Mniej szczęścia miał w przypadku napadów na dziewczyny. Wpadał w ręce milicji, która zaniepokojona częstymi zgłoszeniami wzmocniła patrole nad Rusałką.

– Jak było między nami dobrze, to nie chodziłem nigdzie na boki. Jak żona mi odmawiała współżycia, zaczepiałem kobiety nad Rusałką – żalił się funkcjonariuszom milicji podczas przesłuchania.

O swoim chorym występku na cmentarzu milczał, a mundurowi nawet nie przypuszczali z jak groźnym zboczeńcem mają do  czynienia.

Kolanowski trafił na  9 lat do więzienia za napady i molestowanie dziewczyn. Podczas odsiadki żona wniosła pozew rozwodowy. Z uwagi na charakter jego przestępstw rozwód okazał się czystą formalnością.

Na wolność wyszedł w roku 1980 i nie miał dokąd wrócić. Zarówno była żona jak i matka nie chciały go znać. Socjalistyczna ojczyzna nie pozostawiała ludzi bez pomocy. W końcu praca była obowiązkiem, a „niebieskich ptaków” unikających zatrudnienia zamykano w więzieniach. Były więzień dostał pracę w Fabryce Łożysk Tocznych i pokój w hotelu robotniczym, ale nie zagrzał tam długo miejsca… W pracy spotkał dawną znajomą, Gabrielę. Poznał ją na swoim weselu, była koleżanką żony. Kobieta nie zważając na kryminalną przeszłość mężczyzny, zakochała się w nim i zaproponowała wspólne mieszkanie. Z tego związku urodziła się córka. Wydawało się, że Edmund ustatkował się i zapomniał o swoich zboczonych potrzebach.

– Kolanowski miał chory żołądek. Nie pił alkoholu, palił paczkę papierosów dziennie. Zazwyczaj sporty, ale jak był przy kasie to pozwalał sobie na lepsze marki Carmeny, Caro albo Marlboro. Chodził do kawiarni ponieważ bardzo lubił słodkie. W stosunku do mnie i dziecka był dobry. Znajomych do domu nie  przyprowadzał, bo nie miał. Innymi kobietami się nie interesował. Jedynie przyznał się do nietypowego hobby – zbierał zdjęcia pornograficzne – tak Gabriela mówiła na milicji o swoim partnerze.

Nic jej nie zaniepokoiło, ponieważ Kolanowski stał się bardzo ostrożny. Mieszkali wówczas w starej kamienicy na ulicy Wodnej blisko Starego Rynku. W budynku było wiele zakamarków, strych, szopy na podwórku – doskonałe miejsce do ukrycia swojego zboczonego hobby, a Edmund właśnie w tym okresie rozpoczął najbardziej aktywną zbrodniczą działalność.

Zbudował manekina ze skradzionych damskich ciuchów. Z gąbki wykonał narządy płciowe i korzystając z kolekcji zdjęć pornograficznych na strychu oddawał się przyjemnościom.

– Jesteś bardzo ładna – szeptał do manekina.

 

Pod osłoną nocy

W tamtym okresie normalne stosunki z partnerką już go nie interesowały, ale stosunek z gąbką również nie zadowalał. Wówczas rozpoczął nocne wyprawy na cmentarz. Był rok 1982. Nikt nie myślał o zamykaniu cmentarza na klucz. To był raj dla nekrofila… Zboczeniec stawał się coraz odważniejszy. Rozochocony bezkarnością za trzecim razem otworzył trumnę i zabrał zwłoki na pobliskie pole. Tam w bezpiecznym miejscu próbował się onanizować, ale nie mógł się podniecić.

– Wytnij… – usłyszał podpowiedź w głowie.

Wycięte piersi i narządy płciowe zawinięte w gazetę przyniósł do domu. Przyszył do manekina i odbył z nim stosunek.

Szereg aktów nekrofilii nie zostało bez echa.  Milicjanci rozpoczęli poszukiwania zboczeńca, niestety nie udało się go schwytać, mimo że znaleziono kolejne okaleczone zwłoki, a w poszukiwania zaangażowano wielu mundurowych. To były inne czasy. Nie było prasy brukowej, która dzisiaj z podobnej historii zrobiłaby sensację. Wówczas dziennikarze mogli informować tylko o wydarzeniach o których władza pozwala pisać. Nekrofile mogą grasować na cmentarzach na zgnuśniałym Zachodzie, a w PRL-u  musi być porządek i poszanowanie dla zmarłych.

Niestety prawda okazała się zupełnie inna. Kiedy makabryczne przestępstwa Kolanowskiego zostały odkryte, do Polski przyjechała specjalna ekipa amerykańskich specjalistów z zakresu  kryminologii i psychologii, w celu dokładnego zbadania tego przypadku. Na zachodzie policjanci zaczęli już korzystać z pomocy profilerów, pomagając namierzyć niebezpiecznych przestępców. W Polsce Ludowej nikt nie zawracał sobie głowy takimi „głupstwami”. Pracownicy FBI byli zszokowani, pierwszy raz spotkali się z takim zwyrodnialstwem.

Nie wiadomo jak skończyłaby się ta historia, gdyby zboczeniec ograniczyłby się tylko do profanacji zwłok. Jednak przestępca zaatakował i zabił 11-letnią dziewczynkę. Najpierw pokłócił się z Gabrielą o niesmaczny obiad, a potem postanowił poprawić sobie humor wycieczką na cmentarz w poszukiwaniu „świeżego ciała” – tak określił w myślach cel wyprawy.

Pech chciał, że na jego drodze znalazła się Alina, która wybrała się w okolice cmentarza aby nazbierać trawę dla króliczka.

– Co tutaj robisz? – spytał zaskoczony.

Dziewczynka coś odburknęła, co bardzo rozłościło mężczyznę. Bez zastanowienia wymierzył jej silny cios kluczami trzymanymi w dłoni. Kiedy upadła, udusił ją, a potem wyciął fragmenty ciała do swojego manekina. Zwłoki starannie zakopał.

Jeszcze tego samego dnia ojciec Alinki zgłosił milicji zaginięcie córki. Dochodzeniowcy poważnie podeszli do sprawy. Od samego początku pojawiła się obawa, że za zniknięciem dziewczynki może stać poszukiwany nekrofil. Wszystko wydarzyło się bardzo blisko cmentarza. Z miejsca, gdzie chodziła zrywać trawę dla swojego pupila, doskonale widać groby. Milicjanci nie podejrzewali, że był to atak na tle seksualnym, ale przyjęli hipotezę, że dziewczynka była świadkiem rozkopywania grobu. Przyłapany na gorącym uczynku przestępca, zabił aby ratować siebie. Teraz prasa już nie musiała milczeć. W telewizji przed głównym wydaniem dziennika ukazał się apel o pomoc w poszukiwaniach dziewczynki i zdjęcie zaginionej.

Gabriela zapamiętała, że Edmund widząc portret Aliny na ekranie spuścił głowę, a za moment opuścił pokój mówiąc: – Co ja zrobiłem.

Po miesiącu milicjanci odnaleźli zakopane zwłoki dziewczynki. Patolog oglądając ciało nie miał wątpliwości, że poszukiwany nekrofil jest również mordercą.

 

Wpadka

Gabriela któregoś dnia bardzo narzekała, że w domu coś śmierdzi.

– Pewnie mięso się popsuło – wyjaśnił spokojnie mężczyzna.

Kobiecie takie wyjaśnienie nie wystarczyło. Zaczęła sprzątać mieszkanie. Z pieca kaflowego przy pomocy pogrzebacza wygrzebała ludzkie szczątki. Straciła przytomność, a potem przerażona zażądała wyjaśnień.

–  Nie  twoja sprawa – odpowiedział Edmund.

– Śmierdzisz trupem – krzyczała na niego.

– Nie podniecasz mnie już, to chodzę na cmentarze – nie zamierzał wcale kłamać. – Jak pójdziesz do szkiełów (policjantów – przyp. red.), to cię zabiję!

Kobieta przestraszona postanowiła milczeć.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]