Recepcjonistkę Grand Hotelu w Warszawie wyrwał z zadumy telefon.

– Na dachu kawiarni pod oknem mojego pokoju leży naga kobieta – poinformował jeden z gości hotelowych, zajmujący pokój numer 156 na pierwszym piętrze, pracownik rumuńskiej ambasady.

Kiedy po chwili w apartamencie zaroiło się od milicji i obsługi hotelu, obcokrajowiec zeznawał łamaną polszczyzną: Chciałem uchylić lufcik i w tym momencie coś mignęło w ciemnościach, rozległ się huk, jakby spadła pryzma śniegu z dachu. Wyjrzałem zza firanki na położony kilka metrów niżej dach kawiarni. A tam leżała z rozpostartymi rękami młodziutka dziewczyna o anielskiej wręcz urodzie.

Mówiąc to, dyplomata pokazywał na okno i stojących obok kilku funkcjonariuszy, którzy osłaniali lekarza klęczącego na dachu i pochylającego się nad nagą nastolatką.

 

Za ścianą

Przegląd pokoi gościnnych w poszukiwaniu tego, z którego wypadła młoda kobieta zakończył się pod numerem 635, na szóstym piętrze. Na pukanie nikt nie odpowiadał, zatrzaśnięte drzwi otworzono zapasowym kluczem. Ktoś wychodząc z pomieszczenia, nie wziął klucza, który wisiał na kołku w przedpokoju. Za to starannie pogasił światła. W pokoju panował bałagan; na podłodze i stole walała się damska garderoba oraz resztki jedzenia. Skotłowaną pościel na łóżku przykrywała byle jak narzucona kapa.

Pod kołdrą leżały „ciepłe” majtki – takie, jakie troskliwe matki każą nosić zimą dorastającym córkom.

Stwierdzono też ślady spermy.

Ktoś ucztował przy małym stoliku przysuniętym do parapetu. Stało tam pięć opróżnionych butelek po piwie, trzy kieliszki, pusta karafka po wódce. W popielniczce piętrzył się stos niedopałków. Papierosowy zaduch był dość intensywny, ponieważ okno było zamknięte. Ktoś jednak musiał je otwierać, bo na zewnątrz fruwał kawałek przytrzaśniętej firanki. Na podłodze obok fotela leżała podróżna torba, a w niej tymczasowe zaświadczenie tożsamości 16-letniej Krystyny Zeglickiej z Krakowa. Fotografia nie pozostawiała wątpliwości – to była dziewczyna z dachu nad kawiarnią.

Nazwisko dziewczyny odszukano w księdze gości hotelu. Nastolatka została zameldowana 14 grudnia. Portier przypomniał sobie, że przy ladzie recepcji nie była sama. Nie ona załatwiała wynajęcie pokoju. Wszystkim zajmował się towarzyszący jej około 30-letni mężczyzna. On też opłacił z góry pobyt przez półtorej doby. Ale nie zameldował się z dziewczyną. Wyjaśnił, że tylko ją odprowadza. Dostała pokój nr 503, miała go opuścić nazajutrz o godzinie 18…

Kelner z hotelowej restauracji – Adam Rokicki, zobaczył Zeglicką następnego dnia przed południem. Został wezwany telefonicznie do pokoju 503, aby zabrać naczynia po śniadaniu.

Dziewczyna była sama. Nieskrępowana siedziała na łóżku, zupełnie naga.

Po godzinie odebrał drugi telefon z tego numeru z prośbą, aby przyniósł butelkę jarzębiaku, kawę oraz wodę gazowaną. Tym razem z dziewczyną był młody mężczyzna, który zapytał, czy dałoby się załatwić dla pani inny pokój, bo w tym nie chcą przedłużyć rezerwacji.

– Próbowałem dogadać się z recepcją, ale cały hotel miał obłożenie – zeznał Rokicki w czasie przesłuchania. – Już chciałem zawiadomić tego mężczyznę, że nic nie mogę zrobić, kiedy w holu spotkałem Borkowskiego z Podkowy Leśnej. To mój znajomy, taki wieczny student, często gości w Grandzie, załatwia tu różne interesy. Tym razem był prywatnie, z kobietą, ale ponieważ za kilka dni spodziewał się większego towarzystwa, wynajął dwa pokoje. Zapytałem, czy na kilka godzin nie udostępniłby jednego pewnej parze, która nie ma gdzie się podziać.

Borkowski nie robił problemu – dał klucze do numeru 635, nawet nie zabrał stamtąd futra swej partnerki. Kelner umieścił tam dziewczynę z pokoju 503.

Przesłuchanie Borkowskiego niewiele dało: – Balangowaliśmy po sąsiedzku, w pokoju 636, ale było nas czworo i grała głośna muzyka. Nawet gdyby coś się działo za ścianą, nie usłyszelibyśmy. Tę relację potwierdzili pozostali biesiadnicy: 26-letni Ryszard Gutkowski i 24-letnia Zofia Rudek, kobieta Borkowskiego. Całe to towarzystwo zostało przewiezione do aresztu śledczego w Pałacu Mostowskich. Tam mieli wytrzeźwieć, by można było wydobyć z nich więcej informacji.

 

Gwiazdy i gwizdy

Na miasto wycieka informacja z kręgów służb specjalnych: Zofia Rudek dużo mówi. Dostała jako towarzyszkę w celi utajnioną agentkę UB, która miała się zaprzyjaźnić z aresztantką i skłonić ją do zwierzeń. Okazało się, że uwięzionej wcale nie trzeba zachęcać do rozmowy. Mówiła nawet przez sen. Agentka, nie mogąc spamiętać wszystkich informacji, dostała do pomocy jeszcze jedną „wtyczkę”. Funkcjonariuszki pracowały non stop.

 

Śledczy dowiedzieli się, że „dokonano zrzutu dziewczyny z okna”, ponieważ zbyt dużo wiedziała. Konkretnie, była kochanką herszta bandy złodziei włamujących się do magazynów. Rudek podała przez sen adresy ostatnich kradzieży w hurtowniach. Natomiast na jawie wyznała swym współtowarzyszkom, że tak naprawdę z okna hotelu wyrzucono nie Krystynę Zeglicką, tylko Krystynę Żyłę, wicemiss Polonia.

1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze