Pisarz, absolwent dziennikarstwa, specjalista ds. marketingu, mąż, ojciec. Przemysław Żarski wciela się w wiele ról. Lubi swoją pracę  i prywatne życie w którym nie brakuje rockowych brzmień, górskich szlaków i koszykówki. „Umwelt” to jego literacki debiut.

 

Zawodowo jest pan związany z dziennikarstwem. Jaki rodzaj dziennikarstwa pan uprawia/uprawiał i czy to znacząco wpłynęło na powstanie „Umweltu”? A może nie było ono  w ogóle potrzebny by zostać pisarzem?

Przemysław Żarski: Z dziennikarstwem, w różnej formie, jestem związany od czasu ukończenia studiów. W zasadzie nie miałem okazji spróbować swoich sił tylko w dziennikarstwie radiowym. Najwięcej nauczyłem się w redakcji „Aktualności” w TVP Katowice, gdzie miałem okazję pracować ze świetnymi dziennikarzami, co w dużym stopniu mnie ukształtowało. Od siedmiu lat pracuję w biurze prasowym, gdzie przygotowuję informacje prasowe, wypowiedzi, wywiady i materiały filmowe. To ciekawa praca, która pozwala mi robić to, co lubię. Ta potrzeba pisania i przelewania myśli na papier przełożyła się na powstanie „Umweltu”, ale nie trzeba być dziennikarzem, żeby pisać dobre książki.

Czy trudno było pogodzić pisanie debiutanckiej powieści z życiem zawodowym i rodzinnym? Czy narzucił Pan sobie konkretny rytm pracy? Czy mógł Pan liczyć na wsparcie najbliższych?

P. Ż.: Zdecydowanie. Znalezienie czasu było największym wyzwaniem, zwykle pisałem wieczorami lub w dni wolne od pracy, co przerabiała pewnie większość pisarzy. To wymaga dyscypliny, cierpliwości i uporu, ale cieszę się, że miałem wsparcie najbliższych. Żona ma zdrowy dystans do mojego pisania, nie ingeruje w sam proces i daje mi sporo swobody. Pięcioletnia córka jest nieco bardziej wymagająca i nic nie robi sobie z moich planów. To sprawia, że mam właściwą hierarchię wartości.

Kiedy zrodził się pomysł na „Umwelt”? Czy było to pod wpływem chwili, zasłyszanej historii czy może potrzeba stworzenia czegoś towarzysząca Panu od lat?

P. Ż.: To był impuls. Pamiętam, że oglądałem film, a ten pomysł po prostu zakiełkował mi w głowie. Od tego momentu upłynęło sporo czasu, a sam pomysł ewoluował i ostatecznie ma niewiele wspólnego z planem wyjściowym. Jest we mnie potrzeba opowiadania ciekawych historii i przypuszczam, że na tej jednej się nie skończy, a inspirację odnajduję wszędzie; w zasłyszanych historiach, w prasie, czy Internecie.

Dlaczego sięgnął Pan akurat po kryminał? Co sprawiło, że poczuł się Pan pewnie akurat w tej konwencji?

P. Ż.: Wydaje mi się, że wybór był naturalny, po prostu sam lubię czytać i oglądać takie historie. „Umwelt” nie jest klasycznym kryminałem, trudno go zamknąć w sztywnych ramach gatunku. To połączenie thrillera z powieścią kryminalną, chciałem dać czytelnikom dobrą rozrywkę i sporo emocji i mam nadzieję, że mi się udało. Świadomie ograniczyłem ilość wątków, nie odchodząc zbyt daleko od tematu, by nie zgubić dynamiki i nie wpaść w pułapkę przegadania. To nie znaczy jednak, że nie myślę też o czymś innym, mam z tyłu głowy inną historię, w zupełnie innym stylu i kiedy przyjdzie odpowiedni moment postaram się ją spisać. Chcę się ciągle rozwijać.

W książce wszystko zaczyna się od morderstwa, ale środek ciężkości położony jest na portrety psychologiczne bohaterów. Wprowadzenie na karty powieści bohatera ze schorzeniem umysłowym jest nie tyle pomysłowe, co odważne. Czy nie uważa Pan, że trochę tym namiesza? Przełamie stereotypy?

P. Ż.: To była największa trudność i ryzykowny zabieg, bo strasznie trudno osobie zdrowej wejść w głowę i myśli kogoś cierpiącego na tak poważną chorobę. Sądzę zresztą, że nikt nie jest w stanie tego zrobić. Najważniejsza była dla mnie historia, którą chciałem opowiedzieć, ale gdzieś podskórnie liczę również na to, że ktoś kto przeczyta „Umwelt” zastanowi się nad tym, że świat, który nas otacza i który traktujemy jako coś oczywistego, może różnić się od świata osoby stojącej obok nas w windzie, czy siedzącej przy stoliku obok w kawiarni. I te światy funkcjonują równocześnie. Z drugiej strony uważam, że osoby cierpiące na takie zaburzenia są często samotne, nikt nie interesuje się tym, co siedzi w ich głowie i nie stara się im pomóc. A obsesje potrafią prowadzić do dramatów.

Opowie nam Pan coś więcej o swoim bohaterze?

P. Ż.: Trudno wskazać wiodącego bohatera, bo choć wydawać by się mogło, że jest nim komisarz Adam Berger, nie do końca tak jest. Chciałbym, żeby sympatie czytelników rozłożyły się na kilka postaci, co w kolejnych odsłonach będzie się tylko pogłębiać. Sam Berger to postać złożona, nie chciałem, żeby przypominał oklepanych bohaterów, których znamy głównie z polskich filmów i którzy kojarzą nam się wyłącznie z nadużywaniem alkoholu i przekleństw. Nie zgadzam się z tym, męczą mnie takie uproszczenia, dlatego stworzyłem bohatera, który jest normalnym człowiekiem. Znam kilku policjantów i to jest mój ukłon w ich stronę, bo choć jak wszędzie zdarzają się w tym środowisku czarne owce, to w zdecydowanej większości są to normalni ludzie, którzy sporo ryzykują i poświęcają.

Okładka „Umweltu” jest w jakimś stopniu pociągająca i psychodeliczna. Zapewne oddaje wszystko, co znajdziemy w środku. Czy w środowisku pisarzy kryminałów chciałby Pan wypracować swoją odrębną markę i unikać porównywania do innych pisarzy, czy uważa Pan takie porównania za komplement?

P. Ż.: Porównania do uznanych pisarzy są zawsze miłe i o ile są trafione pozwalają wskazać silne i słabe strony autora. Nie odwracam się jednak za siebie, nie szukam dróg na skróty, chcę robić to, co sprawia mi przyjemność i to samo oferować odbiorcom. W literaturze liczy się uczciwość. Mam swój własny styl, sposób prowadzenia fabuły, swoje atuty i niedociągnięcia, których jestem świadomy. Nie wszystkim spodoba się „Umwelt”, ale ci którzy docenią lekturę mogą być pewni, że w kolejnych odsłonach nie będę udawał, tylko prowadził czytelników szlakiem, który znają i cenią.

W Polsce powieści kryminalne przeżywają swój renesans. Ma Pan swoich ulubionych pisarzy gatunku? Jakie są Pańskie inspiracje książkowe, po jaką literaturę i autorów sięga Pan najczęściej? Czy są to autorzy polscy czy zagraniczni? A może inspiruje się Pan nie tylko literaturą?

P. Ż.: Polska powieść kryminalna ma się świetnie. Jest wielu autorów godnych polecenia, ale nie inspiruję się ich dokonaniami, chcę podążać własną ścieżką. Cenię w polskich autorach wiele rzeczy; u Remigiusza Mroza pracowitość i determinację, u Katarzyny Bondy troskę o detale i szczegółową dokumentację, a u Marka Krajewskiego styl i inteligencję, jednak mam swój pomysł na siebie i zamierzam nad nim pracować. Nie jestem za to wielkim fanem kryminału skandynawskiego, z wyjątkiem Jo Nesbo, który jest niekwestionowanym mistrzem gatunku. Znacznie wyżej cenię francuskich pisarzy kryminałów, znakomity jest Bernard Minier czy Jean-Christophe Grangé.

Czy myśli Pan już o kolejnym wydawnictwie? Jeśli nie, to dlaczego? Jeśli tak, to czy to będzie także kryminał?

P. Ż.: Od czasu ukończenie „Umweltu” upłynęło sporo czasu, więc mogłem przemyśleć kolejną fabułę i kończę ją pisać. To, czy się ukaże nie zależy wyłącznie ode mnie. Mam nadzieję, że debiut się spodoba, a wydawnictwo dostrzeże potencjał i zdecyduje się zainwestować w kolejną książkę. Na razie nie planuję rozstawać się z bohaterami debiutanckiej powieści, w życiu obu spodziewać się można za to dużych przetasowań, a na ich drodze stanie równie inteligentny przeciwnik, co w części pierwszej. Chcę podnosić sobie poprzeczkę.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze