Najstarsze świadectwo odnoszące się do stanu obyczajów na naszych ziemiach pochodzi z czasów Mieszka I, z drugiej połowy X wieku. Wówczas to Ibrahim ibn Jakub, podróżnik żydowski z Hiszpanii, w swej relacji dotyczącej jego pobytu w Polsce zamieścił fragment świadczący o niezwykłej wprost swobodzie seksualnej tubylców.

„Panna – napisał – gdy pokocha jakiego mężczyznę, udaje się do niego i zaspokaja u niego swoją żądzę. A kiedy małżonek poślubi dziewczynę i znajduje ją dziewicą, mówi do niej: gdyby było w tobie coś dobrego, byliby cię pokochali mężczyźni i z pewnością byłabyś sobie wybrała kogoś, kto by wziął twoje dziewictwo. Potem ją odsyła i uwalnia się od niej”.

Czy w takim raju erotycznym – jeśli przyjąć, że ów obraz jest prawdziwy – byłoby miejsce na seks za pieniądze? Rzecz mocno wątpliwa. W późniejszych wszakże wiekach o prostytutkach, zwanych od dawien dawna pospolicie kur***, musiało być głośno, skoro ubliżano sobie bez umiaru tym tak wulgarnym dziś słowem.

Mocno musiało to oburzać króla Kazimierza Wielkiego, skoro w statutach wiślickich, jednym z naszych najstarszych aktów prawnych, znalazł się bardzo charakterystyczny zapis, świadczący, że pomówienie szlachcica o to, że jest bękartem prostytutki, czyli nazwanie „skurwy***”, było równoznaczne z zabiciem go. Jeśli ubliżający „tego nie odwoła ani zaprze co by mówił, aniby doświadczył jego takim być, jako mówił” był obowiązany zapłacić 40 grzywien; była to suma niebagatelna, za którą można było nabyć kilkadziesiąt koni.

Zapiski o istnieniu domów publicznych (w aktach pisano po łacinie: prostibularum) w Krakowie pochodzą z XIV wieku, co wcale nie oznacza, że nie było ich tam wcześniej. Z tego też okresu pochodzą zapiski o prostytutkach działających indywidualnie. Może je wcześniej tolerowano i dlatego w aktach sądowych nie ma po nich śladu? Akt tych zachowało się zresztą niewiele.

Używano wobec nich określeń wziętych z łaciny, jako że był to wówczas język urzędowy, a więc: meretrix, publicana, mulieres quaesturiae, fornicatrix. Jak mówiono pospolicie, można się tylko domyślać na podstawie cytowanego statutu.

 

Z zapisków wynika, że prostytutki, które trafiały przed sąd, karano wypędzeniem z miasta, zaś korzystających z ich usług – pręgierzem, a w przypadku uporczywej recydywy – też wygnaniem. Wypędzano też stręczycieli do nierządu. Spotkało to pewnego krawca, który w końcowych latach XIV wieku utrzymywał dom nierządu; jak zapisano: „ubi praesbiteri, clerici et laici accesum facerent”, czyli uczęszczały tam pospołu osoby świeckie i duchowne, co w ówczesnej Europie – jak już wiemy – nie było ewenementem. Z praktyki Gdańska znany jest ciekawy przypadek: oto rada tego miasta skazała na stanie pod pręgierzem siedmiu kupców za to, że razem wykonali „taniec Adama i Ewy”, jak napisano w wyroku. A było to Anno Domini 1530.

    Stanisław Milewski

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze