Mimo upływu lat nie udało się do końca poznać motywu tej zbrodni. Nie poznaliśmy także wszystkich kontaktów zabitej kobiety oraz jej partnera. To skrywana tajemnica, a w gronie tych osób musi być zabójca – stwierdził w 2012 roku rzecznik małopolskiej policji. Kilka lat wcześniej akta umorzonego śledztwa były analizowane przez specjalistów z tamtejszego „Archiwum X”, jednak nawet im nie udało się znaleźć żadnego punktu zaczepienia.

Jeśli rzeczywiście podłożem zbrodni były porachunki na tle finansowym, to nie można wykluczyć, że zatrzymanie sprawców będzie bardzo trudne. Warto pamiętać, że na przełomie stuleci w kronikach kryminalnych dość często odnotowywano takie zdarzenia. Co najmniej kilkunastu takich zbrodni dopuścili się przybysze zza wschodniej granicy – często byli to żołnierze, którzy przeszli wojnę w Afganistanie albo komandosi ze Specnazu. Jeśli oni zostali wynajęci do „mokrej roboty” w Jurczycach, to zatrzymanie ich po kilkunastu latach wydaje się nieprawdopodobne!

Pierwsze i jedyne śledztwo w tej sprawie zostało umorzone w czerwcu 2002 roku z powodu niewykrycia sprawcy przestępstwa, pomimo olbrzymiej pracy operacyjnej, przesłuchania kilkudziesięciu świadków, zabezpieczenia wielu dowodów. Ogrom pracy nie przełożył się – niestety – na sukces śledczych.

Prędzej czy później sprawa zostanie wyjaśniona – zapewniali w 2012 roku na łamach prasy przedstawiciele policji i prokuratury. – Mamy nawet pewne tropy, które mogą pomóc w zamknięciu tej sprawy, ale jednak udowodnienie winy tym ludziom może być bardzo trudne.

 

Cudownie ocalony

Kilka lat po potrójnym zabójstwie pojawił się nowy, wręcz rewolucyjny trop. Sobie tylko wiadomymi sposobami śledczy dotarli do mężczyzny, który był w mieszkaniu, gdzie doszło do dramatycznych zdarzeń. Jak się okazało, człowiek ten przywiózł tam Leszka W., który był zainteresowany kupnem krakowskiego mieszkania partnera pani Barbary – Waldemara J. Mężczyzna ten był w willi w Jurczycach w momencie, gdy pojawili się tam napastnicy. Kiedy zadzwonili do drzwi, poszedł do toalety. Już miał stamtąd wychodzić, gdy usłyszał odgłosy awantury.

Rozum podpowiedział mu, aby czekać na rozwój wypadków. Przesiedział kilka minut w absolutnej ciszy i… tylko dzięki temu uniknął śmierci. Szczegóły tamtych kilku minut są jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic śledztwa.

Mężczyzna przez wiele lat, z obawy o własne życie, nie zgłaszał się na policję. Kiedy to policjanci dotarli do niego, złożył krótkie, ale cenne zeznania.

Na ich podstawie udało się nakreślić niezbyt szczegółowy portret pamięciowy dwóch zbrodniarzy. Pomimo publikacji w mediach nie natrafiono na ich ślad.

 

Bo skończysz jak tamci w Jurczycach

Nic nie wskazuje na to, by zabójstwo w Jurczycach było dziełem nieuchwytnego do tej pory seryjnego zabójcy. W tym wypadku mamy raczej do czynienia z tzw. zabójstwem incydentalnym. Jak piszą na łamach książki „Zbrodnia prawie doskonała” Iwona Schymalla i Monika Całkiewicz: „Wykrycie zabójstwa incydentalnego jest z jednej strony łatwiejsze, a z drugiej – trudniejsze. Przy zabójstwie incydentalnym bardzo często sprawca jest znany od początku, ponieważ to ktoś, kto był skonfliktowany z ofiarą, może nawet sam się przyznał, bo odczuwał wyrzuty sumienia. Seryjny zabójca sam się nie przyznaje. Zrobi wszystko, żeby go nie ujęto, ponieważ chce dokonać następnego przestępstwa. To stanowi na pewno trudność. Wykrycie sprawcy seryjnego to wyzwanie, incydentalnego – zazwyczaj nie. Zbieranie dowodów z różnych spraw i ich analiza powodują, że po którymś zabójstwie, kiedy sprawca okazał się mniej czujny, zgromadziliśmy już tak dużo informacji, iż możemy na przykład stworzyć profil bardziej wartościowy niż do tej pory. W związku z tym łatwiej znaleźć mordercę”.

