Województwo śląskie kojarzy się przede wszystkim z kopalniami. Pracujący pod ziemią górnicy nie są jednak w kopalniach sami. Od czasu do czasu ukazuje im się Skarbnik. Co ciekawe, zjawa przybiera różne postacie. Raz „występuje” jako starzec z siwą brodą, innym razem swoim wyglądem niczym nie różni się od górników. Jest podobnie do nich ubrany, ma lampę górniczą i kilof. Potrafi też zamienić się w mysz lub inne kopalniane żyjątko

Górnicy szanują Skarbnika, lecz różnie o nim opowiadają. Skarbnik potrafi płatać figle i zabrać komuś drugie śniadanie. Czasem bywa niezwykle roszczeniowy i żąda dla siebie wypłaty. Bywa też pomocny – potrafi wskazać, gdzie znajdują się pokłady najlepszego węgla czy ostrzec przed niebezpieczeństwem. Górnicy mówią, że dobry człowiek nie musi obawiać się Skarbnika, bo ten zawsze mu pomoże. Gorzej, gdy ma się coś na sumieniu…

Na potwierdzenie istnienia Skarbnika z ust do ust przekazywana jest pewna legenda. Kiedyś w jednej ze śląskich kopalń pracował górnik, który miał na utrzymaniu żonę i syna. Niestety, pewnego dnia w drodze do pracy mężczyzna zmarł. Najbliżsi bardzo przeżyli jego śmierć, a do rodzinnego domu zawitało widmo głodu i biedy. Wtedy znajomi zmarłego, również górnicy, namówili sztygara kopalni, aby zatrudnił syna ich nieżyjącego kolegi. Chłopak był młody i niedoświadczony, ale miał ogromne chęci. Sztygar niechętnie przystał na zatrudnienia takiego pracownika. Na początek dał mu tygodniowy okres próbny, odgrażając się, że młodzieniec nie może liczyć na taryfę ulgową. Obiecał jednocześnie, że jeśli pomyślnie przejdzie tygodniową próbę, może liczyć na stałe zatrudnienie.

Pierwszy dzień okazał się dla chłopaka niezwykle trudny. Po pierwszej godzinie ciężkiej pracy chciał się poddać. Zrozpaczony rzucił kilof i już miał zrezygnować z roboty, kiedy nagle usłyszał obok siebie głos: „Co by powiedział twój ojciec?”. Zdezorientowany rozejrzał się i spostrzegł sędziwego górnika, który siedział na ziemi i jadł chleb. Poskarżył mu się, że brakuje mu sił do tak ciężkiej pracy. Starzec wysłuchał jego utyskiwań, po czym stwierdził, że ten źle zabiera się za pracę i niewłaściwie trzyma kilof.

Zaproponował, że pokaże mu jak się pracuje, chwycił za kilof, oddając młodzianowi chleb i sugerując, aby się posilił. Fachowo pouczony i nakarmiony chłopak do końca dnia pracował z zapałem, jednak kiedy nadszedł moment wypchnięcia wózka z węglem na górę, znów opuściły go siły. Ze smutkiem stwierdził, że jednak nie da rady. Kiedy już gotów był się poddać, znowu usłyszał znajomy głos: „Co by powiedział twój ojciec?”. Zawstydzony tylko opuścił głowę, a wtedy starzec odezwał się ponownie: „Będę pomagał ci przez tydzień, ale w zamian podzielisz się ze mną wypłatą”. Młodzieniec ochoczo zgodził się na taki układ.

Przez kolejne dni stary górnik tak jak obiecał, towarzyszył młodemu koledze. Częstował go chlebem i pomagał, kiedy młodzieńca opuszczały siły. Wreszcie przyszedł dzień wypłaty. Zdumiony sztygar stwierdził, że mylił się co do młodego chłopaka. Z uznaniem stwierdził, że wydobył tyle samo węgla co starsi i doświadczeni koledzy. Wypłacił mu należną kwotę i zaproponował stałą pracę, już na lepszych warunkach.

Zadowolony młodzieniec udał się do „wspólnika”. Odszukał go w miejscu, gdzie widzieli się po raz ostatni. Zgodnie z umową chciał się z nim podzielić wypłatą, odliczył połowę i podał ją mężczyźnie. Ten jednak nie wziął pieniędzy, tylko rzekł: „Nie potrzebuję twoich pieniędzy, zachowaj je tak jak uczciwość w swoim sercu. Ponieważ nie oszukałeś mnie, mam dla ciebie nagrodę: każdy kawałek chleba, który zjesz, da ci siłę do pracy. Dzięki temu bez problemu utrzymasz siebie i matkę. Tak się będzie działo dopóty, dopóki będziesz uczciwy. Jeśli chociaż raz okłamiesz swoje sumienie i nie zadośćuczynisz za zły czyn, siły cię opuszczą, jak wielu innych górników”. To powiedziawszy Skarbnik, bo nim był ów staruszek, wszedł przez ścianę wprost do kopalni…

Agnieszka Kozak

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze