Polacy w PRL-u pili dużo. Uważani byliśmy za jeden z bardziej pijanych krajów w Europie. Każda okazja była dobra do wychylenia kilku głębszych. Wbrew pozorom, alkohol nie był zarezerwowany tylko dla nizin społecznych. Smakiem napojów wyskokowych rozkoszowali się wszyscy…

Rząd, świadom problemu, chciał zapobiec patologii związanej z nadmiernym spożyciem alkoholu. Jeszcze w latach 50. (1956-1959) uchwalono pierwsze ustawy, które miały na celu walkę z alkoholizmem i jego skutkami. Zakazano sprzedaży trunków m.in. na terenie zakładów pracy.

Wprowadzono także sankcje karne za nowe rodzaje przestępstw, takie jak rozpijanie małoletniego, czy też sprzedaż alkoholu wbrew zakazom. Jednocześnie pojawiły się regulacje związane z  leczeniem osób dotkniętych problemem alkoholowym. Do tego starano się promować wstrzemięźliwość w zakładach pracy, gdzie popijanie było prawdziwym utrapieniem. W latach 60. i 70. zatrzymywano co roku kilkanaście tysięcy pijanych pracowników, a prawie 20 tysięcy w ogóle nie wpuszczano na teren zakładów. Właśnie z powodu nietrzeźwości.

Popularny w PRL-u wierszyk, stylizowany na dziecięcą rymowankę, ukazywał problem zwyczajowego picia po wypłacie:

Na podwórzu jest kałuża,

a w kałuży tej się nurza

hipopotam powiadacie?

Nie, to tata po wypłacie.

 

Orzeźwia i wzmacnia

Tymczasem do picia alkoholu, co prawda nie w godzinach pracy, zachęcały browary. Reklamowały swoje trunki takimi hasłami:

PO PRACY NAJLEPIEJ ORZEŹWIA I WZMACNIA PIWO. PIJCIE ODŻYWCZE PIWO Z PAŃSTWOWYCH BROWARÓW.

Etykieta zawierała także nieobecną dotąd informację na temat kaloryczności trunku („Litr piwa zawiera 250 kalorii”). Dalej producent zachęcał do picia, informując: „Człowiek pracy potrzebuje 3000 kalorii dziennie”.

Zresztą specjalne zachęty nie były konieczne, ponieważ w tamtych czasach piwo cieszyło się bardzo dużym powodzeniem. Polska Kronika Filmowa, pokazując codzienność klienteli kiosków z piwem, grzmiała: „Duże jasne na stojaka, najczęściej jako utrwalacz po ćwiartce”. Co ciekawe, piwa wcale nie uważano za alkohol, chociaż zarzucano, że fani przebywania pod budkami nie rozkoszują się bursztynowym trunkiem, ale upijają się nim. Takie zachowanie najczęściej określano: „Na stojaka, na kiwaka i wreszcie na leżaka”.

Budki z piwem zaczęto likwidować pod koniec lat 60. XX wieku. W pierwszej kolejności zaczęto je usuwać z centrów miast i przenoszono na peryferia oraz bazary. Ostatecznie Polacy pożegnali się z nimi w latach 80.

 

Szczęśliwe jutro na trzeźwo

Od alkoholu odstręczać miały także plakaty propagandowe. Jeden z nich w 1975 roku mobilizował zdecydowaną obietnicą, że NIE PIJĘ, BO ZBIERAM NA oraz znajdującym się pod hasłem rysunkiem pary, udającej się maluchem na wakacje. Przekaz ten, wskazując wymierne korzyści, miał motywować do wstrzemięźliwości. Dla tych bardziej opornych wymyślano także inne hasła:

PRZESTAŃ PIĆ! CHODŹ Z NAMI BUDOWAĆ SZCZĘŚLIWE JUTRO

Niektóre z nich nawet groziły:

 BIMBER PRZYCZYNĄ ŚLEPOTY

     Plakat przestrzegający przed piciem bimbru miał ogromne znaczenie w czasach kartek na alkohol, kiedy to z deficytem trunków trzeba było sobie jakoś radzić.  Ograniczenia w sprzedaży spowodowały bowiem, że jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać domowe bimbrownie. W pierwszej połowie lat 80. działało ich ponad 150 tysięcy, chociaż w rzeczywistości mogło być ich zdecydowanie więcej.

Podczas wielu spotkań towarzyskich wymieniano się sposobami i recepturami, aby smak produkowanego trunku był jak najlepszy. Obostrzenia sprawiły, że niemal każdy dorosły Polak doskonale znał rok bitwy pod Grunwaldem. Ta wiedza pozwoliła dobrać idealne proporcje zacieru: jeden kilogram cukru, cztery litry wody, 10 deko drożdży…

Ówczesna władza, usiłując chociaż trochę zaradzić pijaństwu, w październiku 1982 roku wprowadziła kilka zakazów, mających ograniczyć spożycie alkoholu. Po pierwsze: zmniejszono liczbę punktów sprzedaży napojów wyskokowych – m.in. zakazano handlu trunkami w prywatnych sklepach. Po drugie: wprowadzono zakaz sprzedaży wysokoprocentowych alkoholi (powyżej 4,5 proc.) przed godziną 13.00 (przepis ten zlikwidowano dopiero 29 listopada 1990 roku). Od tego czasu godzina 13.00 stała się niemal magiczna. Pustoszały zakłady pracy, bo każdy chciał się wyrwać po flaszkę.

O randze tej godziny i jej szczególnym znaczeniu w życiu społecznym, powstawały nawet piosenki. Shakin Dudi śpiewał:

Trzynasta wybiła, wstaje nowy dzień
Ruszyła kolejka, wszystkim lżej
Życie po trzynastej tu zaczyna się
Poproszę trzy flaszki, nie pięć!

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze