W nocy w ogóle nie spał. Gonitwa myśli nie opuszczała jego głowy. Była może czwarta nad ranem. Siedział w kuchni, przy zgaszonym świetle, gdy dobiegł go dźwięk otwieranych drzwi. Skojarzył, że to żona wyszła z sypialni, zapewne do toalety.

Gdyby nie ona nie musiałbym się niczego bać… – przeszło mu przez myśl. – Czy to wszystko nie było jej winą? Podniósł się  i najciszej jak potrafił otworzył szafkę z narzędziami. Wyjął stamtąd młotek. Następnie skierował się w stronę łazienki.

Kasia wychodząc zauważyła stojącego za drzwiami męża.  – Janusz… co ty…? – nie wypowiedziała całego zdania. Mocny cios w skroń pozbawił ją przytomności. Zdołał chwycić ciało zanim upadło i zaciągnął je do salonu, gdzie wymierzył kolejne ciosy. Rozległo się gruchnięcie pękniętej kości. Z ust i nosa żony wypłynęła krew.

Położył zwłoki na podłodze i pobiegł do łazienki po ścierkę. Miał czas do rana. Mały Mateuszek spał na górze u babci, a teściowa pracowała na nocnej zmianie. Gorączkowo zaczął wycierać plamy. Kasia już nie pójdzie na policję, już nikomu nie powie.

– Gdzie cię ukryć kochanie? – zastanawiał się, gdy jego wzrok padł na podłogę, w kącie pokoju. Drewniane belki od dawna wymagały wymiany. W kilku miejscach odchodziły od legarów. Pod podłogą domu było jeszcze dobrych kilkadziesiąt centymetrów głębokości.

Nie namyślał się dłużej. Zgodnie z jego przypuszczeniami, między legarami było wystarczająco miejsca – w sam raz dla żony. Wcisnął tam zwłoki. Wziął także część rzeczy z jej szafy – ubrania, kurtkę zimową i buty, a także kosmetyki z łazienki. Wszystko to położył  w sąsiedni legar, obok zwłok. Na górę powtórnie nasunął  belki.

 

Wigilia

Następnego dnia Janusz czekał na teściową, gdy wracała z nocnego dyżuru.  Na jej widok zrobił załamaną minę.

– Nasze małżeństwo runęło w gruzach – rzekł. Pokazał kobiecie sms : Odchodzę od ciebie. Jestem zakochana w kimś innym. Nie szukaj mnie i nie dzwoń. Nie odbiorę.

Matka Katarzyny nie mogła uwierzyć w to, co widziała. Jak to odeszła? Nie mieściło jej się to w głowie. Janusz twierdził, że gdy rano się obudził Kasi już nie było. Wyjechała w nocy. – Niech mama patrzy – rzekł  pokazując pustą szafę. – Zabrała swoje rzeczy.

Starsza kobieta patrzyła na to osłupiała. Na początku sądziła, że to może jakieś nieporozumienie, a może żart? Jak to? Żeby Kasia zostawiła swoje dziecko, które kochała nad życie? Może pokłócili się tylko i wróci za kilka godzin?

Nadzieja jednak szybko umarła, gdy i do niej dotarł SMS. Janusz wystukał go na telefonie zamordowanej żony. – Mamo, wyprowadziłam się od Janusza. Jestem zakochana w kimś innym. Opiekuj się Mateuszkiem. Nie szukajcie mnie i nie dzwońcie. I tak nie odbiorę.  Kobiecina drżącymi rękami wystukała numer, jednak telefon był wyłączony.

Tak minęło kilka dni. W tym czasie zięć świetnie odgrywał rolę załamanego męża. Potrafił nawet zmusić się do płaczu. Dwie starsze kobiety – teściowa i babcia – z braku alternatywy w końcu zaczęły we wszystko wierzyć. Babcia, gdy pierwszy raz to usłyszała, o mało nie dostała zawału. Wielkie łzy ciurkami spływały jej po policzkach. I mały Mateuszek pytał gdzie jest mama. W odpowiedzi usłyszał, że mama jest chora i musiała pójść do szpitala.

