Wyszukiwano je w najróżniejszy sposób. Często wśród tych, które marzyły o karierze modelki i zgłaszały się do agencji. Jednak to dość trudny rynek, gdzie każdy kolejny rok na karku zmniejsza szanse na sukces, a przynajmniej skraca okres funkcjonowania w tym zawodzie.

 

Sama uroda nie wystarczy, potrzebne jest też szczęście, np. w znalezieniu kogoś, kto pomoże zaistnieć. Czy modelki miały nadzieję, że to jest ich szansa? Może kusiło co młode dziewczyny (ale nie tylko one) chętnie zamieszczają swoje zdjęcia. Często w dość odważnych strojach i pozach. Wybrane kandydatki dostawały wiadomości, w których kuszono je niebotycznymi zarobkami. Nie było napisane wprost, za co takie dochody, ale trudno było się nie domyślić.

 

Atrakcyjny wyjazd

Jeszcze inne zgłaszały się same, z polecenia koleżanki, która była na takich… zarobkowych wyjazdach. Tych ostatnich nikt do niczego nie zmuszał. Bez wątpienia były świadome, gdzie i po co jadą. Nie trzeba było ich specjalnie namawiać, bo informacja o łatwym zarobku błyskawicznie się rozchodziła i dziewczyny chętnie namawiały się wzajemnie do wyjazdów. Ale były też takie, które czuły się oszukane. Jak chociażby Magda, która poznała Katarzynę P. przez koleżankę z agencji modelek. Dowiedziała się, że kobieta organizuje wyjazdy modelek za granicę i płaci w euro. Stawki wydawały się atrakcyjne. Poleciała do Francji. Tam trafiła do ekskluzywnej willi, w której było już osiem innych dziewczyn. Wszystkie modelki. Początkowo rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że zapowiada się na sesję. Tyle tylko, że… rozbieraną. Dziewczyny zaczęły ze sobą rozmawiać i dopiero wtedy Magda dowiedziała się, jaki charakter pracy będzie musiała wykonywać.

W swojej nieświadomości była osamotniona, ponieważ obecne tam dziewczyny doskonale wiedziały, po co przyjechały do willi oraz co będą robić.

Mało tego, wcale nie były tym przerażone czy zmartwione. Wręcz przeciwnie – deklarowały, że były już na takich wyjazdach i bardzo im się podobało. Kiedy Magda dowiedziała się o faktycznym zakresie obowiązków we Francji, natychmiast skontaktowała się z Katarzyną P. i powiedziała, że chce wracać. Szefowa spokojnie wyjaśniła, że może być to trudne, bo chwilowo są problemy z biletami, ale za kilka dni powinno być lepiej. Magda została więc w willi i robiła to, do czego została tam wysłana. Nikt jej nie zmuszał. Później wyznała, że czuła się oszukana, bo nie miała pojęcia, po co tak naprawdę jedzie do Francji. Wyznała, że uprawiała seks z mężczyznami, którzy z grupy dziewczyn wybierali sobie te, które najbardziej im pasowały. Sięgali po nie zupełnie tak, jak po produkty w sklepie. Grzeczni i kulturalni, a do tego z zadowoleniem regulowali rachunek.

 

Nie tak dużo seksu

Jedna z dziewczyn, wyjeżdzających do luksusowych kurortów, powiedziała:

Granica między kręceniem się na ekskluzywnych imprezach a byciem luksusową prostytutką jest cienka. Jeśli pracujesz w modelingu, jesteś przedmiotem. Bywało, że dziewczyny nie jechały same, a były eskortowane. W 2006 roku Katarzyna P. „zawiozła” do Barcelony dziesięć dziewczyn, które przez następne cztery dni świadczyły usługi seksualne grupie Rosjan, bawiących się na jachcie. Kiedy sprawa wyszła na jaw, przesłuchano uczestniczki tamtego party. Dziewczyny powiedziały o swoim zaskoczeniu tym, że chodzi o seks, a nie udział w sesji, ale ostatecznie nie były do niczego zmuszane. Za cztery dni z naszymi sąsiadami zza wschodniej granicy zarobiły po 2 tysiące euro. To była stawka dla tych, które ostatecznie zgodziły się na seks. Te, które nie miały ochoty na bliższe kontakty, otrzymały połowę mniej.

Byłam zaskoczona, że za nicnierobienie można dostać tyle pieniędzy – wspomina barcelońską imprezę jedna z uczestniczek wyjazdu. – A tego seksu wcale nie było tak dużo… Większość dziewczyn wiedziała, albo domyślała się, po co wyjeżdża. W wysyłanych do nich wiadomościach pisały, że to zlecenie na zagraniczny lub krajowy pokaz mody. Słowo seks raczej nie padało. – Nie mówi się w tym środowisku o takich rzeczach wprost – wyjaśniła policjantom któraś z modelek. – Ale większość i tak wie o co chodzi. Kiedy jedna z dziewczyn, nieświadoma charakteru pracy, dopiero na miejscu dowiedziała się o faktycznym zakresie obowiązków, próbowała wybrnąć z sytuacji:

Powiedziałam, że mam chore jajniki i muszę wracać do Polski – wyznała.

– Dziewczyny mnie wyśmiały i powiedziały, że to niemożliwe, żebym nie zdawała sobie sprawy, gdzie i po co lecę.

Faktem jest, że nie była to prostytucja, w której dochodziło do gróźb, bicia czy zmuszania kogokolwiek do czegokolwiek. Klientom na tym nie zależało, nie tego szukali.

Chodziło im o miłe dziewczyny do towarzystwa. Miały być atrakcyjne, młode, schludnie wyglądać i posiadać pewne umiejętności. Na przykład, jeśli ktoś chciał wybrać się zimą w góry w tak miłym towarzystwie, dziewczyna musiała umieć jeździć na nartach. Miejsca spotkań były przeróżne. Zawsze ekskluzywne.

Latem 2008 roku pojechałam do Hiszpanii. Gospodarzem był zamożny Polak. Bawiliśmy w jego rezydencji. Było tam dziesięciu mężczyzn, jednym z nich był futbolowy potentat. Ci faceci łowili ryby, bawili się, byli niezwykle uprzejmi… – wyznała jedna z modelek. W stolicy gorącym adresem był m.in. nowoczesny wieżowiec na Woli. Regularnie pojawiali się tam amatorzy pięknych ciał. Za spotkanie płacili 1,5 tysiąca, chociaż zdarzały się i wyższe rachunki. Lokatorzy budynku chyba wiedzieli, co odbywa się w jednym z apartamentów, ponieważ bardzo często mijali się w drzwiach z wyjątkowo atrakcyjnymi, kusząco wyglądającymi kobietami oraz znanymi mężczyznami.

1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze