W nocy przed spotkaniem długo nie mógł spać. Oddech miał płytki i nerwowy. Wiedział, że dłużej nie zniesie tego napięcia. Postanowił załatwić sprawę raz na zawsze.  Umówili się popołudniu. Janusz przyjechał na żwirownię podenerwowany. Przez cały czas zastanawiał się, czy jest w stanie zrobić to, co planował. Gdy zatrzymał auto, ona już czekała – ubrana jak zwykle wyzywająco, z wysoko zadartym nosem. Pocałowała go namiętnie. Wsiedli do jego samochodu. Janusz nie patrzył jej w oczy. Przez chwilę milczeli.

– Nie będzie żadnego rozwodu – powiedział cicho.

– Co? Co ty mówisz? – Wioletta instynktownie podniosła głos

– Poczekaj, zaraz ci wszystko wyjaśnię, tylko coś przyniosę – rzekł i wyszedł z auta. Z bagażnika wyciągnął ciężki metalowy klucz do kół. Deszcz padał rzęsiście…

Podszedł do samochodu od strony pasażera. Przed otwarciem drzwi rozejrzał się jeszcze dookoła. Nie było żywej duszy. Złapał za klamkę i nachylił się.

Wioletta nie zdążyła zareagować, kiedy spadł na nią pierwszy cios. Był na tyle mocny, że rozbił jej czaszkę. Z głowy zaczęły spływać strugi krwi. Jedną ręką chwycił ją za szyję i zaczął dusić. Drugą ręką okładał ją metalowym prętem.

Próbowała krzyczeć, ale wkrótce straciła siły. Kilka kolejnych uderzeń pozbawiło ją przytomności. Jedno trafiło w twarz – łamiąc nos i wybijając zęby.

Gdy poczuł, że ciało nie stawia oporu, wywlókł je na zewnątrz. Zadał jeszcze kilka silnych ciosów. Następnie, dla pewności, z całej siły zacisnął dłoń na jej szyi. Trzymał tak z dobre dwie minuty. Twarz Wioletty stała się purpurowa, z góry czaszki i z nosa obficie ciekła krew. W końcu zwolnił uścisk. Sprawdził – nie było oddechu  ani tętna. Dopiero wtedy ogarnął go lęk. Uświadomił sobie, że zabił człowieka.

Co robić? Pospiesznie wyciągnął z bagażnika kawał wykładziny, który został mu z jakiegoś remontu. Owinął nim ciało. Wcześniej przeszukał jej wszystkie kieszenie. Zabrał telefon komórkowy i portfel. Zwłoki zaniósł w chaszcze nad jeziorkiem. Woda była tam płytka. Rzucił trupa bezładnie, przykrywając jedynie gałęziami.

 

***

Do domu dotarł dopiero po kilku godzinach. W lesie porzucił zakrwawioną bluzę. W kałuży umył klucz do kół. Z przerażeniem zauważył plamy krwi na tapicerce auta. Ubrudzone było też siedzenie pasażera. W najbliższym supermarkecie szukał odplamiaczy. Później na stacji benzynowej próbował wycierać ślady. Nadaremnie.

Przed domem zatrzymał się jeszcze na chwilę. Chwycił telefon komórkowy Wioletty. Znalazł numer jej męża i wystukał mu SMS-a: Przeprowadziłam się do kochanka. Nie szukaj mnie i nie dzwoń. Zmieniam numer – wysłał wiadomość, po czym wyłączył telefon.

Wszedł do mieszkania, wymuszając na sobie uśmiech. Mały Mateuszek podbiegł przytulić się do taty. Janusz dał mu całusa w czoło.

Przez kilka następnych dni pozornie wszystko było w porządku, jednak przeszywał go niepokój. Gdy tylko mógł sprawdzał lokalne gazety i słuchał wiadomości. Na noc brał tabletki uspokajające. Nadeszła sroga zima. Podwórko przed ich kamienicą pokryła gruba warstwa śniegu. Pewnego dnia siedział jak zwykle przed telewizorem, gdy do salonu weszła Kasia.

– Słuchaj, co się działo w twoim aucie? Biłeś się z kimś, czy co? – rzekła

Gdy to usłyszał, po jego ciele przeszedł dreszcz. Na chwilę zupełnie go zamurowało. Zabrakło mu języka w gębie.

– Ale o czym ty mówisz? – wydusił z siebie w końcu.

– O czym? Nie udawaj głupka. Co to za plamy z krwi na fotelu? – rzekła patrząc na niego badawczo.

Dopiero wtedy skojarzył, że zupełnie zapomniał o zakrwawionym siedzeniu. Żona, która nie miała prawa jazdy, rzadko odwiedzała garaż. Prawdopodobnie dlatego uznał, że może auto zostawić w takim stanie.

– A co ty robiłaś w garażu? – spytał blady jak papier.

– Co to za plamy? Mów mi!–  naciskała.

Czuł wyraźnie, że nogi w łydkach mu się trzęsły.

– A nic… Zraniłem się w rękę podczas jednego zlecenia…. – bąknął niepewnie. Żona nie spuszczała z niego wzroku.

– A kto to jest Wiola? – spytała po chwili.

– Wiola? O czym ty mówisz? Nie wiem – odparł pozorując zdziwienie. Wyjęła wtedy z kieszeni telefon komórkowy. Różowy aparat, włożony był w etui z wyraźnie napisanym imieniem. Widać było na nim również czerwone, wyschnięte plamy. Janusz na ten widok zupełnie stracił rezon. Przypomniał sobie, że włożył aparat do szuflady auta przy desce rozdzielczej. Głos mu się łamał. Starał się jak mógł, aby ukryć zdenerwowanie.

To telefon klientki… Podwoziłem ją do sklepu budowlanego. Musiała go zostawić. Dobrze, że znalazłaś. Muszę go oddać – wypowiedział te słowa, jednak czuł, że brzmiały nieautentycznie. Kasia patrzyła na niego w ciszy jeszcze przez chwilę. Po czym położyła aparat na komodzie. – Coś przede mną ukrywasz? – rzekła. Pokręcił przecząco głową.

 

***

W ciągu następnych kilku dni już o sprawie nie rozmawiali, jednak nie mógł pozbyć się wrażenia, że żona domyśla się  prawdy. Po jakimś czasie w lokalnych mediach pojawił się komunikat o znalezieniu kobiecych zwłok na żwirowni, 20 km od ich miejscowości. Z artykułu wynikało, że ciało było mocno zmasakrowane. Policja próbowała ustalić tożsamość znalezionej osoby.

Janusz robił co mógł, by uwolnić się od lęku, jednak, gdy zobaczył wiadomość w prasie, strach powrócił z wielką siłą. Nie spodziewał się, że tak szybko znajdą trupa. Zbliżały się święta, gdy media podały kolejną wiadomość – znalezione zwłoki należały do 25-letniej Wioletty H., mieszkanki sąsiedniej miejscowości. Jej mąż, który zeznawał na policji, twierdził, że żona uciekła do kochanka. Policjanci apelowali do wszystkich osób mogących mieć jakąkolwiek wiedzę o sprawie, by zgłaszali się do komendy.

Tego dnia, gdy wiadomość ukazała się w lokalnym dzienniku telewizyjnym, oglądał go razem z żoną. Janusz zrobił się śmiertelnie blady. Wydawało mu się, że każde spojrzenie Kasi mówiło: „Dobrze wiem, że to ty…”. Gdy wychodziła z domu, ogarniał go lęk, że wróci w towarzystwie policji.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]