Dzieci zaczynają przeraźliwie krzyczeć i nie potrafią się uspokoić. Kobieta stara się zachować spokój, choć jest mocno przerażona. Pali papierosa, próbując utrzymać go w roztrzęsionych rękach. Intruz wpycha wszystkich do sypialni. Kobieta siada na łóżku. Dzieci nadal krzyczą tak głośno, że ból świdruje mu w uszach, a gdy próbuje wiązać im linką ręce i nogi, odpychają go od siebie i wyplątują się z więzów. Zamyka je w łazience, daje im dwa koce, a kobieta wrzuca za nimi jakieś zabawki. Aż zdumiewa go ta współpraca. Kobieta pomaga mu przesunąć łóżko pod drugie drzwi prowadzące do łazienki z sypialni. Dzieci wreszcie przestają krzyczeć – i wtedy oni zostają sam na sam.

Wiąże jej linką ręce i nogi. Kobieta dostaje torsji. Przynosi z kuchni szklankę wody, pozwala jej posiedzieć na łóżku. Czas nagli, więc niespodziewanie zarzuca jej na głowę plastikowy worek i zawiązuje go mocno na szyi, uniemożliwiając dopływ powietrza. Następnie sporządza pętlę, oplata nią szyję i zaciskając dusi kobietę tak długo, aż przestaje dawać znaki życia.

Zalega cisza, która dodatkowo przeraża dzieci, które krzyczą przeraźliwie, walą w drzwi łazienki, próbując wydostać się na zewnątrz. Dzwoni donośnie telefon. Mężczyzna przez chwilę patrzy na znieruchomiałe zwłoki, wrzuca do torby swój sprzęt i kilka przedmiotów zgarniętych ze stolika, wybiega z domu tylnymi drzwiami. Na ulicy uspokaja krok i już bez przeszkód dociera do parkingu przy supermarkecie, gdzie wsiada do samochodu.

 

Tak dokonał się dramat szóstej z kolei ofiary BTK, 26-letniej Shirley Vian z South Hydraulic Street w Park City. Policję zaalarmowały dzieci, które zdołały wydostać się z łazienki. Ich matka leżała na łóżku w swej sypialni częściowo pozbawiona odzieży, z głową omotaną plastikowym workiem, z rękoma i nogami skrępowanymi linką w sposób charakterystyczny dla seryjnego mordercy.

 

W okowach strachu

 Pod koniec lat siedemdziesiątych miasto Wichita budziło się i zasypiało w atmosferze terroru. Ludzie po powrocie do domów testowali działanie telefonów, sprawdzali piwnice, zaglądali do szaf i pod łóżka, barykadowali na noc drzwi sypialni. Dla wielu skończyła się przyjemność cowieczornych spacerów dla zdrowia. Mężczyźni kupowali broń palną, samotne kobiety zakładały mocne zamki u drzwi. 350-tysięczna aglomeracja, założona w połowie dziewiętnastego wieku, po raz pierwszy w swej historii musiała radzić sobie z seryjnym mordercą, godzącym w jej najbardziej czułe punkty. W mieście uważanym za  stolicę amerykańskiego przemysłu lotniczego, mężczyźni pracowali na zmiany w wielkich zakładach Boeinga, Cessny, Learjeta i Ratheona, pozostawiając swe kobiety i dzieci w domach kupionych za ciężko zarobione pieniądze. Teraz na drodze do pełnego amerykańskiego szczęścia pojawił się psychopata, zadający śmierć dla zaspokojenia wymagań swej perwersyjnej wyobraźni. Teraz ich miasto, znane dotychczas w Ameryce z dumnego określenia „światowa stolica lotnictwa”, zaczęło się bardziej kojarzyć z trzema literami, kryptonimem seryjnego mordercy.

BTK cieszył się z tej sławy i wpadał na coraz to nowe pomysły. Najwyraźniej postanowił utrzymywać częstszy kontakt z prasą i policją, bo 8 grudnia 1977 roku zadzwonił z automatu na numer gorącej linii telefonicznej, na którą można było zgłaszać informacje o przestępstwach. „Macie kolejną ofiarę. Jest nią Nancy Fox” – powiedział i odłożył słuchawkę. Policjanci odszukali budkę telefoniczną, z której dzwonił. Ktoś zapamiętał jakiegoś wysokiego blondyna, który zdawał się spieszyć i rozmawiając rozglądał się na boki. Technicy zdjęli wszystkie możliwe odciski palców. Nagranie rozmowy było tak niewyraźne, że nie wnosiło nic do śledztwa.

Natomiast zbrodnia była jak najbardziej prawdziwa. Po przybyciu pod adres Nancy Fox, 25-letniej urzędniczki bankowej, policjanci od razu spostrzegli wybite okno, wychodzące na tyły domu, przez które napastnik wtargnął do wnętrza. W głównej sypialni leżała denatka z nylonową pończochą zadzierzgniętą na szyi. W odróżnieniu od poprzednich ofiar BTK, była kompletnie ubrana. Z jej torebki zniknęło prawo jazdy, co wywołało domysły policjantów, że morderca nadal zbiera „pamiątki” w postaci materialnych dowodów swoich zbrodni. Detektywi snuli domysły na temat przebiegu dramatu w domu Nancy Fox, zaskoczonej najprawdopodobniej przez zbrodniarza po powrocie z pracy. Z tylko sobie znanych powodów nie zgwałcił kobiety, pozostawiając jednak ślady spermy rozsiane w pobliżu zwłok.

 

* * *

Pod koniec pierwszego roku działania BTK zbrodniarz potrafił już zdefiniować rodzaj choroby, na którą cierpiał. Nie miał już wątpliwości: podnietą do ataku są jego wybujałe fantazje seksualne, niemożliwe do zaspokojenia w małżeńskiej sypialni. Potrafił spojrzeć na siebie wystarczająco krytycznie, by widzieć w swoim postępowaniu wszystkie cechy seryjnego mordercy. Sięgnął już do lektur, pomagających mu wyjaśnić swój skomplikowany przypadek, a były to biografie najsłynniejszych seryjnych morderców Ameryki, zapełniające co najmniej jedną długą półkę w każdej księgarni czy bibliotece większego miasta. Z książek dowiedział się na przykład, że przeciętny seryjny morderca przechodzi w swym życiu przez wyraźnie wyodrębnione, oddzielne fazy.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]