To był jeden z największych wypadków lotniczych w naszym kraju. Uderzenie było tak potężne, że maszyna rozpadła się na części. Zginęli wszyscy pasażerowie i załoga – łącznie 87 osób, w tym 10 członków załogi. Wśród ofiar znalazła się Anna Jantar.

Oprócz polskiej piosenkarki, na pokładzie był amerykański etnomuzykolog Alan Merriam, 22 członków amatorskiej reprezentacji bokserskiej USA oraz 6 studentów wracających z obrad Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Nauk Ekonomicznych i Handlowych AIESEC. Propaganda dwoiła się i troiła, aby do społeczeństwa docierało jak najmniej informacji, ale takiej tragedii nie dało się zataić.

13 marca 1980 roku Ił-62 „Kopernik”, dowodzony przez kapitana Tomasza Smolicza, wystartował z Okęcia, po przeglądzie, podczas którego mechanik stwierdził niewielkie uszkodzenie łopatki turbiny. Wygięcie już naprawiane, ale gdy sprawdzono w raporcie technicznym, ta usterka była zauważona wcześniej i kontrola techniczna dopuściła samolot do lotów. W Nowym Jorku nastąpiła zmiana załogi. Do Warszawy prowadził samolot 47-letni pilot kapitan Paweł Lipowczan, w przeszłości skoczek spadochronowy, rekordzista świata na celność lądowania w nocy, od kilkunastu lat pracujący w PLL LOT. Start nastąpił z dwugodzinnym opóźnieniem. Lot nad Atlantykiem przebiegał bez najmniejszych zakłóceń.

Około godziny 11 samolot był już „prawie w domu” i załoga zaczęła przygotowania do lądowania. Wówczas okazało się, że kontrolka sygnalizująca wysunięcie podwozia nie świeci się. Załoga postanowiła wykonać jeszcze jedno okrążenie wokół lotniska, aby sprawdzić wskaźniki oraz aby obserwatorzy na wieży kontroli lotów mogli potwierdzić, czy podwozie jest wysunięte. Sytuacja nie wywołała paniki, bo tego typu usterki były dosyć częste i załoga potraktowała sprawę rutynowo. W trakcie wykonywania przelotu, kontroler lotów wydał polecenie zwiększenia pułapu z 250 na 650 m. Zgodnie z poleceniem kapitana, mechanik pokładowy zwiększył obroty silnika, aby wykonać manewr. Niestety, w momencie przeprowadzania operacji doszło do pęknięcia wału turbiny niskiego ciśnienia w silniku nr 2.

Turbina pozbawiona kontroli rozpędziła się jeszcze bardziej i eksplodowała. Fragmenty zniszczonego silnika nr 2 uszkodziły silnik nr 1 i 3 oraz systemy sterowania i zasilania czarnej skrzynki oraz rejestratora rozmów w kokpicie. Maszyna praktycznie utraciła możliwość lotu i po kilkunastu sekundach runęła na ziemię niedaleko Fortu VI Twierdzy Warszawa „Okęcie”.

Tylko cudem pilotowi udało się ominąć budynek zakładu poprawczego dla nieletnich. Przyjmuje się, że kapitan Lipowczan, wiedząc, że samolot się rozbije i mając do dyspozycji tylko możliwość operowania lotkami w skrzydłach, zmienił ostatni kurs samolotu, by nie spadł on na budynki.

Wyliczono, że zderzenie z ziemią nastąpiło z prędkością około 380 kilometrów na godzinę. Kokpit pękł i jeden z pilotów wyleciał do przodu. Ogon oderwał się (niektórzy twierdzili, że jeszcze przed uderzeniem), a kadłub rozpadł się na drobne kawałki, tnąc pasażerów jak maszynka do mięsa.

Kiedy opadł kurz i dym, ukazał się wstrząsający widok. Wyjątkowo niepasujące do tego miejsca były porozciągane na topolach i ziemi różnokolorowe metry materiałów (tiule były towarem eksportowym stewardes). Kto zobaczył ten obraz na własne oczy, zapewne nigdy nie wymaże go z pamięci.

15 marca 1980 roku wszystkie dzienniki zamieściły oświadczenie – „Biuro Polityczne KC PZPR, Rada Państwa i Rada Ministrów wyrażają głęboki żal i współczucie rodzinom ofiar katastrofy lotniczej”. Następnego dnia gazety podały standardowy komunikat i zamieściły listę ofiar. Później już nigdy o tym nie napisały.

Specjalna komisja stwierdziła, że przyczyną katastrofy były wady fabryczne silnika oraz jego nadmierne zużycie (silnik nr 2 od dawna wykazywał nadmierne drgania, ale z powodu oszczędności nie podjęto jego wymiany). Raport przekazano ZSRR, ale nie został uznany i całą winą obarczono stronę polską.

Dopiero kilka lat później, po katastrofie kolejnego Iła-62 uznali oni raport polskiej komisji. Rozleciał się ten środkowy z lewej. Odłamki rozerwały skrajny napęd i środkowy z prawej strony, a do tego uszkodziły system sterów, które nie były zdublowane.

Podczas spotkania z dyrekcją i przedstawicielami personelu latającego LOT, tydzień po tragedii, główny konstruktor Ił-62 Nowożyłow powiedział, że katastrofa „Kopernika” była „wypadkiem losowym”.

Po ówczesnej Warszawie krążyła tzw. legenda miejska, że katastrofę zaaranżowały polskie władze, żeby czymś usprawiedliwić zniknięcie sławnej Anny Jantar. Mówiło się, że piosenkarkę sprzedano do niewoli, do haremu pewnego szejka naftowego. Szejk miał zapłacił za nią złotem (lub ropą – w zależności od wersji), po czym ją porwał, zaś do samolotu wsiadła podstawiona kobieta z dokumentami gwiazdy. Niektórzy dawali wiarę tym opowieściom…

Kolejna potężna katastrofa lotnicza w Warszawie wydarzyła się 7 lat później. Kolejny Ił-62 („Tadeusz Kościuszko”) runął na Las Kabacki. Na pokładzie był komplet pasażerów. Zginęły 183 osoby. O tej i innych tego typu tragediach napiszemy w kolejnym „Detektywie Extra”.

 

Anna Jagodzińska

 

Więcej na temat przemilczanych katastrof PRL-u znajdziesz w kolejnym wydaniu naszego kwartalnika „Detektyw Extra” 3/2018, w kioskach już od 24 lipca 2018 roku.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze