Niestety, także i to małżeństwo nie powstrzymało zwyrodnialca przed kolejnymi atakami. 14 listopada 1981 roku, na polnej ścieżce, zauważył Halinę. Gdy ją uderzał, był już obnażony… Kobieta po kilku dniach walki o życie zmarła w szpitalu. Niedługo później napadł na Bogumiłę i Krystynę.

W stanie wojennym na koncie Tuchlina było mniej ofiar. Prawdopodobnie z powodu wprowadzenia godziny milicyjnej. Podsumowując, do grudnia 1982 roku dokonał 15 napadów. Siedem z jego ofiar nie przeżyło. Milicja jednak wciąż nie dostrzegała związku między tymi atakami. Tak było aż do zabójstwa w Skaryszewach, 8 grudnia 1982 roku. Wtedy w jego mordercze szpony wpadła 23-letnia pracownica fabryki – Bożena. Przerzucił ją przez murowany, wysoki płot. Śledczych zastanawiało, jak udało mu się to zrobić. Dzięki temu wywnioskowano, że napastnik musiał być silnym mężczyzną. Niektórzy mieszkańcy okolicznych bloków  rozpytywani później w tej sprawie, przypominali sobie, że słyszeli jakby jęczenie kota. Jednak nie był to głos zwierzęcia, tylko umierającej Bożeny. Dopiero przechodząca nieopodal osoba usłyszała ludzkie odgłosy i wezwała pomoc. Niestety dla Bożeny było już za późno. Młoda kobieta była ósmą śmiertelną ofiarą Tuchlina.

Dopiero wtedy dotarło do decydentów, że w Gdańsku i okolicach grasuje seryjny morderca. Na początku 1983 roku milicja wreszcie powołała specjalną grupę o kryptonimie „Skorpion”. W jej skład wchodziło 11 doświadczonych śledczych, którzy znali teren, mieli dużą wiedzę albo pracowali nad sprawami wcześniejszych napadów. Oczywiście, nasuwa się refleksja, że gdyby wcześniej powstała taka grupa, być może zaoszczędzono by cierpień (wiele z jego ofiar, które przeżyły nigdy nie odzyskały pełnej sprawności) czy uratowano życie kilku kobietom…

Śledczy analizowali specyfikę napadów zwyrodnialca. Doszli do wniosków, że atakował w dni kiedy pogoda nie dopisywała, było już po zmroku lub gdy świtało. Zazwyczaj wybierał miejsca ustronne, blisko szlaków komunikacyjnych. Zadawał obrażenia ciała tym samym albo podobnym narzędziem.

Nie gwałcił swoich ofiar, chociaż zaspakajał potrzeby seksualne nad ich ciałami. W zbrodniczej działalności „Skorpiona” były dłuższe przerwy, ale wtedy śledczy jeszcze nie wiedzieli, że miało to związek z odbywaniem przez niego kary więzienia, albo ograniczała go godzina milicyjna. Funkcjonariusze mieli nadzieję, że uda im się zatrzymać mordercę, zanim ponownie zaatakuje.

Jednak on wyruszył na swoje łowy zaledwie 11 dni po utworzeniu grupy. 18 stycznia 1983 roku przebywał we wsi Rytel (ówczesne województwo bydgoskie) i zaatakował niespełna 20-letnią Ewę. Scenariusz napadu, zaspokojenia potrzeb i zabrania trofeum był podobny, jak podczas wcześniejszych zdarzeń. Ewa cudem uszła z życiem. Dzięki jej zeznaniom oraz wspomnieniom innych świadków udało się sporządzić portrety pamięciowe zabójcy. Niestety, były one dość rozbieżne, ponieważ żadna z ofiar nie widziała sprawcy ataku. Pewne dane pokrywały się: szczupła wręcz chuda budowa ciała, pociągła twarz i wystające kości policzkowe. Ale już inne szczegóły rysopisu zapamiętane przez świadków nie pokrywały się.

Nieco informacji dostarczyły odciski butów sprawcy, specyfika ataków i pojedyncze ślady znalezione w miejscach dokonania zbrodni. Wiedziano, że to musi być w miarę młody człowiek, sprawny fizycznie i mierzący 175-180 centymetrów. Wszystkie te dane były jednak nadal niewystarczające, aby złapać „Skorpiona”. Dochodzeniowcy czuli się bezradni — mieli świadomość, że kolejny trop może przynieść dopiero następna ofiara!

 

Świński trop

Nieświadomy czarnych chmur, jakie zbierały się nad jego głową, Paweł Tuchlin ukradł z pobliskiego gospodarstwa cztery prosiaki. Przywiózł je do domu kradzionym żukiem i ofiarował zwierzęta żonie. Były to ciężkie czasy, więc taki „prezent” mógł sprawić radość.

Niedługo później, jadąc tym samym samochodem z Góry, spostrzegł 25-letnią Wiesławę. Idącą poboczem kobietę potrącił autem, wrzucił na pakę żuka i odjechał w stronę lasu. Tam położył ją na ziemi, uderzył kilka razy młotkiem i zaspokoił swoje wynaturzone potrzeby. Po wszystkim wsiadł w samochód i chciał odjechać. Ale zakopał się w błocie, więc nie marnując czasu na wyciągnięcie pojazdu, porzucił go, czym prędzej oddalając się z miejsca zbrodni. Zaatakowanej Wisławie na szczęście udało się przeżyć.

Przybyli na miejsce milicjanci, znaleźli świńskie odchody w aucie i szybko powiązali napad na kobietę w kradzieżą prosiaków. Potwierdziły to odciski opon żuka na miejscu kradzieży oraz na miejscu napadu na kobietę. Były identyczne. Pozwoliło to zdobyć kolejne informacje o „Skorpionie”. Wszystko wskazywało na to, że nie mógł mieszkać w centrum miasta, bo nie miałby miejsca na trzymanie świń. Wiadomo też było, że umie odpalić samochód bez kluczyka, czyli może być mechanikiem.

Tymczasem Paweł Tuchlin po raz kolejny dał  o sobie znać. Na początku marca na jego drodze pojawia się Ewa. „Po wszystkim” zboczeniec zjadł bułki, które dziewczyna niosła w torbie i popił śmietaną. Ewa przeżyła, ale została okaleczona do końca życia. W miejscu tego napadu Tuchlin ponownie zostawił wyraźne ślady butów. Milicjanci poszli tym tropem.

Ustalili, że takie podeszwy produkuje fabryka obuwia w Lublinie, zaś swoje towary rozprowadza do wielu firm, w tym do gdańskiego ZNTK. Ponownie zażądano listy pracowników. Tym razem figurowało na niej nazwisko Tuchlina. Okazało się, że jest odpowiedzialny m.in. za rozprowadzanie młotków po regeneracji!

Kolejny atak miał miejsce 6 maja. „Skorpion” był w Tczewie, wsiadł do podmiejskiego autobusu i obserwował pasażerów. W oko wpadła mu 19-letnia Jolanta. Wyszedł na tym samym przystanku co ona, we wsi Narkowy. Dziewczyna po pierwszych uderzeniach jeszcze żyła. Próbowała czołgać się, a wtedy bestia zadał jej kilkanaście kolejnych ciosów w głowę… Była to ostatnia ofiara Skorpiona.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]