Nie wiadomo, ile by ich jeszcze było, gdyby nie przypadek, a właściwie złodziejska natura „Skorpiona”. Mężczyzna potrzebował parnika, aby przygotowywać karmę dla skradzionych prosiaków. Niewiele myśląc, ukradł go sąsiadowi. O wszystkim dowiedziała się milicja. To właśnie funkcjonariusze z gminnego posterunku przekazali prowadzącym sprawę „Skorpiona” istotnie informacje o Tuchlinie. W opinii pisano, że z jednej strony był to dobry mąż i ojciec oraz pobożny parafianin, a z drugiej strony podejrzany o kradzież czterech świń i parnika.  I właśnie ta banalna kradzież okazała się dla niego zgubna.

Po skojarzeniu faktów zapada decyzja, aby dokładnie przyjrzeć się 37-letniemu Pawłowi Tuchlinowi. Okazało się, że wcześniej był notowany za kradzież, a cechy budowy jego ciała oraz kształtu twarzy, pod pewnymi względami zgadzały się z portretami pamięciowymi „Skorpiona”.

 

Zapolowałbym…

Grupa śledczych pojawia się pod domem Pawła Tuchlina rankiem 31 maja 1983 roku. Kiedy mężczyzna zobaczył mundurowych był przekonany, że przyjechali z powodu kradzieży parnika.

Dzień dobry – grzecznie powiedział.

Bez protestu przebrał się, zabrał dowód osobisty i pozwolił zatrzasnąć na swoich przegubach kajdanki. Wszystko trwało około 15 minut. Tuchlin wtedy jeszcze nie miał pojęcia, że śledczy podejrzewają, z kim mają do czynienia. Dlatego, pewny siebie, pojechał złożyć wyjaśnienia. W dodatku dla tzw. zmyłki razem ze specjalną grupą obecny był podczas jego zatrzymania milicjant z miejscowego posterunku, który prowadził postępowanie w sprawie kradzieży parnika. Chodziło o to, aby „Skorpion” nie zorientował się, że mundurowi wiedzą o jego mrocznej działalności. Jak widać był to strzał w dziesiątkę.

Przeszukanie gospodarstwa Tuchlina potwierdziło przypuszczenia milicjantów. Znaleziono liczne dowody: młotek ze śladami ludzkiej krwi oraz obrączki i zegarki skradzione ofiarom. Niektóre z „fantów” zwyrodnialec ofiarował swojej żonie! W chwili przeszukania domu kobieta miała na sobie obrączkę i zegarek dwóch ofiar swojego męża. Oczywiście, nie miała pojęcia o ich prawdziwym pochodzeniu. Była przekonana, że biżuteria to zapłata za wykonaną przez Pawła pracę.

Tuchlin zabrany z gospodarstwa na przesłuchanie, jak później powiedział, zaczął podejrzewać, że chyba nie chodzi tylko o parnik. Nie pasował mu sposób zatrzymania. Najpierw przyznał się do jednego zabójstwa, tego w Skaryszewach, potem do próby usiłowania zabójstwa Wiesławy. Jednak kiedy śledczy zapytali go skąd w jego domu obrączki i do kogo należą, zaczął mówić:

Mnie coś ciągnęło… Coś mi chodziło w środku, po piętach, we mnie, czego nie jestem w stanie dokładnie określić. Gdy to się we mnie zbierało, wyruszałem na wędrówkę po mieście, wyszukując kobiet, z którymi mógłbym użyć sobie seksualnych podniet. Moja wędrówka nie zawsze kończyła się tylko zaczepianiem kobiet, ale dochodziło do samego atakowania. Chodziło o to, aby kobietę obezwładnić, żeby nie stawiała żadnego oporu, a ja mógłbym zaspokoić się seksualnie.

Paweł Tuchlin wydawał się być zaskoczony liczbą morderstw, które popełnił. Zabił 9 kobiet, a 11 usiłował zamordować. – Kiedy je zostawiałem były jeszcze ciepłe – powiedział. Później starał się wszystko wycofać. Opowiadał, że wyjaśnienia składał pod przymusem. Funkcjonariusze zapewniali, że nie tknęli go nawet palcem.