Tak było i w tej sprawie. Swego czasu jedna z hipotez zakładała, że związek z potrójnym zabójstwem mogą mieć Zdzisław G. i Sławomir W. Mężczyźni od kilku lat byli związani w krakowskim półświatkiem, a ich nazwiska przewijały się w kilku sprawach związanych z pobiciami i wymuszaniem długów. Przekonał się o tym Marian R., który w 1999 roku uruchomił własny zakład kaletniczy. Wziął w banku 30 tysięcy złotych kredytu. Niestety jego biznesplan okazał się zbyt optymistyczny i miał problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań. Rozpaczliwie poszukiwał dodatkowych źródeł finansowania, bo w oczy coraz częściej zaglądało mu widmo bankructwa.

Ktoś ze znajomych polecił mu Zdzisława G. i Sławomira W., którzy bez problemu pożyczali pieniądze bez żadnych ceregieli. To był jeden z plusów ich działalności. Minusem było oprocentowanie pożyczanej gotówki. Za 5 tysięcy kredytu zażądali tysiąc złotych odsetek. – Drogo – próbował się targować. – Cóż, nie jesteśmy opieką społeczną, albo bierzesz pieniądze albo szkoda naszego czasu – odpowiedzieli. Dłużej z nimi nie dyskutował, bo bardzo zależało mu na tych pieniądzach. Miał nadzieję, że rozkręci upadający biznes; niestety znowu się przeliczył. Po trzech miesiącach nie miał pieniędzy na spłatę kredytu.

Trzy dni po tym, jak minął termin uregulowania należności, Zdzisław i Sławomir odwiedzili go w domu rodzinnym. – Ubieraj się i wsiadaj z nami do samochodu, przejedziemy się! – stwierdzili w progu mieszkania, nie skorzystawszy nawet z zaproszenia na kawę. Ich miny i ton głosu nie zdradzały niczego dobrego. Posłusznie wykonał ich żądanie, bo zdawał sobie sprawę, że panowie nie żartują.

Kiedy usiadł na tylnym siedzeniu, skuli go kajdankami, po czym zawieźli do lasu. Tam pobili go policyjną pałką po plecach i nogach. Następnie o hak holowniczy zaczepili kajdanki i ciągnęli za samochodem.

Dolicz sobie trzy kary za nieterminowe regulowanie odsetek. Radzimy się pospieszyć. I bez głupich numerów, bo skończysz jak ci w Jurczycach, co próbowali nas okiwać – zagrozili na pożegnanie.

Marian R. zdał sobie sprawę, że to nie przelewki. Słyszał o potrójnej zbrodni w Jurczycach, a biorąc pod uwagę jak go tamtego dnia potraktowali, uświadomił sobie, że są zdolni do wszystkiego. Sprzedał samochód, pożyczył trochę pieniędzy od teściów i uwolnił się od prześladowców. Początkowo nie miał zamiaru zgłaszać faktu pobicia. Dopiero kiedy policjanci przyszli do niego – bo wiedzieli o dokonanym rozboju z ustaleń operacyjnych – zgodził się złożyć zeznania jako świadek. Opowiedział o wydarzeniach sprzed kilku miesięcy, ale nie żądał ścigania sprawców.

Ja naprawdę się boję, że oni mają duże wpływy i prędzej czy później mogłaby mnie spotkać kara za to, że mam zbyt długi język. Ja nawet żonie o tym nie opowiadałem. Widziała rany na moim ciele, dopytywała się skąd jej mam. Wymyśliłem historię, że naprawiałem coś pod samochodem i pojazd opadł, kiedy pod nim leżałem. Może nie brzmiało to wiarygodnie, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Nie wiem, czy uwierzyła, ale nie wracaliśmy do tego tematu.

Pan Marian nie był jedynym człowiekiem, który skorzystał z pożyczek od Zdzisława G. i Sławomira K., a kiedy miał problemy z terminowym regulowaniem należności, srodze tego pożałował. Lichwiarze dla nikogo nie mieli litości. Bili, zastraszali, szantażowali. W kilku innych przypadkach napomknęli – tak przynajmniej wynikało z zeznań poszkodowanych – że mają związek ze zbrodnią w Jurczycach. Kiedy ich zatrzymano i tymczasowo aresztowano pod zarzutem m.in. wymuszeń rozbójniczych, śledczy zaczęli drążyć ten wątek. Mężczyźni nie ukrywali, że kobieta kilka tygodni przed śmiercią pożyczyła od nich ponad 50 tysięcy złotych.

Zanim przyszła do nas po pieniądze, słyszeliśmy, że miała kłopoty finansowe, zwolniła kilku pracowników i groziło jej bankructwo – obaj panowie składali niemal jednobrzmiące wyjaśnienia. – Pożyczyliśmy jej pieniądze, podobnie jak innym ludziom. Każdy wiedział, jakie było oprocentowanie, tym bardziej, że podpisywał stosowną umowę cywilnoprawną. Podobnie było z Barbarą K. Strasznie nam przykro z powodu jej śmierci, tym bardziej, że – wszystko na to wskazuje – bezpowrotnie straciliśmy pożyczone jej pieniądze. Wcześniej żadnymi groźbami ani od niej, ani od innego dłużnika nie egzekwowaliśmy siłą pieniędzy, tym bardziej, że niemal wszyscy terminowo regulowali wszelkie zobowiązania.

     W ich wyjaśnieniach pojawił się nowy, nieznany do tej pory policji wątek. Z opowieści zatrzymanych mężczyzn wynikało, że Barbara K. w ramach częściowej spłaty zobowiązań, zaproponowała im wspólny biznes. Mieliby otworzyć… luksusową agencję towarzyską, która mieściłaby się w jej willi. – Wy pewnie macie dojście do atrakcyjnych kobiet, ja mam atrakcyjny dom, leżący na uboczu, co zapewnia dyskrecję i anonimowość. Myślę, że wielu bogatych biznesmenów z chęcią skorzystałoby z takiej oferty, bo często brakuje im takiego miejsca, gdzie mogliby czuć się w miarę swobodnie.

Panowie ponoć obiecali przemyśleć temat.

Trudno nam powiedzieć, na ile wyjaśnienia podejrzanych są prawdziwe, a na ile to tylko wytwór ich wyobraźni – opowiadał jeden z krakowskich śledczych. – Badaliśmy ten wątek, nasi agenci rozpytywali w półświatku o Barbarę K., ale nikt nie słyszał, by kobieta miała plany wejścia ma rynek usług towarzyskich.

Czemu zatem służyła opowieść dwójki mężczyzn? Jeśli kłamali, to najwidoczniej próbowali skierować śledztwo w sprawie śmierci Barbary K. i dwóch mężczyzn na ślepy tor. Jaki jednak mieli w tym cel? Czyżby wiedzieli coś więcej o tragicznych wydarzeniach w willi w Jurczycach? Policjanci drążyli ten temat kilkanaście lat później, kiedy akta śledztwa analizowali specjaliści z krakowskiego „Archiwum X”. Oni również podjęli ten wątek, jednak nie udało się znaleźć żadnego racjonalnego wytłumaczenia.

Sprawcy potrójnej zbrodni w Jurczycach nadal pozostają na wolności.

Leon Madejski

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]