Każdą z nich charakteryzuje stopniowanie przemocy, co w rezultacie wiedzie do zbrodni, z początku jakby przypadkowej, popełnionej rzekomo niechcący, potem już starannie zaplanowanej, z zachowaniem odrębnego, charakterystycznego stylu, określanego przez ekspertów jako podpis seryjnego mordercy.

Zbrodniarza już nie dziwiło, że teraz, pod koniec pierwszego roku jego osobistej historii zabijania, staje się coraz bardziej ostrożny i wyrachowany. Uwielbiał zresztą tę niezwykłą atmosferę pola bitwy, jaką sobie stworzył. Pomagało mu to walczyć z nudą przeciętności. Umiał się z niej wyłamać, stając się wojownikiem sobie tylko znanej sprawy. Czuł się jak na froncie, na kilka dni przed decydującą bitwą i z żarliwą gorliwością rozpoznawał przedpole. Pragnął zwycięstwa, z góry przekreślał prawdopodobieństwo porażki, toteż niezwykle starannie wyszukiwał swą kolejną ofiarę, by następnie poznać jej osobę i zwyczaje. Wiedział już z doświadczeń innych seryjnych morderców, że ta faza gry może czasem trwać dni, tygodnie, a nawet miesiące. Jednak gdy rozpoznanie i śledzenie człowieka całkowicie nieświadomego strasznego zagrożenia dobiegnie końca, morderca staje za plecami, a wtedy minuty życia ofiary są już policzone.

Nancy Fox wypatrzył pewnego jesiennego dnia, gdy późnym wieczorem wchodziła do swego domu. Odtąd już tkwiła w zastawionej sieci. Rozpoczęła się ostateczna faza rozpoznania. Wielokrotnie krążył wokół jej domu, co pozwoliło określić czas późnych powrotów oraz przygotować kilka wariantów rozpoczęcia akcji. Sprawdził jej skrzynkę pocztową, notując dokładnie w pamięci dane osobowe. Pojechał za nią do pracy i stwierdził, że zatrudniona jest w sklepie jubilerskim firmy Helzbergs.

 

Pod koniec fazy rozpoznania czuł się jak bliski znajomy, niemal jak członek rodziny Nancy Fox. Pozostało już tylko złożyć wizytę.

Późnym grudniowym wieczorem BTK pozostawia samochód trzy ulice dalej i zbliża się do jej domu. W oknach ciemno, może kobieta zażywa drzemki po pracy? Nie ma odpowiedzi na pukanie do drzwi; dom jest pusty, trzeba próbować tylnymi drzwiami. Używając wytrycha włamuje się do domu, odcina telefon, wchodzi do kuchni, rozpoczyna cierpliwe oczekiwanie. Po niespełna godzinie słyszy zgrzyt klucza w zamku frontowych drzwi. Kobieta wchodzi do kuchni i krzyk zamiera jej w ustach. Napastnik terroryzuje wycelowaną w oczy lufą rewolweru, rozkazuje jej usiąść na krześle i wyjaśnia z czym przyszedł. Ma poważne problemy: cierpi na obsesje seksualne i przykro mu, ale musi odbyć stosunek. Kobieta nie potrafi ukryć strachu i odrazy. Roztrzęsionymi rękoma próbuje zapalić papierosa. On wyciąga paczkę, przypala sobie i jej, palą i milczą. Od niechcenia bierze jej torebkę, przegląda zawartość. Kobieta gasi papierosa i mówi, że skoro rzeczywiście cierpi na tę obsesję i musi to zrobić, to lepiej jak najszybciej mieć już to za sobą, a potem to ona zatelefonuje na policję. Przyznaje jej rację, pozwala pójść do łazienki, krzyczy jednak za nią, by wyszła już naga.

Długo, długo szum wody, a potem z łazienki wychodzi rozebrana kobieta, której on jeszcze w korytarzu nakłada na ręce kajdanki. Nie stawia oporu, gdy prowadzi ją do sypialni, układa na łóżku, krępuje linką nogi. Rozbiera się częściowo, a po chwili wahania bierze pasek i oplata nim szyję. Ofiara umiera bezgłośnie, próbując walczyć dopiero wtedy, gdy zaczyna tracić przytomność. BTK upewnia się, że to już koniec, rozplątuje pasek i zaciska na szyi rajstopy. Gdy kończy, wkłada na siebie odzież, zbiera swoje rzeczy, podkrada kilka przedmiotów i wychodzi tylnymi drzwiami. Nikt go nie widział, nikt niczego nie słyszał.

 

Głód sławy

Nancy Fox była siódmą ofiarą BTK, kończącą pierwszy etap przerażającej działalności seryjnego mordercy. Zadowolony ze swego „dorobku” zmienił sposób działania. W domu i w biurze trzymał eksponaty: fotografie z aparatu Polaroid pokazujące ofiary przed i po śmierci, ich osobiste przedmioty, części bielizny i biżuterię. Stanowiły one podnietę do jego psychopatycznych fantazji, długich i zawsze kończonych orgazmem wypraw chorej wyobraźni na miejsca zbrodni. W pamięci jeszcze raz przeżywał rozkosz zadawania bólu i zabijania.

Mógł się tak zabawiać w nieskończoność, dopóki ktoś nie zapukał do drzwi jego pokoju w biurowcu, dopóki żona nie wytrącała go z marzeń niespodziewanym przypomnieniem, że czas jechać do pracy, siadać do kolacji lub szykować się do snu.

Drugim sposobem na chore rozpamiętywanie swych „osiągnięć” miał być dialog z policją i środkami masowego przekazu, a za ich pośrednictwem – z zastraszonym społeczeństwem miasta. Pisał listy do gazet i do lokalnych stacji telewizyjnych, dopominając się o uwagę, niemal błagając o nagłośnienie swych akcji, sugerując artykuły na swój temat na pierwszych stronach. Jego próżność i pragnienie rozgłosu przypominały podobne zachowanie innego seryjnego mordercy, który mniej więcej w tym samym czasie kończył swą działalność na Zachodnim Wybrzeżu. Właśnie wtedy morderca, działający w rejonie San Francisco pod wymyślonym przez siebie kryptonimem Zodiak, zasypywał redaktorów gazet serią listów wyrażających pragnienie sławy.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]