Tłumacząc swoje zachowanie wobec kobiet „Skorpion” mówił, że był na nie wściekły. Przyznał, że na początku był ekshibicjonistą. Kwieciście opowiadał o tym, jak czatował na studentki pod Akademią Medyczną. Dziewczyny późno kończyły zajęcia… Ponoć niesamowitą satysfakcję sprawiało mu straszenie ich i obnażanie się przed nimi. Podobno pewnego razu jedna z nich zadrwiła: – Chłopie czym ty się chwalisz? Bardzo to zabolało Tuchlina.

Rekonstrukcje wydarzeń na miejscu zbrodni  pozwoliły milicji zebrać więcej dowodów. Wtedy też po raz pierwszy pokazano go ludziom. Wszyscy wyobrażali go sobie, jako potężnego mężczyznę o srogim wyrazie twarzy. Tymczasem ich oczom ukazał się niepozorny, szczupły mężczyzna. Absolutnie niepasujący do wyobrażenia o bezwzględnym mordercy.

Tuchlin bardzo dokładnie i spokojnie pokazywał, jak postępował z kobietami. Nie przeżywał tego co opowiadał, chociaż czasami zastanawiał się, jak sformułować wypowiedź. Swoje perwersyjne zachowania prezentował na manekinie i sprawiał wrażenie,  że doskonale się bawi… Pozwolił sobie nawet oznajmić prokuratorowi, że łatwiej by mu się demonstrowało, gdyby zamiast lalki leżała przed nim prawdziwa kobieta i wskazał na obecną podczas wizji lokalnej młodą dziewczynę.

Zanim dostarczano go na miejsce wizji lokalnej, a było ich aż 20, najpierw jechali tam zomowcy, którzy tworzyli kordon wokół miejsca zbrodni. Zachodziły obawy, że okoliczna ludność będzie chciała dokonać samosądu.

Podczas jednej z rekonstrukcji dziennikarze zapytali go, co by zrobił, gdyby wyszedł na wolność.

– Zapolowałbym… – odparł z cynicznym uśmiechem.

Śledczy byli zszokowani zachowaniem „Skorpiona”. Czym innym było to, co zrobił, a czym innym sposób, w jaki to opisywał. Oczywiście pojawiła się wątpliwość, czy tak okrutnych zbrodni mógł się dopuścić poczytalny człowiek. Biegli przez kilka miesięcy obserwowali go, próbując to orzec. Tymczasem on odkrył swoje uzdolnienia plastyczne. Specjalizował się także w rzeźbie z chleba. Zachwycony zrobił z pieczywa… narządy płciowe i „ozdobił” je nawet włosami! Jedną z wagin podarował w prezencie pani doktor psychiatrii, w której się zakochał…

Ostatecznie wydano opinię, że Paweł Tuchlin jest poczytalny i może stanąć przed sądem. Odczytywanie aktu oskarżenia zajęło prokuratorowi kilka godzin. Pawłowi Tuchlinowi postawiono ponad 40 zarzutów. Został skazany na śmierć przez powieszenie ( był przedostatnią osobą w Polsce, która dostała taki wyrok).

Jest to kara eliminacyjna, której społeczeństwo ma prawo w tym przypadku się domagać – mówił sędzia. – Podstawowym elementem kary jest działanie wychowawcze. Istnieją jednak sytuacje, gdy w imię dobra społeczeństwa należy zrezygnować z niektórych zasad.

Egzekucja odbyła się 25 maja 1987 roku.

Żona Tuchlina, kiedy dowiedziała się prawdy o swoim mężu, rozwiodła się z nim jeszcze w trakcie odbywania przez niego kary. Była w szoku i nie chciała rozmawiać na jego temat. Pierwsza żona także nie dowierzała, że Paweł mógł dopuścić się tych przerażających zbrodni. Nie wierzyła, nawet gdy on sam zaczął o tym opowiadać.

 

***

Funkcjonariusz, który osobiście zatrzymał „Skorpiona”, otrzymał w nagrodę… zegarek. Komendant wojewódzki wyróżnił także wszystkich członków grupy operacyjnej, wręczając im nagrody pieniężne. Gotówki było tyle, że w sam raz wystarczyło na kolację i taksówkę do domu!

 

Anna Pacuła

< 1 2 3 4

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]