije, ale nie zabija.

– To wszystko dlatego, że próbowała prowadzić interesy z ruskimi. Pewnie komuś nadepnęła na odcisk i zapłaciła za to najwyższą cenę. Ze wschodnią mafią się nie zadziera. Jeszcze nikt z nimi nie wygrał!

To wszystko ludzkie domysły i niczym niepoparte hipotezy. A jaka była prawda?

Na początku śledztwa brano pod uwagę kilka motywów zbrodni: napad rabunkowy, nieporozumienia towarzyskie albo zabójstwo na tle rozliczeń finansowych – mówił ówczesny rzecznik krakowskiej policji. – W kolejnych miesiącach powoli wykluczano poszczególne hipotezy, aż wreszcie została tylko jedna: zabójstwo z powodu długów Barbary K.

Przedstawiciele policji i prokuratury nigdy nie wypowiadali się oficjalnie na ten temat.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]