Taki stan rzeczy utrzymywał się przez kilka tygodni. Co jakiś czas do matki Kasi docierały SMS-y rzekomo pisane przez córkę. W rzeczywistości pisał je Janusz. Chodziło o to, by teściową uspokoić, by niczego nie podejrzewała. Pisał:  Mamo u mnie wszystko dobrze. Ucałuj Mateusza. Jak się urządzę, przyjadę. Na razie nie dzwońcie. Gdy próbowała oddzwaniać, telefon milczał jak zaklęty.

Tymczasem zbliżały się święta. Trzeba było zorganizować wigilię. Janusz zaprosił babcię i teściową do siebie. Udekorował choinkę, a stół wigilijny postawił dokładnie nad miejscem ukrycia zwłok. Na początku co prawda bał się, że zdradzi go smród gnijącego ciała, ale o dziwo – wcale nie śmierdziało. Widocznie ostry mróz zatrzymał proces rozkładu.

Podczas świątecznej kolacji podzielili się opłatkiem. Śpiewali kolędy i wręczyli sobie prezenty. Było też dwanaście potraw, które przygotowała teściowa wspólnie z babcią. To w tamtym czasie staruszka zaczęła mieć pierwsze dziwne sny. Śniło jej się, że pod podłogą coś chrobocze. Jakby myszy grasowały, czy co? Matka  Kasi nie mogła z kolei uwolnić się  od myśli, że córka nie pisze jej prawdy.  Wiadomości od niej, po których zawsze wyłączała telefon, wydawały się jej nienaturalne. Jakby nie ona je pisała. Barbara W. obudziła się pewnego ranka z silnym przekonaniem, że stało się coś złego. Podjęła decyzję o pójściu na policję.

 

Przepraszam was…

W dniu, w którym zamierzała pojechać do miasta, Janusza nie było w mieszkaniu. Miał gdzieś zlecenie. Babcia znów opowiedziała jej o swoim śnie: – Słuchaj, wydaje mi się jakby pod tą podłogą coś było… Szczury, czy co? – rzekła i obie zeszły do mieszkania na dole.

Zima zelżała i zrobiło się znacznie cieplej. Gdy weszły do pokoju, poczuły dziwny swąd. W powietrzu czuć było lekki zapach stęchlizny. – Co tu taki odór? – zastanawiała się Barbara W. Nieprzyjemny zapach nasilał się właśnie w miejscu, skąd miały dochodzić te odgłosy. Belki podłogowe były tam luźne. Gdy się nadepnęło, całe chodziły.

–  Zajrzyjmy tam – rzekła. Mały Mateusz w tym czasie biegał po pokoju.

Staruszki nachyliły się nad podłogą, gdy drzwi do mieszkania się otworzyły. Wszedł Janusz. Kiedy zobaczył, że obie grzebią coś przy belkach, zbladł, ale zdołał się opanować. Wiedział, że to już koniec. Zresztą spodziewał się go od dawna.

Wziął do ręki kawałek papieru i długopis. Napisał coś pośpiesznie. Wcisnął kartkę do ręki synkowi. Następnie obrócił się i wyszedł. Wsiadł do samochodu i odjechał. Na kartce było napisane: „Przepraszam was. Nie chciałem”.

Po zdjęciu belek z legarów w kącie pokoju ukazał się straszny widok. Przerażone kobiety rozpoznały zmasakrowane zwłoki swej ukochanej córki i wnuczki. Z ciała pośpiesznie uciekły myszy. Babcia Kasi przysiadła na fotelu łapiąc się za serce. „Ojcze nasz, który jesteś w niebie” – zaczęła się modlić.

W tym czasie Janusz był już w komendzie policji w najbliższym miasteczku. – Chciałbym złożyć zeznania. Zabiłem swoją żonę i kochankę – rzekł osłupiałemu dyżurnemu.

 

***

Podwójne morderstwo w małej miejscowości na południu Polski oraz makabryczne okoliczności ukrywania zwłok zszokowały mieszkańców. Janusz W. nie potrafił precyzyjnie wytłumaczyć, dlaczego zamordował żonę. Biegli psychiatrzy stwierdzili, że był świadom swoich czynów zarówno za pierwszym, jak i drugim razem. Dostał najwyższą możliwą karę w polskim systemie prawnym – dożywocie. O przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się dopiero po 35 latach za kratami.

 

Krzysztof Strug

Wszystkie personalia zostały zmienione.

 

< 1 2 3 4

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]