„To ja, Snajper…”

Znacznie sprawniej zadziałała policja w sprawie innego, całkiem już dziwacznego, zgłoszenia na gorącą linię. W dniach, gdy snajper bezskutecznie domagał się okupu w wysokości dziesięciu milionów dolarów, ktoś pozostawił na policyjnych taśmach taki oto tekst: „To ja, Snajper. Czy ktoś mnie wreszcie potraktuje poważnie?! Jeśli macie jakieś wątpliwości co do mojej osoby, zadzwońcie natychmiast do Montgomery w stanie Alabama i spytajcie tamtejszą policję o morderstwo na ulicy St. Ann…”

Tym razem sprawę załatwiono w tempie błyskawicznym, choć policjanci zachodzili w głowę, czy terrorysta zdrowy na umyśle mógłby rzeczywiście donosić na samego siebie i wystawiać się na ogromne ryzyko. Okazało się, że tak: donos od snajpera odnosił się do prawdziwego morderstwa. W dalekim mieście Montgomery policja znała wszystkie szczegóły tego przestępstwa, popełnionego zaledwie przed miesiącem.

Późnym wieczorem 21 września nieznani sprawcy zaskoczyli dwie pracownice sklepu z alkoholem Alabama Liquor Control podczas zamykania. W wyniku strzelaniny śmierć na miejscu poniosła 52-letnia Claudine Parker, a 24-letnia Kellie Adams została ciężko ranna. Kobiety nie zostały obrabowane, co postawiło ten napad w rzędzie najbardziej bezsensownych ciężkich przestępstw w historii miasta.

Pod sklepem znaleziono wymiętoszony katalog broni palnej, a na nim mnóstwo znakomicie zachowanych odcisków palców jednej osoby. Teraz, w miesiąc później, do Waszyngtonu udał się agent FBI z  Montgomery w Alabamie z paczką zawierającą ten katalog, odczyt zdjętych z niego odcisków palców oraz poszarpane fragmenty pocisków wyjęte z ciał dwóch kobiet. Po „wrzuceniu” do centralnego komputera z danymi przestępców, odciski palców ujawniły ich właściciela. Okazał się nim Lee Boyd Malvo, osiemnastoletni imigrant z Jamajki, który popadł w konflikt z amerykańskim prawem przy wjeździe do USA.

Natychmiast zgromadzono o nim wszystkie dostępne informacje. Chłopiec przybył z Jamajki w towarzystwie czterdziestolatka nazwiskiem John Williams alias John Allen Muhammad, mieszkańca Tacomy w stanie Waszyngton. Obaj zostali zatrzymani przez agentów biura imigracyjnego w porcie lotniczym w Miami na Florydzie, po przylocie z Jamajki w kwietniu 2001 roku. Chłopcu zezwolono na okresowy pobyt w USA do czasu wyjaśnienia nieprawidłowości w dokumentach. Obaj udali się następnie do Tacomy, gdzie Williams znalazł dla chłopca  miejsce w ośrodku dla bezdomnych  Lighthouse Mission. Lee Malvo od razu zaczął naukę w szkole średniej, a popołudniami odwiedzał go Williams. Obaj zniknęli z rejonu Tacomy w tajemniczych okolicznościach pod koniec lata 2002 roku.

Natychmiast rozpoczęto zbieranie wszystkich możliwych danych o dziwacznej parze. Po „wrzuceniu” nazwiska Muhammada do komputera FBI, wyskoczył donos nagrany na gorącą linię przez Roberta Holmesa, jego kolegę z Tacomy. Dostarczone szczegóły złożyły się w jedną wielką poszlakę. Istniało ogromne prawdopodobieństwo, że to para Muhammad i Malvo stanowi zgrany duet snajperów, od trzech tygodni terroryzujących okolice Waszyngtonu.

Niejasny był tylko motyw zbrodniczej działalności. Czyżby chodziło tylko o to, że na przedmieściach stolicy mieszkała od pewnego czasu była żona Muhammada, z którą ten miał poważny zatarg? Jeśli tak, byłby to najbardziej szaleńczy motyw do zamordowania dziesięciu, a ciężkiego poranienia trzech Bogu ducha winnych ludzi.

Wieczorem po zastrzeleniu kierowcy autobusu, agenci FBI w Tacomie spotkali się z Robertem Holmesem. Sprawy zasygnalizowane w donosie wzbogacił o kilka kolejnych istotnych szczegółów. Muhammad, kolega z armii, był jego zdaniem idealnym materiałem na desperata, który za nic ma ludzkie życie. W szaleńczym postępowaniu kieruje się motywem zemsty na byłej żonie, z którą rozwodził się w klimacie zażartej walki o dzieci. Holmes był świadkiem, jak podczas jednego z licznych napadów wściekłości kolega groził jej śmiercią.  Nagromadzony gniew i frustrację wyładowuje teraz strzelając do przechodniów. Liczba ofiar nie ma znaczenia, bo przecież i tak zabić musi właśnie ją.

John Muhammad nosi w sobie również jakieś całkiem irracjonalne zapiekłe żale do swego kraju. Podczas gdy całe społeczeństwo w USA pogrążyło się w żałobie po zamachach terrorystycznych 11 września, on nie krył radości i publicznie pozwalał sobie na antyamerykańskie dowcipy i komentarze. Pysznił się swoim talentem snajperskim, z zapałem gromadził broń, a pokazując swemu koledze opracowany przez siebie wzór tłumika wypowiedział kiedyś dwuznaczne, groźne stwierdzenie: „Czy wiesz, ile zniszczeń można wyrządzić mając broń z tak znakomitym tłumikiem?”

 

Tadeusz Wójciak

 

Jesteś ciekaw jaki jest ciąg dalszy tej historii? Już jutro koniecznie wejdź na naszą stronę i przeczytaj trzecią część tekstu.

< 1 2 3 4

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]