Samobójstwo Karla Denke było bardzo na rękę ówczesnej władzy. Przede wszystkim uniknięto długiego i na pewno skomplikowanego śledztwa. Nie było procesu sądowego. Sprawę można było wyciszyć, nie była powodem do chwały. Tym bardziej, że nie był to jedyny seryjny zabójca działający w tamtym czasie na terenie Niemiec.      Największym ówczesnym potworem był Fritz Haarmann (urodzony w 1879 roku), bardziej znany w światowych kronikach kryminalnych jaki „Rzeźnik z Hanoweru”. Haarmann, razem ze swym partnerem Hansem Gransem, dokonywali morderstw na nastoletnich chłopcach. Łącznie udowodniono im 27 zabójstw. Bardzo długo unikał konsekwencji swoich czynów, ponieważ donosił policji o środowisku przestępczym. Swoje ofiary zwabiał do mieszkania z rejonu dworca kolejowego. Haarmann sprzedawał na targu mięso z ciał swych ofiar. Nie miał wielu klientów, ludzie narzekali na dziwny, mdły smak sprzedawanego mięsa. Fritz Haarmann został skazany na śmierć i stracony przez ścięcie gilotyną.

 

Nie ma się czym chwalić!

 Po znalezieniu w domu Karla Denke kawałków peklowanego ludzkiego mięsa oraz odkryciu, że sprzedawał je na wrocławskich i ziębickich targowiskach jako wieprzowinę i cielęcinę, na Dolnym Śląsku i w Niemczech zanotowano gwałtowny spadek sprzedaży mięsa. Również dotychczas dobrze prosperująca lokalna fabryka konserw stanęła na skraju bankructwa. Wszystko przez plotkę, że jej właściciel kupował mięso m.in. od Karla Denkego.

Przyszła II wojna światowa, po której Dolny Śląsk został przyłączony do Polski, zaś Münsterberg zmienił swoją nazwę na Ziębice. O miejscowym kanibalu mało kto pamiętał i ze zrozumiałych względów nikt nie podtrzymywał tej historii. Bo i czym się chwalić?! Być może odeszłaby ona w zapomnienie, gdyby nie Lucyna Biały, kustosz działu starodruków biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego, która przed kilkunasty laty natrafiła na tę makabryczną historię, wertując stare, lokalne, niemieckie gazety z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Wszystko co wiemy o ziębickim kanibalu, pochodzi z dokumentów lub nielicznych wypowiedzi jego krewnych oraz innych mieszkańców miasta uzyskanych już po jego śmierci.

Jeśli rzeczywiście dopuścił się kilkudziesięciu zabójstw, to można się zastanawiać, dlaczego tak długo pozostawał bezkarny. Z pierwszych reportaży w lokalnych gazetach po jego samobójczej śmierci wynikało, że sąsiedzi nie podejrzewali go o makabryczną działalność. Z drugiej jednak strony mieszkająca nad nim rodzina Gabrielów, wiele razy nocami słyszała hałasy piłowania i rąbania, widziała też kilka razy jak Denke wylewał zakrwawioną wodę… Jednak tłumaczyli sobie, że mężczyzna zabija psy i handluje ich mięsem, zauważyli bowiem w obejściu wiszące psie skóry. Z nikim nie podzielili się swoimi spostrzeżeniami.

Z czasem zaczęły wychodzić na jaw kolejne zagadkowe fakty. Ludzie przypomnieli sobie o włóczęgach, którzy wchodzili do mieszkania Denke, ale już nigdy stamtąd nie wychodzili… Kilka miesięcy przed samobójczą śmiercią z domu Karla wybiegł młody mężczyzna z okrzykiem: – Ten wariat chciał mnie zabić. O tamtym incydencie władze nigdy się nie dowiedziały, przynajmniej oficjalnie… Sąsiedzi zauważyli, że Denke wychodził nocą z domu z ciężkimi walizkami, ale wracał już z pustymi. Co w nich było? To wiedział tylko Denke, lecz zabrał swoją tajemnicę do grobu.

Naukowcy i historycy mogą tylko toczyć dysputy: czy tylko sprzedawał mięso ze swoich ofiar, czy też może się nim żywił? Z opublikowanego w 1926 raportu biegłych sądowych wynikało, że w jednym z garnków znalezionych z mieszkaniu samobójcy było tylko pół porcji mięsa. Wprawdzie według specjalistów: „Karl Denke musiał zjeść pozostałą część mięsa na krótko przed aresztowaniem”, jednak nie ma na to żadnych dowodów.

 

To, co najbardziej zagadkowe w tej historii, to powód, dla którego Karl Denke zamordował nawet 40 osób. Nie można tego w żaden logiczny sposób wytłumaczyć! Jego zbrodnie nie miały motywu seksualnego, a ich przebieg wydawał się raczej racjonalny. Nie kierowała nim chęć rabunku, bowiem większość ofiar nie posiadała przy sobie żadnych cennych przedmiotów lub pieniędzy.

Ze wszystkich informacji, jakie udało się zebrać przez ostatnie sto lat można wywnioskować, że Karl Denke był bardzo samolubny, niezbyt inteligentny, nie potrafił odróżniać dobra od zła. Przez co najmniej kilka lat doskonale maskował swoje mordercze instynkty. W swoim mieszkaniu przyjmował żebraków i włóczęgów. Dawał im schronienie, pożywienie i miejsce, w którym mogliby się umyć i odpocząć. Żadnemu z potrzebujących nie odmówił pomocy. Wielu z nich brutalnie zamordował! Co nim kierowało? Jakie były motywy jego działania? Kulisy działania jednego z największych seryjnych morderców w Europie początku XX wieku, o którym historia na kilka dziesięcioleci całkowicie zapomniała, pozostaną na zawsze tajemnicą.

 

Leon Madejski

 

< 1 2 3 4

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze