Był luty 1967 roku. Mróz dawał się we znaki. Ręce grabiały, poliki szczypały, stopy drętwiały. Czapki na głowach i wysoko postawione kołnierze palt były normalnym obrazkiem. Aż tu nagle w zaspanych jeszcze Katowicach, na jednej z ulic pojawiła się przedziwna postać: roznegliżowana kobieta, posiniaczona i z rękami związanymi drutem.

Zobaczyły ją Maria Sz. i Józefa Sz., które rozwoziły mleko. Pomogły jej uwolnić się z drucianych węzłów. Poradziły iść do komisariatu milicji. Posłuchała.

Nie wiedziała, jak nazywa się mężczyzna, który ją pobił i zgwałcił. Dokładnie jednak pamiętała adres: Dąbrowskiego 14, Katowice. Musiała podać swoje dane i zawód. Nie było się czym chwalić: na chleb zarabiała, sprzedając swoje ciało. Obawiała się wyjawić prawdę, bo wiedziała, że takie jak ona nie są poważnie traktowane. Nie raz słyszała obelgi pod swoim adresem. Czasem też koleżanki opowiadały, że kiedy klient podniósł na nie rękę i szły na milicję, odprawiano je z kwitkiem, twierdząc że pewnie same zgadzały się na ostrzejsze zabawy, a teraz marudzą. Takie ryzyko zawodowe.

Niestety, obawy Ludwiny G. były uzasadnione. Nie została poważnie potraktowana. „Nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni” – pomyślała z goryczą. Chciała jak najszybciej zapomnieć o traumatycznych wydarzeniach ostatniej nocy. Ulicę Dąbrowskiego omijała szerokim łukiem. Ten adres wrył się jej w pamięć, a niebawem usłyszała o nim cała Polska…

Prawdopodobnie, gdyby wtedy kobieta została poważnie potraktowana nie doszłoby do kolejnych zbrodni.

Chcesz poznać szczegóły makabrycznych zbrodni Bogdana Arnolda? Sięgnij po najnowszy numer „Detektywa Extra” 1/2019 i przeczytaj otwierający tekst pt. „Okno czarne od much”.

Więcej interesujących tekstów kryminalnych znajdziesz  w najnowszym wydaniu kwartalnika „Detektyw Extra–Kryminalny świat PRL-u” nr 4/2018 w sprzedaży od 22 stycznia 2019 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze