Nikt ich nie widział, ani nie słyszał, nie wiadomo, jak dostali się do Siennicy i jak się stamtąd wydostali. Ludzie doskonale się tam znają, a każda nowa twarz, nie wspominając o samochodzie na obcej rejestracji, od razu rzuca się w oczy. Mimo to, 25 stycznia 1996 roku, nikt w wiosce nie zauważył niczego podejrzanego. Zabójcy rozpłynęli się w ciemnościach nocy i wszelki ślad po nich zaginął.

W sobotnie popo­łudnie, 3 lutego 1996 roku, set­ki ludzi wypeł­niło kościół św. Wojciecha w Nasielsku, na Mazowszu, i jego najbliższe okolice. Na wszystkich ulicach prowadzących do świątyni i na cmentarz jeden przy drugim zaparkowały samochody z całej Polski. W przepełnionej świąty­ni, wokół czterech wystawionych trumien z ciałami, widać było skupione twarze żałobników, a po większości policzków spły­wały łzy. Nawet kapłani odpra­wiający mszę świętą, w pewnych momentach nie mogli mówić, bo głos grzązł im w gardłach.

Jak doszło do tej potwornej zbrodni dowiesz się z tekstu Leona Madejskiego pt. „Rozstrzelani z zimną krwią” opublikowanego w czerwcowym „Detektywie”.

Więcej mrożących krew w żyłach historii znajdziesz w najnowszym wydaniu „Detektywa” nr 6/2020 w sprzedaży od 12 maja 2020 roku, a także w wersji elektronicznej  do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze