– Co tutaj tak ciasno? Czyżby szeregowy „Salceson” nie zwinął kity? – z zawadiackim uśmiechem zwrócił się do pierwszoklasisty „Bąbel” z 3A. Następnie siłą zanurzył jego głowę w muszli klozetowej.

Trzymał ją pod wodą tak długo, aż chłopak zaczął wypuszczać powietrze, co oznaczało, że się dusi. Tę „zabawę” uczniowie łódzkiego „Mechanika” nazywali bulgotaniem.

 Męska toaleta na pierwszym piętrze była powszechnie znana uczniom i nauczycielom Zespołu Szkół Mechanicznych jako miejsce, gdzie dochodziło do brutalnych aktów fali. Jedni i drudzy trzymali się od niej z daleka. O ile tych pierwszych można było całkowicie zrozumieć, to fakt, że grono pedagogiczne przymykało oko na ten barbarzyński proceder, był karygodny.

W 2001 roku Artur K. rozpoczął edukację w szkole zawodowej.

Jego wygląd i zachowanie od razu nie spodobały się starszym uczniom. Ze względu na niewielką otyłość nazwali go „Salceson”. Ukończył szkołę w 2004 roku, a dwa lata później otrzymał powołanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej. Kiedy trafił na unitarkę, powróciły najgorsze wspomnienia ze szkoły. Jednak jego psychika była już na tyle silna, że doskonale wiedział, jak przetrwać te pierwsze, trudne tygodnie w armii. Szybko zaczął osiągać dobre wyniki, a wśród przełożonych cieszył się szacunkiem i zaufaniem. Po kilku miesiącach pozbył się nadwagi i poprawił swoją sprawność fizyczną. Jego dobra postawa została nagrodzona propozycją wyjazdu na misję stabilizacyjną do Iraku.

Pod koniec 2008 roku Artur K. musiał wrócić do Polski ze względu na problemy zdrowotne. W Iraku został lekko ranny, ale przy tym jego stan psychiczny pogorszył się na tyle, że nie mógł dłużej pełnić służby wojskowej. Zamieszkał ponownie z matką w Łodzi. Zatrudnił się w firmie ochroniarskiej, ale długo nie zagrzał tam miejsca. Był agresywny, arogancki i łatwo wchodził w konflikty tak ze współpracownikami, jak i z klientami. Potem pracował w kilku firmach, ale w żadnej dłużej.

* * *

W styczniu 2010 roku Artur K., podczas wieczoru w barze przy ulicy Piotrkowskiej, spotkał kolegę ze szkoły, Damiana Ł. Mężczyźni szybko odnowili przyjacielską więź i zaczęli spotykać się często, zarówno w barach, ale i na policyjnej izbie zatrzymań. Wspólnie pili, awanturowali się i wygrażali gościom lokali. Artur K., ze względu na swoje zasługi dla Wojska Polskiego i zaświadczenie od psychiatry o złym stanie zdrowia, mógł liczyć na taryfę ulgową, ale Damian Ł., w marcu 2011 roku, został skazany za pobicie na 18 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Wyrok skazujący przekreślił jego karierę w branży ochroniarskiej. Znalazł potem pracę przy przetwarzaniu surowców wtórnych.

24 kwietnia 2011 roku Damian Ł. został znaleziony martwy w wannie w swoim mieszkaniu na łódzkim Widzewie.

Przyczyną śmierci było utopienie.

Śledczy w pierwszej fazie dochodzenia założyli jako możliwą przyczynę zgonu nieszczęśliwy wypadek. Ich zdaniem, mężczyzna uderzył się o uchwyt łazienkowy, stracił przytomność, a do jego płuc dostała się woda. Jednak po dokładnych oględzinach mieszkania stwierdzono ślady włamania. Jeden z zamków w drzwiach otwierano wytrychem. Ponadto na terakocie znajdowały się odciski butów. Morderca najprawdopodobniej obserwował ofiarę i znał jej przyzwyczajenia. Wiedział, że Damian Ł. wróci o godzinie 7.30 z nocnej zmiany i około 8 będzie brał kąpiel. Ofiara została zaskoczona w łazience. Poza odciskami butów sprawca nie pozostawił innych śladów. Damian Ł. został uderzony tępym narzędziem w głowę, a następnie podtopiony. Jakiego dokładnie użyto narzędzia, nie udało się jednak technikom ustalić. W śledztwie brakowało motywu i podejrzanych, dlatego po dwóch miesiącach zostało zawieszone.

Z powodu niewykrycia sprawcy Artur K. postanowił rozpocząć swoje prywatne śledztwo.

Jak zakończyła się ta historia czytaj w najnowszym „Detektywie – Wydanie Specjalne” nr 2/2020

Ciekawe i intrygujące tematy kryminalne znajdziesz  w najnowszym kwartalniku „Detektyw Wydanie Specjalne” nr 2/2020 w sprzedaży od 2 czerwca 2020 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze