Tym razem miał się dokonać również los Syna Sama. Dawid był już tak zmęczony wielogodzinnym krążeniem po mieście, że nie mogąc znaleźć odpowiedniego miejsca, zaparkował nielegalnie, tuż przy hydrancie pożarowym na Bay 17th Street. „Gdy wjechałem na tę ulicę, miałem wszystkiego dosyć. Przejechałem przecież niemal przez całe miasto: przeciąłem Queens, a potem podróżowałem wzdłuż alei South Shore, by wreszcie znaleźć to najwłaściwsze miejsce na ulicach Brooklynu. Gdy dotarłem na ulicę Bay 17th nie miałem wątpliwości, że trafiłem na miejsce wręcz idealne” – wyjaśniał później swą decyzję, tak bardzo dla niego brzemienną w skutkach.

„Zastanów się, co robisz!?” – wołał jeszcze w nim jakiś głos, lecz było już za późno. Spostrzegł policyjny wóz patrolowy wjeżdżający zza rogu Corpsey Avenue w Bay 17th Street… Na chwilę zmartwiał z przerażenia i bezwiednie pomacał rewolwer, lecz dwaj policjanci zignorowali jego obecność.

Z zawodową satysfakcją podjechali do Forda blokującego nielegalnie miejsce przy hydrancie i zajęli się wypisywaniem mandatu. Miał to być jeden z najważniejszych dokumentów w sprawie Syna Sama.

Dawid Berkowitz zlekceważył ten incydent. Nic się nie stało: był przecież na wolności i miał przy sobie swój niezawodny kawałek broni. „Obserwowałem ich z bezpiecznej odległości jak wypisują mandat” – opowiadał później. – „Odczekałem aż odjadą i dopiero wtedy niespiesznie wróciłem do samochodu, wyjąłem mandat zza wycieraczki i położyłem w środku, na desce rozdzielczej. Wcale się nie zmartwiłem. Po prostu zapłacę za kilka dni i będzie spokój”.

 

* * *

Dawid poczuł raptowny przypływ energii, bo ta ulica otwierała się na niewielki park, na którego obrzeżach tkwiły nieliczne samochody z zaparowanymi szybami. Demony darły się w jego głowie z coraz większą energią, jak zawsze wówczas, gdy w polu widzenia szalonego zabójcy pojawiał się „lover’s lane” (zaułek kochanków). Już wiedział, że za chwilę do głosu dojdzie jego broń, po czym nastąpi cisza w głowie i błogie uspokojenie.

Bobby Violante i Stacy Moskowitz, oboje po dwadzieścia lat, mieli być ostatnią parą, która zignorowała ostrzeżenia przed Synem Sama. W ten sposób przeszli do historii jako jego ostatnie ofiary. Bobby pracował w sklepie z męską odzieżą w Brooklynie. Stacy była zatrudniona w biurze międzynarodowej firmy handlowej przy obsłudze teleksu z zamówieniami wysyłanymi do Europy. Poznali się w czwartek, a w sobotę odbyła się ich pierwsza (i ostatnia) oficjalna randka, której życzliwie i nie bez troski kibicowali członkowie rodzin dwojga młodych. Bobby miał w planie kolację w jakimś dobrym miejscu na Manhattanie i nocny seans filmu „New York, New York” z Barbarą Streisand. „Nie włóczcie się długo po mieście!” – ostrzegali rodzice chłopaka. Natomiast ojciec Stacy, któremu od razu spodobał się ten dobrze ubrany i na pierwszy rzut oka porządny młody człowiek, odprowadził ich do samochodu z ostrzeżeniem: „Dzieciaki, pamiętajcie, że ten maniak Syn Sama jest ciągle nieuchwytny. Błagam was: żadnego przesiadywania w samochodzie…”

„Tato, nie martw się!” – żartowała Stacy. – „Nie przypadkiem przefarbowałam się na blondynkę. Przecież Syn Sama strzela tylko do brunetek z długimi włosami!”

Była już druga w nocy i wbrew ostrzeżeniom Bobby i Stacy siedzieli w samochodzie w zaułku kochanków. Nic na to nie mogli poradzić; taki był zwyczaj nowojorskiej młodzieży tamtych lat. „Co będzie, gdy Syn Sama kryje się gdzieś w tych ciemnościach?” – niepokoiła się Stacy, lecz Bobby miał na to logiczną odpowiedź: „Chyba żartujesz! Jesteśmy w Brooklynie, a nie w Queens. On nigdy nie zapolował w Brooklynie.”

Dawid natychmiast wytypował tę parę. Podszedł do nich od tyłu. Nie miał wątpliwości: obejmują się i całują! Wrzask demonów zafalował pod czaszką. Wyciągnął rewolwer i wycelował w dwie zbliżone do siebie twarze.

Po raz pierwszy zdarzyło się tak, że ktoś to widział. W samochodzie zaparkowanym przed Buickiem młodych zakochanych jakaś para robiła to samo co oni, lecz tamten chłopak miał podzielną uwagę. W lusterku wstecznym ujrzał mężczyznę w stroju dżinsowym wychodzącego z mroku, trzymającego rewolwer w wyciągniętych dłoniach. „Boże, to chyba Syn Sama!” – pomyślał chłopak, lecz już nie potrafił zapobiec tragedii. Nastąpiła seria wystrzałów. Eksplodowała tylna szyba Buicka. Stacy otrzymała jeden postrzał w głowę. Pocisk z rewolweru Dawida przeciął nerwy oczne jej chłopaka. Bobby nie był już w stanie zobaczyć, że jego dziewczyna umiera.

 

Zbawienna burza

W sterroryzowanym mieście kolejne sierpniowe dni biegły jakby w przyspieszonym tempie. Tyle się bowiem działo w życiu Dawida Berkowitza oraz ludzi usilnie zajętych tropieniem mordercy. Strach narzucony miastu był dla Dawida zachętą dla dalszych akcji, więc planował kilka kolejnych, wymierzonych przeciwko celom zarówno indywidualnym jak i zbiorowym. Nie wiedział jednak, że jego trzej znani mu z imienia i nazwiska prześladowcy są już na jego tropie, nie jako „władcy demonów”, lecz jako sterroryzowani obywatele, domagający się od policji szybkiego i zdecydowanego działania.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]