Steve i Kelly Comeau poznali swoich sąsiadów z naprzeciwka w 1999 roku, wkrótce po zamieszkaniu w nowym domu na Bogan Gates Drive. Wszystko wtedy wydawało się tak proste, łatwe i obfitujące w pomyślność, jak w banalnych życzeniach na Nowy Rok. Ich ulica znajdowała się na skraju zamożnego miasteczka Buford, położonego niedaleko jeziora Lanier, „sypialni” do której wracali pod wieczór z Atlanty wysokiej klasy profesjonaliści.

Ogromne, wydawałoby się – przesadnie wielkie domostwa – wyrastały jak kolorowe pałace z zielonego morza trawników, urozmaiconego połaciami kwiatów, krzewów i starannie dobranych drzew. Mężczyźni grywali w golfa, kobiety uprawiały aerobik lub jogę. Życie biegło szybko w rytm pamiętnych przyjęć i wydarzeń towarzyskich. Rodziły się i dorastały dzieci, a dorośli dbali o wszystko, może tylko z wyjątkiem refleksji o upływającym czasie.

Jennifer i Bart, nowi sąsiedzi Steve’a i Kelly, mieli dzieci w tym samym wieku. Już wkrótce po zamieszkaniu na Bogan Gates Drive po raz pierwszy wyprawili wspólne urodziny dla Stephanie i Daltona. Dzieci skończyły właśnie dwa lata. Tak zrodziła się tradycja. Wspólne urodziny obchodzono jeszcze pięć razy i wydawało się, że tak już będzie niemal na zawsze.

 

Pistolet pod ręką

Rankiem 4 grudnia 2004 roku mały Dalton dobijał się do drzwi sąsiadów. Był bosy, w piżamie, czerwony na twarz i rozszlochany. Otworzyła mu Kelly i długo nie mogła uwierzyć w jego słowa.

Mama leży w sypialni i nie oddycha. Tata zastrzelił mamę! Proszę cię, dzwoń pod 911!

Biegnąc na drugą stronę ulicy miała jeszcze tę nikłą nadzieję, że dziecko nie potrafi się otrząsnąć z sennej zmory. Wszystko okazało się jednak straszną prawdą, którą Dalton musiał przeżyć sam. Jennifer Corbin leżała w sypialni w nienaturalnej pozycji, w poprzek łóżka, z głową pokrytą warstwą zakrzepłej krwi. Z fałd pościeli wyzierał pistolet. Ciało zdążyło już ostygnąć, a morderca, kimkolwiek był, odważył się pozbawić życia matkę dwojga dzieci, zapewne był już daleko.

Kelly Comeau doznała zawrotów głowy i słysząc niepokojące brzęczenie w uszach próbowała w wielkim szoku zaprzeczać temu, co widzi. Z Jennifer Corbin, silną i zdrową, zaledwie 33-letnią kobietą, rozmawiała minionego wieczoru. Teraz leży przed nią martwa i pokryta rozbryzgami krwi, z pistoletem pod ręką. „Na krótko przed Bożym Narodzeniem!” – przemknęło jej przez myśl, lecz już był czas, by telefonować pod numer alarmowy, a przede wszystkim myśleć o Daltonie i Dillonie. I o tym, gdzie jest Bart? No właśnie: gdzie się podział Bart Corbin, ojciec chłopców i mąż Jennifer?

„To samobójstwo! Ta kobieta odebrała sobie życie…”. Taka była jednoczesna reakcja wszystkich policjantów, którzy przybyli na miejsce tragedii. W sypialni nie dało się dostrzec śladów przemocy.

Nie dawało się uniknąć natychmiastowych refleksji o bezsensie tej śmierci: zostawiła przecież dwóch małych chłopców. Kolorowe sygnały na policyjnych pojazdach stapiały się na ulicy ze światełkami na drzewach i krzewach. Przed domami przystrojonymi w wizerunki Mikołajów, reniferów, aniołów i pasterzy pojawili się sąsiedzi, przekazując sobie szeptem skąpe informacje.

Już po godzinie wiadomość o tragedii dotarła do najbliższych denatki. „Jennifer nie żyje!” – krzyknęła jej siostra Heather i w szoku upadła na podłogę. Wkrótce jednak oprzytomniała i pojechała na miejsce tragedii ratować dzieci. Starszym Daltonem już zajęli się detektywi. Jak na razie tylko on był jedynym źródłem informacji.

Czy zdajesz sobie sprawę, dlaczego chcemy zadać ci pytania?

Tak, ponieważ mama została zamordowana dziś w nocy…

Mały nie ukrywał swych podejrzeń, choć podczas krótkiego przesłuchania nie wskazał bezpośrednio na ojca, jako przypuszczalnego mordercę. Przecież nie był świadkiem śmierci matki, a zwłoki znalazł rano. Powiedział jednak, że rodzice spędzili cały miniony tydzień na kłótniach. W obecności małych chłopców padały straszne słowa o zdradzie i rozstaniu na zawsze. Dalton miał kłopoty z zasypianiem i nie potrafił myśleć o niczym innym nawet w szkole. Teraz matka nie żyje, a ojca przy niej nie ma…

 

Pod wieczór nadzór nad śledztwem objął detektyw Marcus Head z policji stanowej. Zwłoki Jennifer Corbin zostały przewiezione do prosektorium. Uwaga detektywa skupiła się na osobie nieobecnego męża. Jeszcze tego samego wieczoru okazało się, że Bart Corbin ma doskonałe alibi. Poprzedniej nocy wyszedł z domu o godzinie dziesiątej i w jednym z barów spotkał dwóch przyjaciół. Zjedli kolację, wypili po kilka drinków, a potem on pojechał do domu Boba, swego młodszego brata, gdzie spędził resztę nocy. Gdy przed południem brat obudził go i przekazał mu straszną wiadomość, Bart zaczął rozpaczać, złapały go torsje i przez kilka następnych godzin biegał do łazienki.

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze