Nowy Sącz (woj. małopolskie), piękne miasto nad Dunajcem, ma własnego ducha, który regularnie nawiedza rynek. Podobno można go spotkać nocą, gdy kroczy w uniwersyteckiej todze z podniesioną głową i rozsypuje złote monety, które bezdźwięcznie spadają na ziemię.

Mówi się, że jego postać nie rzuca cienia nawet przy pełni księżyca. Ową zjawą jest Michał Sędziwój, alchemik, znany w XVII wieku na dworach królewskich jako „książę alchemików”. Początkowo studiował medycynę, ale szybko z niej zrezygnował i postanowił zostać alchemikiem. Bardzo chciał zgłębić tajemnicę kamienia filozoficznego i marzył, by mało wartościowe metale zamieniać w czyste złoto.

Michał Sędziwój nawiedza miasto, ponieważ czuje do niego wielki sentyment. Nie dość, że urodził się w jego okolicach, to jeszcze pobierał w nim pierwsze nauki.

Przepowiednia głosi, że kto go spotka, będzie miał szczęście, zwłaszcza w zdobywaniu wiedzy. A jeśli sypnie złotymi monetami, można liczyć na pomyślny rok pod względem finansowym, zwłaszcza jeśli zjawę spotkamy w sylwestrową noc.

Jeśli w Nowym Sączu nie uda nam się spotkać alchemika, a jesteśmy spragnieni wrażeń, koniecznie powinniśmy wybrać się do parku etnograficznego, położonego na przedmieściach miasta. Stoi tam niepozorna drewniana chata, którą przewieziono z Wierchomli koło Piwnicznej. Niegdyś należała do rodziny chłopskiej, którą dotknęło wielkie nieszczęście. Mieszkający w niej parobek zakochał się w córce gospodarza. Niestety, nie był godzien jej ręki, dlatego zrozpaczony powiesił się w chałupie. Od tamtego dnia z budynku dochodziły podejrzane jęki, trzaski i stukoty. Podobno dźwięczały też szyby, a nawet przesuwały się meble.

Szefowie skansenu w Nowym Sączu zainteresowali się drewnianą chałupą. Mieszkańcy Wierchomli ucieszyli się, bo od dawna szerokim łukiem omijali opuszczony budynek. Zagrodę rozebrano, przewieziono do Nowego Sącza, starannie odtworzono i zamknięto na klucz. Kiedy po kilku dniach pracownicy skansenu weszli do środka, ze zdumieniem stwierdzili, że sprzęty są poprzestawiane… Niedługo potem stróż zobaczył w obejściu dziwną postać. Kiedy zbliżył się do ciemnego kształtu, przypominającego człowieka, dobiegł go płacz dziecka, a zjawa zniknęła.

 

Anna Jagodzińska

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze