Dwunastoletnia Zosia K., ubrana w dżinsy i biały T-shirt w czarne serduszka, wraca ze szkoły do domu w podwarszawskiej wsi. Pożegnała się z koleżanką, ma jeszcze do przejścia około półtora kilometra.

Jest ciepłe południe, 12 czerwca 2017 roku, za kilka dni zaczną się wakacje. Większość trasy przebiega przez wieś, ale niedługi odcinek wije się między polami z dala od zabudowań. Zosia właśnie tam się znajduje, kiedy mija ją hyundai z przyciemnionymi szybami. Dziewczynka jest zdziwiona, kiedy samochód nagle zawraca i staje naprzeciw niej, tak jakby kierowca zabłądził i chciał zapytać ją o drogę. Rzeczywiście, zza kierownicy wysiada mężczyzna, który trzyma w ręku… pistolet. Przykładając broń do skroni Zosi, każe jej wsiąść do samochodu, na tylne siedzenie. Po chwili jest już koło niej, pyta o imię i uprzedza – wszystko, co tu się będzie działo, nagrywa, potem puści do internetu. Na dowód pokazuje jej jakieś pokrętła koło kierownicy.

Samochód jedzie w kierunku lasu.

Zatrzymuje się na skraju, jest widoczny z drogi. Dziewczynka trochę mniej się boi, może ktoś zauważy porwanie. Ale kiedy nadjeżdża ciężarówka, mężczyzna każe jej się pochylić, schować głowę między kolanami.

On znów przechodzi na tylne siedzenie. Uprzedza ją, że jeśli będzie niegrzeczna, zadzwoni po kolegę, który „lubi takie dziewczynki i zrobi jej to samo albo jeszcze gorzej”. Na dowód wystukuje w telefonie numer, mówi komuś o niej. Potem zdejmuje spodnie, slipy, ona musi zrobić to samo.

– Jeszcze stanik. Ja jestem sadystą – uprzedza.

Mimo przeżywanej traumy i lęku przed tym, co może się jeszcze zdarzyć, dziewczynka wykazuje daleko idące opanowanie, wręcz pewnego rodzaju dojrzałość, starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów, które potem bardzo przydadzą się w śledztwie. Jest sparaliżowana strachem, ale podejmuje rozmowę ze swoim krzywdzicielem, podświadomie zgadując, że to może mieć wpływ na złagodzenie jego zachowania.

Zaczyna ją dotykać.

Wkłada palce, jak określiła potem na policji, w to miejsce. Każe wziąć członka do ust. I rozszerzyć nogi… Ustępuje, kiedy ona się nie zgadza. Nagle pyta, ile ma lat.

– Niepełne trzynaście – odpowiada Zosia. Przestaje. Rzuca jej chusteczki higieniczne, aby wytarła siebie i jego. Podwozi kawałek w stronę domu, czeka, aż wysiądzie. Przed odjazdem mówi:

– Wiem, że cię skrzywdziłem, ale nic na to nie poradzę.

Płakała. Kiedy okazało się, że rodziców nie ma w domu, pobiegła do sąsiadów, swoich krewnych. Poprosiła ciocię, aby zadzwoniła do jej matki, i powiedziała, że została zgwałcona. Wujek od razu pojechał z dziewczynką na policję. Wkrótce zjawiła się tam jej matka.

Zosia K. zapamiętała wyjątkowo dużo, jak na jej wiek i przeżytą traumę.

Czy udało się złapać pedofila? Czytaj w najnowszym „Detektywie” nr 2/2020.

Ten i wiele innych tekstów opublikowaliśmy w „Detektywie” nr 2/2020 w sprzedaży od 14 stycznia 2020 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze