Jednak kiedy prokurator oskarżył podejrzanego o podwójne zabójstwo, ten odwołał swoje wyjaśnienia. Twierdził, że policjant zmusił go do przyznania się. Ubliżał mu: – Powiedział, że jestem prochem do utylizacji. Dręczył go mocno zaciskając kajdanki, tak, że stracił czucie w rękach. Kilka razy uderzył. Groził, że kilkumiesięczną córkę Daniela P. umieszczą w domu dziecka. W tej sytuacji przestał upierać się przy swoim. Ze strachu mówił to, co mu kazali.

Zostałem sam w pokoju z policjantem, takim łysym, napakowanym – wyjaśniał P. podczas kolejnego przesłuchania. – Nad biurkiem miał tabliczkę „Uwaga, ostry pies”. Pytałem o adwokata, odpowiedział, że jest już zbyt późno na szukanie dla mnie obrońcy. Kiedy powiedziałem, że nie wiem, dlaczego tutaj jestem, usłyszałem, że będzie lepiej, jeśli się przyznam. Bardzo się bałem, dlatego przyznałem się do czegoś, czego nie zrobiłem.

 

Z zimną krwią

Czy mężczyzna aprawdę był bity przez policjantów? Prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie ewentualnego stosowania przemocy w komisariacie. Zostało ono umorzone z braku dowodów. Oskarżony dopiero po 4 miesiącach od pierwszego przesłuchania, kiedy przyznał się do zabójstwa, zawiadomił prokuratora, że odwołuje swoje wyjaśnienia. Czy to efekt przeszkolenia pod celą przez starych wyjadaczy, towarzyszy więziennej niedoli?

W zatrzymanym przez prokuratora liście do żony nie wspomina o rzekomym pobiciu w komisariacie. Chce, aby nie brała adwokata, bo szkoda pieniędzy. Pisze: „Biorę wszystko pod uwagę. Choć jestem niewinny, mogę zostać skazany. Dlatego nie marnuj pieniędzy, będą potrzebne tobie i dziecku. Trzeba zrobić rozdzielność majątkową, bo rodziny ofiar mogą wystąpić o rekompensatę”.

Na koniec prosi o przepis na blok czekoladowy, ponieważ chciałby go sobie zrobić, gdy nadejdą pieniądze na wypiskę. Podpisując się „Tylko Twój Daniel” dołącza modlitewną prośbę: „Anioły na całym świecie / Róbcie, co możecie / Strzeżcie moje dziecię”.

Danielowi P. odprowadzanemu na salę rozpraw Sądu Okręgowego Warszawa-Praga towarzyszą na korytarzu głośne zapewnienia jego matki i ciotki: – Trzymaj się, jesteśmy z tobą! Kobiety nie wierzą w winę oskarżonego. Chyba nie mają też nadziei na jego uniewinnienie. Ciotka wykrzykuje do dziennikarzy, że sądy to jedna mafia.

– Nie przyznaję się do czterech pierwszych zarzutów, to znaczy zabójstwa Nadieżdy, zabójstwa Lili, kradzieży pieniędzy ze stanika ofiary oraz kradzieży jej biżuterii – oświadcza stanowczo Daniel P. przed sądem. – Przyznaję się jedynie do posiadania marihuany.

To, co powiedział w śledztwie, zostało wymuszone biciem w komisariacie. Nie domagał się obdukcji, bo nie wiedział, że ma takie prawo. Na wizji lokalnej mówił tekstem, który wcześniej podyktował mu funkcjonariusz, zaprowadzając go w tym celu do łazienki, żeby nie było świadków. Co do tego, że wskazał miejsce zbrodni – znał je, bo wielokrotnie korzystał tam z usług prostytutek. Złote kolczyki i łańcuszek znalazł latem na plaży nad Liwcem. Żona może poświadczyć.

Sędzia zarządza odtworzenie na monitorze filmu z pierwszego przesłuchania Daniela P. w prokuraturze oraz przebiegu dwóch wizji lokalnych przeprowadzonych w miejscu obu zabójstw.

Na utrwalonym filmie Daniel P. siedzi swobodnie w pokoju przesłuchań. W ręku trzyma butelkę z wodą mineralną, którą popija małymi łyczkami. Nie wygląda na wystraszonego. Beznamiętnym głosem opisuje umieranie kobiety zamordowanej w sierpniu. Opowiada, że podczas duszenia białka jej oczu zrobiły się czerwone, język wypadł z ust. Kiedy ciągnął ciało do dołu ze śmieciami jeszcze drgało konwulsyjnie. Nie wiedział, jak długo to potrwa, dlatego uderzył kamieniem w głowę i stanął na jej gardle. Przeciął szyję nożem, bo miał go przy sobie.

Zabrał pan ofierze 1200 złotych. Skąd pan wiedział, gdzie trzymała pieniądze, skoro nie było ich w torebce? – pyta prokurator.

Zajrzałem do stanika.

Przesłuchanie, nagrywane przez kamerę, trwa kilka godzin. Kiedy się kończy, Daniel P. pierwszy raz zdradza jakieś emocje. Ukrywa twarz w dłoniach.

Nigdy nikomu nie zrobiłem krzywdy, nigdy na nikogo nie podniosłem ręki – mówi drżącym głosem. – To wszystko to ściema.

 

Wszystko przez stringi

Na kolejnej rozprawie zeznają świadkowie, powołani przez obrońcę. Najwięcej do powiedzenia ma ciotka oskarżonego. Już nie krzyczy jak przed salą rozpraw, że sądami rządzi mafia, ale oskarża policję i prokuraturę o tolerowanie przydrożnych prostytutek. – One stoją w stringach. To jest przerażające – oburza się – gdyby tam nie stały, nie byłoby tej sprawy.

Zapytana, czy z Danielem były jakieś problemy wychowawcze, odpowiada stanowczo: – Żadnych. To jest wrażliwy chłopiec. Kiedy komuś dzieje się krzywda, natychmiast spieszy z pomocą. Kiedy był młodszy, pomagał starszej siostrze w wychowaniu jej córki, a mojemu synowi w lekcjach. Zawsze można było na niego liczyć.

– Daniel nie ma nic na sumieniu, proszę wysokiego sądu – zapewnia żarliwie świadek – on nawet pająka nie potrafił zabić. Kiedyś zobaczyłam takie obrzydlistwo na ścianie i prosiłam, aby zrobił z nim porządek, a on odpowiedział: – Ciociu, pająki są w porządku, niech sobie żyją. Mój siostrzeniec już rok siedzi w więzieniu, a prawdziwy morderca cieszy się wolnością.

– Czy Daniel P. był bity przez matkę? – pyta sędzia.

– Co za pomysł! – denerwuje się przesłuchiwana. – On się wychował w kochającej rodzinie. Bili go, maltretowali w komisariacie, zaraz po zatrzymaniu.

– Nie powiedziała pani podczas przesłuchania w śledztwie, że jej siostrzeniec został pobity przez policjantów? Dlaczego?

Mówiłam, ale funkcjonariusza to nie interesowało. Miał swoje pytania, nie reagował na moje słowa. Pisał, co chciał.

Na rozprawie po raz pierwszy pojawiły się żona, matka i siostra oskarżonego. Wszystkie odmówiły składania zeznań.

 

Helena Kowalik

< 1 2 3

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]