Wówczas skończyła się dla niej namiastka pozornej wolności. Następne trzy lata musiała spędzić w drewnianej trumnie, w której przebywała większą część każdego dnia. Czasami, gdy nie mogła już w niej wytrzymać, udawało jej się wykopać jedną ze ścianek, ale bojąc się kary, natychmiast mówiła mu o tym, co zrobiła. Cameron widząc, że jest posłuszna, nie karał jej za to, tylko zbijał całość bardziej dokładnie i zmuszał dziewczynę, aby z powrotem weszła do środka.      Stan fizyczny Colleen uległ znacznemu pogorszeniu. Stopniowo wypadały jej włosy, a do tego znów straciła sporo na wadze. Cameron zaczął przebąkiwać o posiadaniu większej liczby niewolnic. Oznaczało to, że będzie potrzebował więcej miejsca. Zmusił Colleen, aby pomogła mu wykopać głęboką dziurę w ogrodzie. Podłogę i ściany wyłożył cegłami, jednak później loch został niespodziewanie zalany wodą i nic nie wyszło z tego przedsięwzięcia.

Tymczasem Janice Hooker, nigdy niepogodzona z faktem, że jej mąż regularnie uprawia seks z Colleen, poszukiwała ukojenia w Biblii. Z każdym kolejnym dniem czuła się coraz bardziej zażenowana tym, co dzieje się w jej domu.

Minęło siedem lat odkąd Colleen została uwięziona u Hookerów, a końca tej gehenny nadal nie było widać. Dziewczyna znów zaczęła otrzymywać drobne przywileje, a nawet pozwolono jej na pracę w motelu King’s Lodge. Cameron powiedział dziewczynie, że zarobione przez nią pieniądze posłużą na zakup małego domku w  sąsiedztwie, w którym  będzie mogła  samodzielnie zamieszkać. Janice uczęszczała do lokalnego Kościoła Nazarejczyka i czasem zabierała ze sobą Colleen. Oprawca też czerpał inspirację z Pisma Świętego, przyrównując ich sytuację do historii Abrahama, Sary i Hagar z Księgi Rodzaju. Janice zdawała sobie sprawę, że sytuacja, w której się znaleźli jest moralnie zła, więc poszła po poradę do pastora Franka Dabneya i innych członków swojego kościoła. Nie powiedziała im jednak całej prawdy, tylko przedstawiła ich wzajemne relacje jako miłosny trójkąt. Wszyscy bez wyjątku oznajmili jej, że Bóg nie popiera takich związków.

W czwartek, 9 sierpnia 1984 roku Janice odebrała Colleen z pracy w motelu i wyznała dziewczynie, że nigdy nie istniała żadna „spółka niewolnicza”, a wszystko, co do tej pory opowiadał jej o niej Cameron, było jednym wielkim kłamstwem, aby mógł sprawować nad nią pełną kontrolę. Colleen zrozumiała wtedy z ogromną ulgą, że nic już jej nie łączy z tym człowiekiem. Została jeszcze u nich na jedną noc, podczas której Cameron pozwolił dziewczynie i Janice spać razem. Obie zaplanowały ucieczkę Colleen na następny dzień, kiedy mężczyzna będzie w pracy.

Nazajutrz dziewczyna zadzwoniła do ojca w Riverside prosząc go o pieniądze na bilet do domu. Ten niezwłocznie przesłał jej potrzebną sumę. Trzymając bilet w ręku, zatelefonowała jeszcze z dworca autobusowego do Camerona i powiedziała mu, że wie o jego kłamstwach i wyjeżdża.

Mężczyzna krzyczał do słuchawki, żeby jak najszybciej wracała, ale ona go już nie słuchała. Wsiadła do autobusu i odjechała w swoje rodzinne strony. Po siedmiu latach niewoli udało jej się wreszcie odzyskać wolność.

 

Prawda wychodzi na jaw

Colleen wróciła do rodziców, jednak nie opowiedziała nikomu o tym, co jej się przytrafiło. Pozostawała w stałym kontakcie telefonicznym z Janice, która prosiła ją, żeby na razie zachowała dyskrecję. Początkowo Cameron i Janice pozostawali w separacji, jednak potem zeszli się i zaczęli pozbywać się wszelkich dowodów obecności u nich dziewczyny. Gdy Colleen dzwoniła, mężczyzna błagał ją, aby wróciła, ale ona za każdym razem odmawiała. Zapewniała go jednak, że nie pójdzie na policję.

Po pewnym czasie rodzice wyciągnęli od niej trochę informacji na temat gehenny przez którą przeszła. Namawiali ją, by doniosła na swoich oprawców. Kuzyni dziewczyny zaczęli wydzwaniać do Hookerów z pogróżkami. Colleen opowiadała, że wybaczyła Cameronowi ogrom zła, który jej wyrządził i będzie się za niego modlić, aby nie wrócił nigdy na ścieżkę grzechu.

Po pewnym czasie Janice zabrała dwie córeczki i opuściła męża na dobre. Musiała z kimś porozmawiać. Wybrała recepcjonistkę w gabinecie lekarskim, której zwierzała się prawie dwie godziny.

Bojąc się jednak zemsty Camerona, udała się następnie do pastora Dabneya i opowiedziała mu o wszystkim. Duchowny był zszokowany tym, co usłyszał i od razu namówił ją, żeby zadzwoniła na policję.

Niedługo potem do kościoła przybył detektyw Al Shamblin. Janice rozpoczęła swoją opowieść od zniknięcia innej młodej autostopowiczki, do którego doszło w pobliskim mieście Chico w styczniu 1976 roku. Ofiara nazywała się Marie Elizabeth Spannhake, znana lepiej pod pseudonimem Marliz. Hookerowie zaproponowali 18-latce podwiezienie, a potem Cameron zatrzymał się w odludnym miejscu, gdzie związał dziewczynę i wsadził jej na głowę drewniane pudło. Po przewiezieniu do domu, rozebrał ją do naga w piwnicy i podwiesił za nadgarstki do rur kanalizacyjnych pod sufitem. Im większy zadawał jej ból, tym głośniej krzyczała dziewczyna. W końcu wściekł się i przeciął dziewczynie struny głosowe. Potem strzelił jej kilka razy w brzuch, a w końcu udusił. Ciało 18-latki pochowali w płytkim grobie w górach. Nawet z pomocą Janice nie udało się policjantom znaleźć jej szczątków, nie mogli więc za to morderstwo postawić Camerona przed sądem.

< 1 2 3 4 5 6>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze