Mężczyzna został przesłuchany. Musiał szczegółowo opowiedzieć, co robił 6 sierpnia 2015 roku. Skrupulatnie wyliczył wszystkie czynności: wyszedł z domu do pracy o godzinie  rano. W bazie pobrał samochód służbowy i pojechał na inspekcję do podległych zakładów. Na trasie w kierunku Marek zobaczył stojącą prostytutkę. Czytała książkę. Uchylił okno i zapytał, czy gdy robi laskę, rozbiera się. Przytaknęła. W głębi lasu odbyli stosunek oralny, następnie odwiózł ją na jej stanowisko. Potem spotkali się jeszcze raz, gdy wracał po pracy do domu. Marek I. błagał przesłuchującego go policjanta, aby te wyjaśnienia nie dotarły do jego żony. Nie dowiedziała się głównie dlatego, że erotyczne przygody męża nie miały nic wspólnego z tragiczną śmiercią Lili.

Informacje prostytutek, choć przesłuchano ich kilkanaście, nie przybliżyły śledczych do rozwiązania sprawy. Wręcz przeciwnie – tropy, które wskazywały kobiety, były fałszywe.

Sporo czasu zmarnowano na sprawdzenie informacji niejakiej Marleny, która powiedziała, że miała klienta lubiącego w trakcie stosunku ją podduszać. Kiedyś z tego powodu straciła przytomność, a później dochodziła do siebie przez tydzień.

Ten mężczyzna jeździł żółtym bmw.

Psycholog przysłuchujący się wyjaśnieniom Marleny uznał, że jej zeznania nie są wiarygodne. Kłamała, bo miała chorobliwą potrzebę zwrócenia na siebie uwagi. Także policjantów. Pod koniec grudnia 2015 roku prokurator umorzył śledztwo w sprawie tajemniczego dusiciela.

Podczas oględzin nagrania z monitoringu na trasie Marki – Nieporęt uwagę policjantów zwrócił srebrny volkswagen polo. 7 sierpnia 2015 roku o godzinie 13.30 widać w nim dwie osoby: kierowcę i kobietę o blond włosach. Samochód wjechał do lasu. Kiedy pół godziny później wracał na trasę, w samochodzie był tylko mężczyzna. Właścicielem pojazdu okazał się 23-letni Daniel P. ze wsi pod Wołominem, kierowca i monter mebli w dużej firmie wnętrzarskiej. Nigdy nie karany. Ojciec 4-miesięcznej dziewczynki. Został zatrzymany.

Jeździłem na prostytutki – przyznał się – bo miałem taką potrzebę. Żona odmawiała mi współżycia, gdyż była w ciąży. Ale nikogo nie zabiłem.

Biegli seksuolodzy nie stwierdzili u podejrzanego zaburzeń preferencji seksualnych. Poziom jego inteligencji określili jako wysoki.

 

Zabiłem. Nie, nie zabiłem

Podczas kolejnego przesłuchania Daniel P. został poinformowany, że na papierowej chusteczce pozostawionej w lesie koło zwłok Liliany R. i odcisku męskiego sandała w poszyciu leśnym, biegły znalazł ślad biologiczny podejrzanego. Ponadto, wymaz z pochwy denatki miał DNA tego mężczyzny.

Zaskoczony Daniel P. przyznał się do zabójstwa… dwóch prostytutek. Z Lilianą R. było tak: Stała przy szosie ubrana tylko w stanik i krótkie spodenki. Zapytał, ile bierze za laskę. – 50 złotych – odpowiedziała – ale płatne z góry. Zgodził się. Pojechali do lasu.

– Ona uklękła, ja położyłem ręce na jej barkach – zeznawał Daniel P. – dociskałem, żeby bardziej się starała. Ale robiła to byle jak, nie mogłem dojść, rozzłościłem się. Wyzywałem ją, przeklinałem. Chciałem jeszcze, a ona, że czas minął. Wtedy chwyciłem ją za gardło. Dusiłem przez jakieś 5 minut. Potem zaciągnąłem ciało do dołu ze śmieciami i stanąłem stopą na jej gardle. Nadal dawała oznaki życia. Żeby z tym skończyć, nożykiem do folii przeciąłem jej szyję, bo już byłem spocony, nie miałem siły dłużej jej dusić. Kiedy była już martwa, zabrałem jej złote kolczyki i łańcuszek.

Następnego dnia, kiedy przejeżdżał koło cmentarza w Wołominie, przez okno samochodu wyrzucił telefon tej dziewczyny, a w okolicy rozlewni paliwa pozbył się jej torebki. Nie było w niej dokumentów, tylko chusteczki nawilżające i papierosy, które wypalił. Po dwóch tygodniach, kiedy upewnił się, że nikt nie szuka tej prostytutki, sprzedał biżuterię jubilerowi. Dostał za nią około 600 złotych.

A drugie zabójstwo? – zapytał prokurator, podając podejrzanemu butelkę wody mineralnej.

Drugie było kilka miesięcy wcześniej – Daniel P. wyjaśniał dalej bez cienia emocji w głosie – w maju lub kwietniu, na tej samej trasie. Wybrałem dziewczynę z włosami ufarbowanymi na rudo. Chciałem, żeby zrobiła mi laskę. Po 10 minutach zaczęła mnie poganiać, abym kończył. Zdenerwowałem się. Chwyciłem obiema rękami za szyję i zacząłem dusić. W pewnym momencie przestała się ruszać, miała tylko drgawki. Poszukałem kamienia i uderzyłem ją kilka razy w głowę. Kiedy już nie żyła, wyjąłem z jej stanika pieniądze – było tam 1200 złotych. Trupa wrzuciłem do dołu. Te rzeczy, które miałem na sobie, spaliłem w piecu. Nikomu o tym nie powiedziałem. Nie wiem, dlaczego zabiłem – może dlatego, że w dzieciństwie ja i rodzeństwo byliśmy bici przez matkę. Ojciec nigdy się nami nie interesował.

Na wizji lokalnej Daniel P. posługując się manekinem, skrupulatnie – minuta po minucie – odtworzył wszystkie swe czynności przy ofiarach, aż do ich zamordowania. Również w rozmowie z aresztantem, z którym dzielił celę, szczegółowo opisał mordowanie prostytutek.

< 1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]