Martin John Bryant urodził się 7 maja 1967 roku w Hobart, na australijskiej wyspie Tasmania. Od najmłodszych lat sprawiał problemy wychowawcze. Jego matka Carleen często zwierzała się rodzinie i przyjaciołom, że jest zaniepokojona temperamentem małego Martina.

Ojciec chłopca, Maurice, pracował jako doker i musiał przejść na wcześniejszą emeryturę, aby się nim opiekować. Nieobliczalne zachowanie Martina sprawiało, że inne dzieci go nie lubiły i nie chciały się z nim bawić. Kiedy rozpoczął naukę w szkole podstawowej, stwierdzono, że ma niższy od przeciętnej iloraz inteligencji. Został przeniesiony do klasy specjalnej. Uczęszczał do niej razem z kilkorgiem głuchych dzieci. Nauczyciele zapamiętali go jako chłopca całkowicie oderwanego od rzeczywistości i kompletnie pozbawionego emocji.

Okazał zupełną obojętność, gdy znaleziono ciało jego ojca. Rzekomo popełnił on samobójstwo, topiąc się w zbiorniku wodnym położonym na terenie ich posesji. Kiedy wcześniej Martin został poproszony o pomoc w poszukiwaniach zaginionego ojca, wydawał się cieszyć z zaistniałej sytuacji i nie wykazywał żadnych oznak zaniepokojenia. Zdaniem ratownika medycznego z karetki pogotowia przybyłej na miejsce zgłoszenia, chłopak wiedział o śmierci ojca więcej, niż chciał powiedzieć. Chociaż Maurice Bryant został znaleziony na dnie zbiornika wodnego z pasem balastowym do nurkowania owiniętym ciasno wokół szyi, policja potraktowała sprawę jako samobójstwo – znalazła bowiem list pożegnalny i pewną ilość gotówki w jego samochodzie.

W szkole Martin często padał ofiarą prześladowań ze strony innych uczniów. Z każdym rokiem jego zachowanie stawało się coraz bardziej okrutne i dziwaczne. Pewnego razu podczas nurkowania znienacka wyciągnął swojemu koledze z ust rurkę do oddychania pod wodą, przez co tamten o mały włos nie utonął. Sąsiedzi skarżyli się także, że Martin rzuca kamieniami w ich dzieci, ścina drzewa, odwiązuje przycumowane łodzie, niszczy drzewka owocowe i ogródki warzywne. Po ukończeniu szkoły nie musiał szukać pracy: z powodu swojego niskiego ilorazu inteligencji został zakwalifikowany do otrzymywania renty.

 

Bogata dziwaczka

Na początku 1987 roku poznał 54-letnią Helen Harvey, ekscentryczną dziedziczkę fortuny loteryjnej firmy Tattersalls, która zatrudniła go w charakterze złotej rączki. Oboje szybko przypadli sobie do gustu i zaczęli spędzać w swoim towarzystwie coraz więcej czasu. Helen często zabierała Martina na zakupy. Czasami potrafiła wydać na niego tysiące dolarów. W okolicy była znana ze snucia dziwacznych opowieści o swoim życiu oraz beztroskiego trwonienia dużych sum pieniędzy. Każdego roku co miesiąc kupowała nowy samochód, ale nigdy nie prowadziła żadnego z nich. Pasją kobiety była również biżuteria, chociaż na co dzień jej nie nosiła.

 

Martin w końcu przeprowadził się do jej rezydencji, która znajdowała się w pobliżu jego rodzinnego domu. Willę zamieszkiwało kilkadziesiąt psów, kotów i ptaków. Po pewnym czasie zwierzęta były tak zaniedbane, a rezydencja tak zapuszczona, że do akcji wkroczyło Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt. Zmusiło ono Harvey, by uprzątnęła panujący tam bałagan. Ekipa sprzątająca rezydencję wywiozła siedem kontenerów śmieci. Po opróżnieniu pojemników okazało się, że oprócz odpadów było w nich także kilka sprawnych telewizorów, gotówka, a także kosztowności.

Po jakimś czasie Bryant i Harvey przeprowadzili się do Copping, małego miasteczka położonego w południowo-wschodniej części Tasmanii. Niebawem w zachowaniu Martina pojawiły się niepokojące symptomy. Gdy pewnego razu został wyrzucony z autobusu za nękanie młodej uczennicy, złapał taksówkę i goniąc autobus, wykrzykiwał obelżywe słowa pod adresem kierowcy. Nowi sąsiedzi narzekali, że kręci się późno w nocy wokół ich posesji. Wkrótce potem złożono na niego skargę za grożenie sąsiadowi karabinem. Zdarzało się, że strzelał z wiatrówki do turystów, którzy zatrzymywali się przy szosie, aby kupić jabłka na straganie stojącym w pobliżu jego miejsca zamieszkania.

20 października 1992 roku Helen Harvey zginęła w wypadku samochodowym, po tym jak prowadzone przez nią auto zjechało nagle na przeciwległy pas ruchu i uderzyło w nadjeżdżający samochód.

W momencie wypadku razem z nią był Bryant, który doznał ciężkich urazów szyi oraz kręgosłupa. Po wypadku spędził w szpitalu 7 miesięcy. Niektórzy uważali, że to Martin spowodował wypadek, szarpiąc podczas jazdy kierownicą. Policja zbadała przyczyny wypadku, jednak wykluczyła udział w nim osób trzecich. Po śmierci Harvey Bryant został jedynym spadkobiercą jej majątku obliczanego na ponad pół miliona dolarów.

Przeprowadził się z powrotem do rezydencji w Hobart, ale stawał się coraz bardziej nerwowy. Dysponując tak dużymi pieniędzmi, mógł prowadzić taki styl życia, jaki tylko chciał. Zafascynowany podróżami zagranicznymi w ciągu 3 kolejnych lat odbył 30 wycieczek do różnych krajów. Próbował w tym czasie zawierać nowe znajomości, jednak na ogół ludzie omijali go szerokim łukiem. Jego kontakty towarzyskie sprowadzały się głównie do pogawędek z przypadkowo napotkanymi osobami w samolocie lub z właścicielami sklepów czy kafejek, z których większość zapamiętała go za sprawą ekstrawaganckich strojów, które nosił. Jego relacje z kobietami były równie dziwaczne. Spotykając kobietę, zwykle wygłaszał lubieżne komentarze na temat jej wyglądu, a następnie w niewybredny sposób proponował jej odbycie stosunku seksualnego. Często sprowadzał do swojej rezydencji prostytutki. Kilka z tych, które go tam odwiedziły, nie chciały już nigdy przekroczyć progu jego domu.

W pewnym momencie w głowie Martina zrodził się szalony plan. Realizując go, odwiedził kilkakrotnie miasteczko turystyczne Port Arthur. Kupił też dużą torbę sportową oraz nabył od handlarza bronią bez żadnego zezwolenia dwa karabiny samopowtarzalne: L1A1 i AR-15.

Aby otrzymać dostęp do pełnej treści artykułu

ZAPISZ SIĘ DO NASZEGO NEWSLETTERA

Wpisz w poniższe pole adres e-mail.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze