Detektyw 2/2007 | Magazyn Detektyw

ARCHIWALNE WYDANIE

2/2007 (246)

SPIS TREŚCI

OD REDAKCJI

Koniec górskiego romantyzmu. Sylwestrowa noc, ostatnia w roku, to czas zabawy, toastów, wytwornych bali, prywatek w gronie przyjaciół, a także zabaw pod gołym niebem. W wielu miastach tradycją stały się już spotkania setek ludzi na głównych ulicach i placach. Wspólne witanie Nowego Roku podczas imprez plenerowych ma wielu zwolenników. Ci, którzy szukają czegoś bardziej oryginalnego, decydują się na spędzenie tej niepowtarzalnej nocy np. na ośnieżonym stoku. Trudno opisać atmosferę panującą wtedy na świeżym powietrzu – setki ludzi zjeżdżają na nartach, rodziny i grupy znajomych palą ogniska, pieką kiełbaski, piją grzańca. Dookoła strzelają petardy i sztuczne ognie, o północy rozlega się kanonada korków od szampana… Tak było przed kilkoma tygodniami, również w zimowej stolicy Polski – Zakopanem. Niestety, dwie godziny po północy na szczycie Gubałówki, w pobliżu górnej stacji kolejki na Polanę Szymoszkową, doszło do krwawej bójki. W tłumie turystów, świętujących nadejście 2007 roku, pojawiło się dwóch młodych napastników. Jeden z nich, atletycznej budowy, około dwóch metrów wzrostu, powalał ofiary ciosami wymierzanymi pięścią. Jego niższy kompan kopał leżących i – jak oszalały – zadawał im ciosy nożem. Ciężko rannych zostało sześciu mężczyzn w wieku od 22 do 30 lat. Tylko szybka operacja w zakopiańskim szpitalu uratowała im życie. Jeden z poturbowanych mężczyzn, najprawdopodobniej w szoku, salwował się ucieczką lasem w dół stoku. Ratownicy znaleźli go wyziębionego, gdy tracił już przytomność. Kiedy piszemy te słowa, jeszcze nie wiadomo, co było przyczyną porachunków pod Tatrami. Wedle jednej z wersji poszło o dziewczynę, w obronie której stanął jeden z zaatakowanych. Zanim doszło do bójki, między mężczyznami wybuchła awantura. Na słowach się nie skończyło, gdy zabrakło argumentów, w ruch poszły pięści i nóż… Zakopiańczycy i turyści byli wstrząśnięci tymi wydarzeniami, które szczegółowo relacjonowano w mediach. Do brutalnej napaści doszło niemal w samym środku rozbawionego tłumu. Czegoś takiego nigdy jeszcze nie odnotowały tatrzańskie kroniki. Narciarskie stoki, które dla wielu ludzi jeszcze parę lat temu były jednym z ostatnich bastionów spokoju, niestety straciły już ten charakter, bowiem i tam dotarła brutalność, agresja i przemoc. Tak oto na naszych oczach zmieniają się czasy i obyczaje. Niestety.

Krzysztof Kilijanek