Prokurator Horabała siedział w swoim gabinecie, kiedy zadzwonił do niego oficer dyżurny z miejscowej komendy policji.

– Panie prokuratorze, zastrzelono mecenasa Masztalskiego. Przed chwilą dzwoniła jego żona. Głos miała tak roztrzęsiony, że początkowo w ogóle nie mogłem jej zrozumieć. Przed kilkoma minutami odebrałem zgłoszenie. Nasza ekipa już tam jedzie. Czekają tylko na pana. Podam dokładny adres. Chyba że ktoś z naszych, jak będzie jechał, to pana zabierze – zaproponował policjant.

– Nie ma takiej potrzeby, dziękuję za troskę. Rano zatankowałem auto, już jadę!

Willa Masztalskich znajdowała się na peryferiach miasta. W okolicy stały podobne do niej budynki. Wszystkie miały po kilkanaście lat, większość mieszkańców znała się przynajmniej z widzenia.

Prokuratora przyjęła zapłakana wdowa.

– Proszę za mną – poprowadziła go w głąb mieszkania, do gabinetu mecenasa Masztalskiego.

Tam, na podłodze, leżało ciało denata, przy którym pracowali przybyli wcześniej technicy kryminalni.

Jak wynikało ze wstępnych oględzin, przyczyną śmierci były dwa strzały, oddane z bliskiej odległości, w klatkę piersiową i w głowę. Nieboszczyk trzymał w ręku ciężką, biurkową lampę. Pewnie próbował walczyć o życie, może chciał zaatakować napastnika, ale – jak widać – nie zdążył, choć kabel był wyrwany z gniazdka.

Na dębowym biurku, stojącym przy ścianie, panował okropny bałagan. Leżało tam pełno papierów i fachowych publikacji. Nad nim, na ścianie, wisiała półka, na której stały kodeksy i kilka grubych segregatorów, oznaczonych symbolami postępowań sądowych. Prokurator Horabała włożył lateksowe rękawiczki, przejrzał dokumenty, ale nie było tam nic nadzwyczajnego. Pisma procesowe, kopie protokołów rozpraw i dokumentacja prowadzonych przez Jacka Masztalskiego spraw. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że wszystkie dokumenty związane były z pracą mecenasa, choć poukładano je dość chaotycznie i bez zachowania chronologii. „Jak on mógł się w tym wszystkim połapać?” – przemknęło przez myśl prokuratorowi.

Chwilę później przypomniał sobie jakiś artykuł o biurowych bałaganiarzach. Amerykańscy naukowcy dowodzili w nim, jakoby praca przy stoliku, na którym panuje nieład, pobudza kreatywne myślenie i owocuje nowymi pomysłami, natomiast pedanci, w codziennym działaniu, kierują się utartymi schematami.

Bałagan panował nie tylko na biurku, ale i w całym gabinecie. Przewrócone dwa krzesła, leżące na podłodze różne papiery i książki, tak jakby ktoś pośpiesznie czegoś szukał, zabytkowa figura Temidy, uosobienia sprawiedliwości, prawa i wiecznego porządku. Prokurator wziął ją do ręki i dokładnie obejrzał, bo lubił takie bibeloty. „Dobra, stara porcelana, pamiętająca początek poprzedniego stulecia” – ocenił w myślach jej wiek. Odstawił figurkę na biurko, podszedł do okna z wybitą szybą. Odłamki szkła leżały na zewnątrz. Tędy musiał uciec napastnik.

– Śmierć nastąpiła wskutek strzału w głowę – relacjonował biegły patolog, oszczędny w formułowaniu opinii. – Kula weszła przez zatokę czołową, wyszła dwa centymetry nad potylicą… Bardzo duży wylot rany… Na pierwszy rzut oka trudno rozpoznać kaliber broni. Strzał w głowę oddano z dość bliskiej odległości. Metr, może dwa… Drugi strzał, w klatkę piersiową, mógł również spowodować śmierć, ale biorąc pod uwagę brak krwawienia w tym miejscu… Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna nie żył już po pierwszym strzale… W gruncie rzeczy ten drugi strzał był już niepotrzebny.

Zwłoki denata odnalazła jego żona. Była rano u kosmetyczki, potem pojechała na codzienne zakupy. Pieczywo, nabiał, kawałek mięsa na obiad, trochę warzyw i owoców. Dzisiaj miała być pierś z kurczaka, gotowany na parze brokuł z prażonymi migdałami i pomidor z cebulką. Zakupy cały czas stały w kuchni, kobieta nie miała głowy, aby je rozpakować, po tym jak znalazła ciało męża.

– Proszę mi opowiedzieć, co się stało? – prokurator Horabała przystąpił do pracy. Masztalska schowała twarz w dłoniach i głęboko westchnęła. Przez chwilę siedziała w bezruchu.

– Wróciłam z zakupami około południa – relacjonowała. – Weszłam do mieszkania, postawiłam zakupy na stole w kuchni. Z gabinetu męża dochodziły jakieś podniesione głosy. Ktoś krzyczał „Jeszcze mnie popamiętasz, ja ci tego nie daruję”. Potem doszły mnie odgłosy szamotaniny, następnie padły strzały. Dwa albo trzy. Już mam mętlik w głowie. To wszystko było takie irracjonalne. Stałam sparaliżowana, nie wiedziałam, co robić. Usłyszałam odgłos rozbijanej szyby, to chyba morderca uciekał przez okno. Pewnie widział, jak podjechałam pod dom.

Horabała przyjrzał się kobiecie ze współczuciem w oczach. Ale nie z powodu śmierci męża, lecz z faktu mataczenia w śledztwie.

– Tu nie było żadnego mordercy. Wydaje mi się, że to pani zastrzeliła męża, nie wiem tylko jeszcze dlaczego – stwierdził prokurator.

 

Na jakiej podstawie Horabała podejrzewał Masztalską o składanie fałszywych zeznań?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze