Poznaj najsłynniejsze napady w PRL-u. Urzędy pocztowe czy  banki nie były dla złodziei problemem.

Napad w Nasielsku, 15 stycznia 1951 roku. Do siedziby Banku Spółdzielczego weszło dwóch uzbrojonych mężczyzn i rozkazali kasjerkom oddać gotówkę. Zabrali posłusznie oddane im około 50 tys. zł, wyszli z banku i słuch o nich zaginął. Prasa oficjalnie nie była zainteresowana opisywaniem tego spektakularnego, jak na owe czasy, wydarzenia. Jednak nie wypadało informować, że takie rzeczy dzieją w Polsce Ludowej.

Napad na kasjera z warszawskiej spółdzielni mieszkaniowej „Rekord” 12 sierpnia 1952 roku. Rabusie zaatakowali mężczyznę na ulicy Siennej. Byli uzbrojeni w pistolet i dwa granaty, ale na „robotę” poszli pod znacznym wpływem alkoholu. Udało im się wprawdzie przechwycić pieniądze, ale wężykiem trudno było uciekać…

Napad na bank w Wołowie, 19 sierpnia 1962 roku. Mechanik, bankier, rymarz i taksówkarz dokonali najbardziej zuchwałego napadu. Obezwładnili strażnika, przebili dziurę w suficie, by z piwnicy dostać się do skarbca. Złodzieje ukradli wówczas 12,5 mln zł (średnie miesięczne wynagrodzenie wynosiło wtedy 1680 zł). W namierzeniu sprawców „pomogła” żona jednego z nich. Kobieta chciała zapłacić kradzionymi pieniędzmi za obrus. Kiedy czujna ekspedientka zorientowała się, że pieniądze mogą pochodzić z napadu na bank w Wołowie, dyskretnie zamknęła drzwi i wezwała milicję.

Napad na Urząd Pocztowy w Poznaniu, 11 listopada 1964 roku. Trzech uzbrojonych bandytów napadło na przewożących pieniądze konwojentów ambulansu pocztowego. W złapaniu złodziei pomógł 14-letni chłopak, który uciekającemu rabusiowi podstawił nogę…

Napad na bank, nazywany „Bankiem pod orłami”, przy ul. Jasnej w Warszawie, 22 grudnia 1964 roku. A dokładniej: napad na konwojentów. Łupem bandytów padło ponad 1,3 mln zł (średnia płaca wynosiła wówczas 1816 zł). Jeden ze strażników został zabity, a drugi ciężko ranny. Napad ten był czymś wyjątkowym w socjalistycznej Polsce, bowiem takie rzeczy zdarzały się dotąd co najwyżej w amerykańskich filmach. Śledztwo o kryptonimie „P-64”, wszczęte przez milicję i służbę bezpieczeństwa, toczyło się z rozmachem. Oficjalnie sprawców nigdy nie wykryto. Sprawa uległa przedawnieniu 22 grudnia 1989 roku.

Według jednej z opowieści, bandytów zatrzymano i przykładnie ukarano. Jednak informacje te nie dotarły do opinii publicznej, ponieważ napastnikami mieli być milicjanci i funkcjonariusze SB.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze