Dla kogoś, kto nie znał jego historii, mógł być jednym z wielu przedsiębiorców ze Śląska, działających w branży motoryzacyjnej. Edward S. prowadził w przeszłości trzy duże parkingi strzeżone w centrum jednego z większych tutejszych miast oraz nieduży autokomis. Miał też kiedyś lombard oraz warsztat naprawy samochodów.

Potem to wszystko przeorganizował i założył firmę leasingową oraz wypożyczalnię samochodów. Kiedy w 1997 roku trafił do więzienia, żona zlikwidowała wszystkie jego „interesy”, poprzestając na wynajmowaniu placów pod działalność komisów samochodowych. Gdy w 2003 roku Edward S. wyszedł z więzienia, już nic nowego nie organizował, tylko czerpał dochody z wynajmu placów. Przynajmniej oficjalnie, bo bardzo często widywano go w towarzystwie różnych osób znanych policjantom jako członkowie poważnych grup przestępczych.

Funkcjonariusze z pionu kryminalnego twierdzili, że Edward S. zajmuje dosyć wysoką pozycję w tym środowisku, jednak nic bliższego na temat jego działalności nie wiedzieli. Po wyjściu z więzienia nie wpadł przy realizacji żadnej ze spraw dotyczących miejscowych grup przestępczych.

 

Sensacyjne doniesienia

Edward S. znany był w K. także z charakterystycznego sposobu ubierania się. Nosił błyszczące buty na wyższym obcasie (był nikczemnego wzrostu), błyszczące marynarki oraz złote łańcuchy i sygnety. Kto raz zobaczył jego niską, pękatą postać i śniadą twarz o cygańskich rysach, na pewno już go nie zapomniał. Często mówiło się, że jest półkrwi Cyganem, ale nigdy tego nie potwierdzono.

Kiedy w lipcu 2006 roku znaleziono jego zwłoki, miejscowa prasa opisała to zdarzenie, używając chwytliwego tytułu: „Zabito człowieka, który prawdopodobnie był cygańskim wójtem. Czy w tle są porachunki pomiędzy Cyganami?”.

W treści artykułu nie było już istotnych informacji.
Tekst zawierał jedynie opis miejsca i okoliczności znalezienia zwłok. Pełen był przeinaczeń i błędów merytorycznych, przez co doszło do napięć na linii policja – miejscowa gazeta, ale sprostowania nikt się nie doczekał.

Wracając do sprawy: nieprzytomnego 51-letniego Edwarda S., w niedzielny lipcowy wieczór 2006 roku, znalazła jego żona. Mężczyzna leżał w przydrożnym rowie w odległości niecałych 200 m od ich domu. Kobieta wracała samochodem po wizycie u córki. Jej uwagę zwróciło coś błyszczącego. Gdy podjechała bliżej i oświetliła teren lampami samochodu, rozpoznała swojego męża, jak zwykle ubranego w charakterystyczną marynarkę. Miał rozbitą głowę, twarz zalaną krwią, ale jeszcze oddychał.

Szybko wezwano pogotowie.

Ratownicy dojechali, ale w chwili kiedy poszkodowany przestał już oddychać. Długa reanimacja nic nie pomogła. Lekarz, który próbował go ratować, od początku był przekonany, jak to się skończy. Widział bardzo poważne uszkodzenia głowy nad lewym uchem. Poprzez popękaną skórę wystawały kawałki kości czaszki. Ponadto wokół mężczyzny było tyle krwi, że nawet szybkie jej przetoczenie nie uzupełniłoby ubytku. Lekarz jednak zrobił wszystko, co mógł, a potem pozostało mu tylko powiadomić policję o znalezieniu umierającego człowieka.

Nie wiadomo, kto wysunął taką sugestię, ale w pierwszej fazie zdarzenie zakwalifikowano jako wypadek komunikacyjny.

Zadecydowało o tym miejsce znalezienia mężczyzny.

Sekcję zwłok Edwarda S. przeprowadzono po 3 dniach od jego śmierci. Stwierdzono, że zgon nastąpił na skutek obrażeń głowy. Popękane kości czaszki z lewej strony nad uchem wbiły się w mózg, uszkadzając go i powodując intensywny krwotok. W momencie znalezienia mężczyzny niewiele już można było dla niego zrobić. Potwierdzono wnioski lekarza z pogotowia, który twierdził, że ciało było prawie pozbawione krwi.

Sekcja zwłok przyniosła też kategoryczne stwierdzenia wykluczające wypadek komunikacyjny jako przyczynę powstania obrażeń.

Kto i dlaczego zamordował Edwarda S. przeczytaj w najnowszym „Detektywie Wydanie Specjalne” nr 2/2019 pt. „Zbrodnie prawie doskonałe”.

Wiele ciekawych tematów kryminalnych znajdziesz w najnowszym kwartalniku „Detektyw – Wydanie Specjalne” nr 2/2019 w sprzedaży od 4 czerwca 2019 roku, a także w wersji elektronicznej do kupienia TUTAJ oraz w wersji do słuchania dostępnej TUTAJ.

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze