Był rok 1982. Nikt nie myślał o zamykaniu cmentarza na klucz. To był raj dla nekrofila… Zboczeniec stawał się coraz odważniejszy. Rozochocony bezkarnością za trzecim razem otworzył trumnę i zabrał zwłoki na pobliskie pole.

Edmund Kolanowski urodził się w 1947 roku. Jego ojciec przeszedł przez piekło obozu koncentracyjnego, co zdecydowanie wpłynęło na jego życie. Był agresywny i przy byle okazji rzucał się z pięściami na matkę małego Edka.

Na przełomie lat 40. i 50. XX wieku, życie w Polsce nie było łatwe, brakowało wiele produktów. Tymczasem ojciec Edmunda, zatrudniony w rozlewni spirytusu, dysponował nieograniczonym dostępem do alkoholu. Kiedy jego koledzy pod pazuchą, skrycie wynosili z zakładu wódkę i sprzedawali ją albo zamieniali na inne produkty, on kradziony towar wypijał. Do domu, codziennie, wracał pijany i wówczas dochodziło do najgorszych awantur. Dorastający Edmund w końcu nie wytrzymał i odważył się stanąć w obronie katowanej matki. Ruszył z piąstkami na pijanego ojca, ale bardzo się zdziwił, kiedy pierwszy cios otrzymał od własnej matki. To była brutalna lekcja, że na własnego ojca nie podnosi się ręki.

– Żałuję, że nie utopiłam cię w kąpieli, gdy byłeś mały – usłyszał od rodzicielki.

 

W cieniu prosektorium

Mały Edmund dużo czasu spędzał z matką. Z powodu rzadkiej choroby nie chodził do przedszkola. Cierpiał na skazę wysiękową: całą twarz pokrywały mu rany i strupy. Dzieci na podwórku uciekały od niego. Nawet matka wstydziła się go i na każdym kroku dawała mu to odczuć. W jej sercu było miejsce tylko dla zmarłego starszego syna. Idealizowała go i ciągle wspominała. Edek wraz z mamą byli częstymi gośćmi na miłostowskim cmentarzu. Chwile spędzone nad grobem brata odcisnęły bardzo mocne piętno na psychice dziecka.

Chłopiec w szkole podstawowej nie radził sobie z nauką. Powtarzał nawet pierwszą klasę. Potem zaliczył jeszcze dwie repety, w klasie trzeciej i piątej. Problemy z psychiką nie przeszły niezauważone. Od lekarza dostał skierowanie do zakładu dla osób chorych nerwowo i psychicznie.

Okna jego pokoju wychodziły na szpitalne prosektorium. Zafascynowany tym, co dzieje się w środku, zakradał się jeszcze bliżej i z nosem przyklejonym do szyby, obserwował sekcje zwłok.

Z kolegami chodził na niemiecki cmentarz. Nikt tutaj nie dbał o groby. Pamięć krzywd wojennych była jeszcze silna. Chłopcy bezcześcili grobowce, otwierali trumny, wyciągali szczątki ciał, kości używali do makabrycznych zabaw. Dorastający Edmund nie bał się śmierci. Po raz pierwszy mógł czymś zaimponować rówieśnikom.

Po pobycie w ośrodku rozpoczął naukę w szkole zawodowej. Z wielkim trudem zaliczył pierwszy rok, ale w następnej klasie już nie dał rady. Na koniec roku na świadectwie miał same dwóje. Tak się skończyła jego przygoda ze szkolną edukacją. Edmund zaczął naukę w zawodzie elektryka w prywatnym zakładzie elektrycznym.

 

Sposób na kobietę

Jego koledzy umawiali się z dziewczynami na randki, wymieniali uśmiechy i delikatne pocałunki, tworzyli pierwsze związki. Tylko nieśmiały Edmund miał problemy w kontaktach z kobietami. Wszystkie próby zbliżenia kończyły się porażką. Rozczarowany uciekał się do pierwszych przestępstw. Zaczepiał młode dziewczyny w okolicy jeziora Rusałka, na Sołaczu, a także studentki pod Akademią Medyczną. Obłapiał, chwytał za piersi, wkładał ręce pod sukienki. Na szczęście żadna z dziewczyn nie została zgwałcona. Tymczasem niezaspokojony napastnik popadał w coraz większą depresję. W końcu nie wytrzymał napięcia i agresję rozładował w akcie samookaleczenia. Wbił sobie nóż w brzuch. Rana okazała się  niezbyt groźna, ale na kilka dni trafił do szpitala. Leżąc na sali z mężczyznami, przysłuchiwał się opowieściom o kobietach. Frywolne historie jeszcze bardziej rozpaliły jego wyobraźnię. Nabrał ochoty do życia, kiedy okazało się, że jest prosty  sposób na rozwiązanie jego problemu. Oczekiwał już tylko na wypis ze szpitala, by zrealizować swój plan…

 

Pierwszego dnia po opuszczeniu lecznicy pobiegł w okolice Starego Rynku, szukał miejsc i kobiet o których się nasłuchał. Za pierwszy seks z kobietą zapłacił. Udane spotkanie z prostytutką przywróciło mu wiarę we  własny siły. Wkrótce poznał Zofię i zaczął się z nią spotykać. Z jej podwórka ukradł damską bieliznę i zaspokajał się, marząc o narzeczonej. Kobieta nie zauważyła niczego podejrzanego. Pracującej w szpitalu salowej, nieśmiały Edmund bardzo się podobał. Nie był nachalny, jak wielu innych mężczyzn, była przekonana, że seks dla niego nie jest najważniejszy. Biedna dziewczyna nie spodziewała się, że jej przyszły mąż to tykająca bomba zegarowa nastawiona tylko na jeden cel.

 

Chore żądze

Po ślubie zamieszkali we wspólnym mieszkaniu z dwoma staruszkami. Na świat przyszły dwie córki. Po urodzeniu drugiego dziecka, żona obawiając się kolejnej ciąży, odmówiła współżycia.  Wydawało się, że mężczyzna potrafi zapanować nad swoimi żądzami, ale wkrótce przypadek sprawił, że demony powróciły.

W pokoju obok zmarła staruszka. Jej zwłoki, przygotowane do pogrzebu, pozostały na noc w mieszkaniu. Edmund zakradł się do pokoju i przyglądał się im, czując jak narasta w nim pożądanie. Zupełnie inne niż przy żonie. Powróciły wspomnienia z dzieciństwa, wizyty na cmentarzu, podglądanie zwłok w prosektorium. Wtedy zaczął się onanizować i dotykać ciała staruszki… W takich makabrycznych okolicznościach odkrył swoje chore pożądanie.

Edmund chodził sfrustrowany, ale był już zupełnie innym mężczyzną niż jeszcze kilka lat temu. O wiele odważniejszym i świadomym czego chce. Z jednej strony znowu zaczął napadać na młode dziewczyny i z nożem w ręku próbował zmusić je do seksu. Ale również pozwolił sobie na wyprawę na cmentarz, gdzie rozkopał świeży grób i sprofanował zwłoki. Po wszystkim zakopał ponownie zakopał ciało w grobie. To przestępstwo nie zostało ujawnione.

1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze