Synu, jeszcze masz czas, jeszcze się zastanów! Jej chodzi tylko o nasze pieniądze! – ostrzegła raz jeszcze Elsie, gdy pod koniec stycznia Billy zawiadomił rodzinę o zaręczynach z Ann Eden.

Ojciec nie posiadał się z oburzenia. Pytał syna, skąd ten pośpiech; czy chodzi o stan odmienny? A gdy Billy odpowiedział, że ciąży nie ma, stary bankier podpowiedział ostateczne wyjście:

                  – Kup jej apartament, ustal miesięczną pensję. Tak postąpiłby każdy mężczyzna przy zdrowych zmysłach!

Następnego dnia po wyścigach Elsie Woodward posłała śladem Ann prywatnych detektywów, rozpoczynając żenujący i przedtem obcy w tej rodzinie zwyczaj nasyłania na siebie nawzajem tego rodzaju zawodowców. Jako matrona rodu musiała odeprzeć atak w wykonaniu nie tylko „kobiety z Kansas”, ale głównie pozbawionego honoru syna.

Cały świat sześćdziesięcioletniej damy opierał się na założeniu, że miłość i seks nie powinny wywierać rujnującego wpływu na stabilność rodu. Związek jedynaka z osobą „wątpliwego” pochodzenia, oparty zaledwie na kruchej i zapewne  tymczasowej fascynacji seksualnej, uważała za naganny wybryk. Billy wymierzył matce pierwszy policzek, paradując z „tą kobietą” na oczach wybornego towarzystwa. Wymierzył policzek drugi, wprowadzając Ann do loży i sadzając, jak równą, obok matki i sióstr. Pokazał, jak bardzo lekceważy sobie dobre wychowanie i rodzinną tradycję. Teraz Elsie musiała podjąć wyzwanie, bo przyszłość dwóch wielkich rodzin, które stworzyły bankierski ród, znalazła się w zagrożeniu.

Raporty detektywów zapowiadały skandal. Ann Eden była kobietą z nocnego półświatka, występującą w „króliczym” stroju na scenach miejsc rozpusty, związaną jeszcze niedawno z aktorem o reputacji alkoholika i narkomana. Raporty wyjaśniały również tajemnicę antycznej złotej bransolety, zaledwie od niedawna obecnej na przegubie jej dłoni. Był to klejnot ogromnej wartości, należący jeszcze do babki Billa. Elsie była bliska omdlenia: ten syn marnotrawny rozdaje najlepsze klejnoty rodzinne!

          – Wstyd przyznać, ale jest to kobieta wybitnie rozrywkowa, posiadająca mocno splamioną reputację, a na dodatek uboga jak mysz kościelna! – skarżyła się Elsie Woodward jednej z przyjaciółek.

Pełna wiary w siłę swej perswazji postanowiła judzić i jątrzyć. Zleciła synowi starać się o względy Cassie Sands, arystokratycznej piękności, posiadającej wszelkie przymioty wzorowej partnerki na życie. Przyparty do muru jedynak odparł atak szczerym wyznaniem, że takie damy nie przedstawiają dla niego żadnej wartości. Przypuścił kontratak, chwaląc zalety swojej Ann.

 

 Ojciec za nią przepada! – nie omieszkał dodać, wywołując matczyny gniew.

Elsie ugodziła wrażliwą stronę jego męskiej natury, ujawniając informacje na temat związku Ann z „tym rozpustnym aktorzyną”, znanym jako Franchot Tone. Billy wcale się nie przejął. Słuchał z szyderczym uśmiechem, w duchu pęczniejąc z dumy, że jego kobieta wzbudza aż takie zainteresowanie głośnych nazwisk ze sfer popularnej kultury.

        – Kobiety tego pokroju potrafią zachwiać fundamentami wielkich rodów! – straszyła Elsie.

Billy nie dał się sprowokować. Z konfrontacji z matką wyszedł niepokonany. Wtedy Elsie do prostowania buntownika zatrudniła męża, choć domyślała się, że ojciec i syn mają takie same upodobania. Starszy bankier zamknął się z synem w bibliotece, by wytłumaczyć mu zasadę działania podwójnych norm moralnych. W życiu mężczyzn z ich sfer takie dziewczyny, jak Ann, powinny spełniać tylko określoną rolę i nic ponadto. Nie wolno się z nimi  pokazywać publicznie, a już zwłaszcza przedstawiać je matce oraz siostrom w miejscach aż tak wystawionych na ogląd ludzi z wyższych sfer, jak tory wyścigowe w Saratoga Springs. Ojciec zgadzał się z matką całkowicie co do tego, że Ann Eden jest typową przedstawicielką niebezpiecznej kategorii młodych ludzi z nizin, znanych powszechnie jako „gold diggers” (poszukiwacze złota), zastawiających sidła seksu na młodzież z wyższych sfer. Udając wielkie uczucie, ci sprytni oszuści dają z siebie wszystko, by upatrzoną ofiarę rozkochać, wżenić się w rodzinę, żyć na cudzy koszt, przechwycić część rodowego majątku.

 

Manewry na przepustce

Brutalna logika rodziców odniosła skutek odwrotny od zamierzonego. Billy osiągnął pełnię męskiej doskonałości. Posiadał wszystko: nie tracił nic z oczekującej go fortuny; miał piękną kobietę i został wprowadzony w arkana sztuki erotycznej, a w tej zaniedbywanej dotychczas dziedzinie dostrzegł przed sobą ogrom zadań na przyszłość. Teraz podjął kolejne męskie wyzwanie. Kraj wchodził właśnie w drugi rok wojny. Wzorem wszystkich patriotycznych młodzieńców postanowił wziąć udział w obronie ojczyzny.

Zaciągnął się do marynarki i dostał przydział do bazy szkoleniowej w Tacoma w stanie Waszyngton. W styczniu 1943 roku przyjechał do Nowego Jorku na pierwszą przepustkę, lecz zamiast zameldować się w domu rodziców, poszedł do mieszkania swej kochanki, gdzie oboje odgrywali swe role, niczym wprost z popularnych filmów. Dwoje romantycznych kochanków, wyciągających do siebie ręce ponad niesprawiedliwymi podziałami klasowymi. On – spadkobierca bankierskiej fortuny; ona – uboga dziewczyna z prowincji, w porze nocnej zarabiająca na życie jako tancerka w rewii, a dniem udzielając swego głosu postaciom ze słuchowisk. On tkwił w tym bez stresu, prowadził wygodne i atrakcyjne życie. Nocami odbierał ją wprost ze sceny w klubie „Monte Carlo”, skąd przenosili się do „El Morocco”. Wracali nad ranem, odsypiali trochę, a wczesnym popołudniem on wypijał znaczną ilość drinków, wpędzających go w nastrój do miłosnych wyczynów. A ona? Czy kobiecie to wystarcza? Jak długo mogła znosić dwuznaczną rolę kochanki?

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze