Dzień zapowiadał się znośnie. Trzymał niewielki mróz, śniegu było jak na lekarstwo. Ludwik Jarzyna postanowił rozprostować stare kości i wybrał się na spacer. Odczepił z łańcucha Łatka. Ruszyli w stronę lasu. Po drodze musieli minąć kilka domów i budynek remizy strażackiej.

Łatek – duży kundel, znajda. Dobry pies, czujny. Jarzyna trzymał go na łańcuchu, bo za kurami latał i ludziom w szkodę właził. Wieczorem, kiedy zamykał bramę, dawał Łatkowi swobodę i puszczał go luzem. Czasami też zabierał go na spacer do lasu, chociaż sąsiedzi rechotali po chałupach, że „tak robią tylko miastowe”. Wybaczali mu jednak, bo Ludwik za kawalera mieszkał w Bydgoszczy. Ożenił się z panną ze wsi, a że była jedynaczką, została przy rodzicach i gospodarzyli na jej ojcowiźnie razem z mężem.

Ludwik nie zdążył nawet dojść do skraju lasu, kiedy Łatek poleciał w krzaki za remizą i zaczął straszliwie ujadać. Skręcił w jego stronę, wołając Łatka do nogi. Pies jakby ogłuchł na komendy pana.

Co tam, łachudro, znalazłeś – mruknął do psa.

Ledwo wypowiedział te słowa, kolana się pod nim ugięły. Kiedy podszedł bliżej, zobaczył, że w krzakach leży młoda dziewczyna. Miała na sobie rozpięty płaszcz, podwiniętą do góry sukienkę, majtki. Nogi były gołe, a ręce związane rajstopami. Na resztkach śniegu widniały ślady krwi.

Łatek uspokoił się i patrzył to na pana, to na dziewczynę. Obok jej głowy wystawał spory kamień, cały we krwi. Niedaleko leżały kozaki. Ludwik, co sił w nogach, pobiegł w stronę domu sołtysa. Tylko stamtąd mógł zadzwonić po milicję…

Sprawa morderstwa poruszyła lokalną społeczność. Śledztwo nadzorował porucznik Grodecki. Ustalono, że denatka to 19-letnia Alina Makusik – mieszkanka ­sąsiedniej miejscowości. Dziewczyna w nocy z soboty na niedzielę bawiła się na zabawie w remizie. Ostatnia taka impreza przed postem. Przyszła z koleżankami, tańczyły osobno, ale miały wracać razem. Kiedy dziewczyny zbierały się do domu, odkryły, że Aliny nigdzie nie ma. Po krótkich poszukiwaniach i naradzie ustaliły, że pewnie zabrała się z Tadkiem Walusiaków. Tańczyli razem bardzo długo… Co prawda, to nie było w jej stylu, ale ostatnio bardzo się zmieniła. A może dała się wreszcie przebłagać byłemu narzeczonemu? Ten też kręcił się po parkiecie. Chciały jeszcze jej szukać, ale trafiła się podwózka do domu, więc pojechały. Pomyślały, że pewnie i tak spotkają się z Aliną w kościele. Niestety tak się nie stało…

Przesłuchanie wszystkich uczestników zabawy zajęło milicji sporo czasu.

Wreszcie udało się wytypować trzech podejrzanych osobników. Byli to mężczyźni, którzy tego wieczoru spędzili z Aliną najwięcej czasu, bądź tacy, z którymi ją coś wcześniej łączyło.

Tadek Walusiak: – Na zabawie długo tańczyłem z Aliną. Ładnie się ruszała, była taka powabna. Kusa kiecka, dekolt galanty i czerwone pazurki u rąk i stóp. Bałem się, że któryś mi ją odbije. Jednak odbijany, to odbijany… W tańcu trafiła do Janka Kulickiego, a mnie pocieszała Jasia Paszokówna. Jasia też była niezła, machnąłem ręką na Alinę. Zresztą zniknęła mi z oczu, podobnie jak Janek… Widziałem też, że kręcił się jej były, Waldek. Z nim wolałem nie zadzierać.

Jan Kulicki: – Odbiłem ją w tańcu Tadkowi. On taki pies na baby, a przecież każdy chce tańczyć z ładnymi dziewczynami. Nie było chłopaka, który by się nie obejrzał za Aliną. Na zabawę rozpuściła włosy i tak nimi nęciła… Chyba najbardziej Waldka Nowickiego. To jej były chłopak. Już prawie szykowali się do ślubu. Jemu się spieszyło do nocy poślubnej, ale podobno nakryła go w stodole z Henią Pietrzaków. Też bym z nią do stodoły… Przepraszał potem Alinę, ale pognała go. Waldek zły był, od świętych ją wyzywał. Ona chyba mu chciała zagrać na nosie, bo normalnie tak się nie nosiła. Pewnie Waldek zemścił się, był nieźle wypity, nerwy mu puściły.

Waldek Nowicki: – Chodziliśmy z Aliną już ponad rok. Oświadczyłem się jej, ale Heńka tak mi zakręciła w głowie… To nic takiego, każdy wie, jaka jest Heńka. Alina nas nakryła, ktoś jej pewnie powiedział. Podejrzewam, że Janek Kulicki lub Tadek Walusiak. Mieli na nią oko. Zresztą w remizie nieźle ją obskakiwali. Awanturę na pół wsi zrobiła. Jakby taka święta nie była, to wszystko by inaczej wyglądało. Zaczęła na mnie gadać takie rzeczy, że wszystkie dziewczyny we wsi odwracały się do mnie plecami. Ale mi i tak najbardziej na niej zależało. Była jednak nieugięta i jak na złość zaczęła się sztafirować, jak lafirynda jaka. A już na zabawie to wyglądała, jak pierwsza lepsza… Dla mnie nigdy się tak nie stroiła.

Który z mężczyzn zamordował Alinę?

Rozwiązanie zagadki kryminalnej na kolejnej stronie.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze