– Ona uklękła, ja położyłem ręce na jej barkach – zeznawał Daniel P. – dociskałem, żeby bardziej się starała. Ale robiła to byle jak, nie mogłem dojść, rozzłościłem się. Wyzywałem ją, przeklinałem. Chciałem jeszcze, a ona, że czas minął. Wtedy chwyciłem ją za gardło.

Mężczyzna, który 7 sierpnia 2015 roku zgłasza dyżurnemu policjantowi na komendzie, że zaginęła jego synowa, mówi łamanym polskim z rosyjskim akcentem. Jest Bułgarem, mieszka w podwarszawskich Ząbkach z synem Sewerynem i jego żoną Lili. Ona jest prostytutką, stoi przy drodze nr 631 z Rembertowa do Nieporętu. W domu zawsze jest o godzinie 18, przywozi ją ten sam taksówkarz. Wczoraj nie wróciła. Syn wyjechał w sprawach handlowych do Bułgarii. Na wiadomość o zaginięciu żony wsiadł w najbliższy samolot do Warszawy, wkrótce tu będzie.

To jest dobre małżeństwo – zapewnia funkcjonariusza teść zaginionej.

Jakieś dwie godziny później śledczy mogą przesłuchać Seweryna R. Bez tłumacza – mężczyzna mieszka w Polsce już 10 lat i dobrze mówi po polsku. Ukrainka Lili jest jego żoną od 2001 roku. Poznał ją na bazarze, gdzie handlowała rupieciami przywiezionymi z rodzinnego Tarnopola.

Nie miałem pojęcia, że tak naprawdę zarabia na życie jako przydrożna prostytutka – wyjaśnia Bułgar. – Dowiedziałem się o tym 2 miesiące temu. Nie robiłem jej z tego powodu wyrzutów. Miała do spłacenia kredyt zaciągnięty na Ukrainie, gdzie zostawiła swoje dziecko. Musiała wysyłać pieniądze na jego utrzymanie. A ja byłem szaleńczo zakochany.

Mężczyzna pokazuje zdjęcie żony – ładnej, ciemnowłosej 30-latki. Możliwe, że w dniu zaginięcia Lili wyglądała jak blondynka, do pracy doczepiała sobie jasne włosy.

Odszukano taksówkarza, który zawoził i odbierał Ukrainkę z miejsca, gdzie czekała na klientów. Niewiele mógł powiedzieć poza tym, że kobieta wymagała od niego punktualności. – Pod jej dom podjeżdżałem o 9 rano, z trasy odbierałem o 18. Choć byłem jej taksówkarzem już kilka lat, zawsze jechaliśmy w milczeniu. Ona się nie odzywała, to i ja nie zagadywałem.

Świadek wskazał miejsce, gdzie zwykle stała prostytutka. Przeszukano pobliski las i jeszcze tego samego dnia odnaleziono zwłoki młodej kobiety, częściowo rozebranej, w peruce na głowie. Jej szyja na całej szerokości była przecięta czymś ostrym. Bułgar rozpoznał w denatce swoją żonę.

W komendzie policji ogłoszono alarm – w ciągu kilku ostatnich miesięcy w tym paśmie leśnym znaleziono już drugą zamordowaną kobietę. Pierwsza, też prostytutka, Nadieżda z Ukrainy, zginęła w maju. Kiedy znaleziono jej zwłoki, były rozszarpane przez leśne zwierzęta. Sprawca morderstwa pozostał nieznany.

 

Manowce „tirówek”

Śledczy postanawiają przesłuchać kobiety trudniące się nierządem na trasie do Nieporętu. Nie ujawniają jednak, że ich koleżanka nie żyje. Według oficjalnej wersji trwają poszukiwania.

Rodaczka Lili, o imieniu Natalia, znała zaginioną najlepiej, bo na skraju szosy stały blisko siebie. Nie wyrywały sobie klientów, a nawet zdarzyło się kiedyś, że Lili, która była bardzo odważna, stanęła w jej obronie. Kontakt urwał się, gdy Natalię deportowano z Polski za brak wizy. Po dwóch miesiącach wróciła jednak na swoje stałe miejsce.

Lili miała wśród koleżanek po fachu opinię szczęściary, gdyż wyszła za Bułgara, który legalnie przebywał w Polsce. Wprawdzie musiała zarabiać na całą rodzinę męża, bo sprowadził do domu swego ojca, ale przynajmniej nie groziło jej wydalenie.

 

Ostatni raz widziałam ją dwa dni przed zaginięciem – przypomniała sobie Natalia. – Jak zwykle siedziała na przydrożnej barierce. Mówiła, że nie podoba się jej pewien klient, opisała jego wygląd. Gdy podejrzewamy, że facet może być zboczeńcem, telefonujemy do siebie i uprzedzamy, żeby nie iść z takim do lasu.

Ten mężczyzna więcej się nie pokazał. Lili opowiedziała też o nim swemu stałemu klientowi, który był w niej zakochany i dawał pieniądze na dzień dobry.

Nie znam jego nazwiska – odpowiada na pytanie śledczego Natalia – on jeździ czarnym audi. Dziś podjechał do nas na trasę, bardzo zmartwiony, że Lili zaginęła. Kiedy w zeszłym tygodniu rozmawiał z nią, podjechało dwóch Ukraińców. Pytali, czy wsiądzie do nich, nie chciała. Byli wściekli, ale nic jej nie zrobili, bo on stał obok. Może potem zawrócili, gdy została sama i wciągnęli ją do samochodu?

Natalia pytana szczegółowo o innych nietypowych klientów wspomniała o pewnym grubasie – jak go nazwała – który podjechał do niej srebrnym nissanem. – Interesowało go tylko zrobienie laski, ale chciał, abym się do tego rozebrała.

Przejrzano nagrania z przydrożnej kamery. Kiedy na filmie pojawił się nissan, jedna z prostytutek o imieniu Monika, rozpoznała w kierowcy swego klienta. Obsługiwała go kilka razy.

Tropem widocznej na zdjęciu tablicy rejestracyjnej trafiono do Marka I. Pojazd był zarejestrowany na niewielkie przedsiębiorstwo w Płocku. Marek I. jeździł nim służbowo.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze