Prokuratura postawiła zarzut kierowcy w głośnej sprawie z lutego tego roku. Za jazdę autostradą pod prąd i pod wpływem alkoholu oraz spowodowanie śmiertelnego wypadku kierowcy grozi dożywocie.

Nocą 21 lutego na autostradzie A1 na wysokości miejscowości Ropuchy doszło do wypadku, w którym zginęła 44-letnia kobieta. Sprawca jechał pod prąd. Jedynymi włączonymi światłami w jego astrze były światła awaryjne. Nie reagował na sygnały wysyłane przez innych kierowców. Na wysokości miejscowości Ropuchy zderzył się z mercedesem sprinterem. Jego pasażerka zginęła na miejscu. Obaj kierowcy trafili do szpitala. Jak się później okazało, kierowca jadący oplem pod prąd był kompletnie pijany – miał 3,34 promila alkoholu w organizmie.

Tuż po zatrzymaniu mężczyzna zeznał, że nie pamięta chwili wypadku.

Początkowo prokuratura postawiła mu zarzuty kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości, umyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym i nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Groziło mu za to 12 lat więzienia.

Jednak podczas śledztwa prokuraturze udało się zebrać materiał dowodowy pozwalający postawić mężczyźnie inny zarzut. Prokuratura Rejonowa w Tczewie złożyła akt oskarżenia, w którym oskarża kierowcę astry o zabójstwo i usiłowanie zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Prokuratura wyjaśniła zmianę kwalifikacji – dopowiada prok. Grażyna Wawryniuk rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Teraz mężczyźnie grozi minimum 12 lat więzienia. Górna granica to dożywocie.

Źródło: www.moto.pl

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze