Nasza rodaczka, Stanisława Walasiewicz, najbardziej zaskoczyła swoich kibiców dopiero po śmierci. Wyniki sekcji zwłok polskiej medalistki olimpijskiej były szokujące. Świat obiegła informacja, że słynna sprinterka była mężczyzną.

Stanisława Walasiewicz (Stella Walsh) urodziła się w Polsce, ale niedługo później razem z rodziną wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Już jako nastolatka wykazywała się sportowymi uzdolnieniami. Pierwszy raz starała się o wyjazd na olimpiadę w 1928 roku, ale nie było to możliwe, ponieważ nie posiadała amerykańskiego obywatelstwa. Nie zmniejszyło to jednak jej zapału. Trenowała, dając z siebie wszystko. Przed igrzyskami w 1932 roku amerykańska federacja lekkoatletyczna, będąc pewną jej sukcesu, zaproponowała jej obywatelstwo. Stanisława odmówiła i reprezentowała Polskę. Zgodnie z przewidywaniami na olimpiadzie okazała się najszybszą biegaczką na 100 metrów (tego samego dnia zajęła szóste miejsce w rzucie dyskiem).

Cztery lata później w Berlinie zdobyła srebro, a w 1938 roku podczas mistrzostw Europy, gdzie po raz pierwszy w zawodach uczestniczyły kobiety, zdobyła dwa złote i dwa srebrne medale. Należała do najpopularniejszych polskich sportowców okresu międzywojennego. Dwukrotnie odznaczono ją także Złotym Krzyżem Zasługi.

Polka zginęła w Stanach Zjednoczonych, 4 grudnia 1980 roku. Została śmiertelnie postrzelona w czasie napadu na sklep. Zgodnie z amerykańskim prawem dotyczącym zgonów nienaturalnych, ciało poddano sekcji zwłok. Wyniki były szokujące i sprawa natychmiast trafiła do mediów. Okazało się, że sportsmenka posiadała żeńskie i męskie narządy płciowe (nie w pełni rozwinięte). Badania genetyczne wykazały, że miała także chromosom Y (który determinuje męskie narządy płciowe). W obliczu tego dość krępującego odkrycia zaczęto dyskutować, czy Walasiewicz nie dopuściła się oszustwa i nie powinno się jej odebrać medali i rekordów. Taka decyzja jednak nie zapadła. Nikt nie był w stanie stwierdzić czy Polka była w większym stopniu kobietą czy mężczyzną.

Wojciech Gantowski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze