Tuż po zabiciu Stacy Moskowitz i ciężkim poranieniu jej chłopaka Dawid postanowił rozprawić się ostatecznie ze swoim „władcą”, wydającym mu rozkazy z bliskiej odległości mieszkania na dolnym piętrze. Rankiem 6 sierpnia podpalił pod drzwiami sąsiada pudło ze śmieciami, nafaszerowane pociskami kaliber 22. Sanitariusz Craig Glassman poczuł dym, wyskoczył z mieszkania i zdołał w ostatniej chwili zdławić ogień, zapobiegając pożarowi i eksplozji pocisków. Przyjechał patrol policji w składzie Pete Intervallo i Tom Chamberlain. Byli to  funkcjonariusze wydziału policji w Yonkers od kilku miesięcy prowadzący śledztwo w sprawie listów z pogróżkami, wysyłanymi przez Dawida Berkowitza do trzech przyzwoitych obywateli dzielnicy. Choć nigdy nie spotkali go osobiście, znali Dawida z jego dziwacznego zachowania i czekali tylko na odpowiedni moment, by go aresztować. Musieli mieć w ręku dowód; jak na razie mieli tylko poszlaki. Teraz nadal brakowało dowodu, że to Dawid Berkowitz, sąsiad z piętra, podłożył ogień pod drzwiami Craiga Glassmana. Poszkodowany dostarczył im kolejne listy z pogróżkami, podobne do listów pisanych do Sama Carra i do Jacka Cassary. W jednym z listów do Glassmana było zdanie: „To prawda, jestem mordercą, ale zbrodnie są rezultatem twoich rozkazów”. Brzmiało to jak przyznanie się do winy.

Policjanci Intervallo i Chamberlain postanowili już dłużej nie czekać. Jeszcze tego wieczoru zgłosili sprawę do „Omega Task Force”, specjalnej brygady powołanej do schwytania Syna Sama.

Sprawa utkwiła na kilka dni, ale  wkrótce do siedziby brygady udał się osobiście Sam Carr, wyposażony w listy z pogróżkami i z ostatecznym wnioskiem: „Dawid Berkowitz i Syn Sama to jedna i ta sama osoba!”

Detektywi z brygady nie wydawali się wstrząśnięci tą nowiną. Tak wielu ludzi obwiniało swoich bliźnich. Mieli swoją taktykę i kilka zadań do wykonania, w tym trwające już od kilku dni przesłuchania dwojga świadków, którzy widzieli Syna Sama w akcji w noc ostatniej krwawej strzelaniny. Jednym z nich był ów chłopak, obserwujący rewolwerowca w akcji we wstecznym lusterku samochodu zaparkowanego w „zaułku kochanków”. Drugim świadkiem była starsza kobieta. Tamtej nocy wyprowadzała pieska za potrzebą, a uciekający morderca przebiegł tuż obok niej. Oprócz wielu szczegółów jego wyglądu zapamiętała również, jak patrol policyjny wypisywał mandat za niewłaściwe zaparkowanie samochodu przy hydrancie. Być może był to pojazd Syna Sama? W przeszukiwanej od kilku dni dokumentacji nie było śladu takiego zdarzenia. Być może kobieta to sobie wymyśliła, a może mandat gdzieś się zagubił?

Wątpliwości tego rodzaju skutecznie powstrzymywały detektywów z „Omega Task Force” przed aresztowaniem Dawida Berkowitza. Na ich ręce patrzył cały Nowy Jork, cały kraj, a właściwie też cały świat. Nie chcieli się skompromitować pospiesznym działaniem i aresztowaniem niewłaściwego człowieka.

 

* * *

Detektywi mieli szczęście, bo podczas gdy oni działali bez pośpiechu, Dawid planował większą robotę, która nie wyszła. Do jej wykonania przystąpił natychmiast po nieudanej próbie spalenia jednego z trzech „władców”. Po południu 6 sierpnia załadował do żołnierskiej torby pistolet maszynowy Commando Mark III, dwa magazynki po 30 nabojów w każdym i tak ciężko uzbrojony wyruszył na swą decydującą bitwę z młodzieżą Nowego Jorku. Jako jej miejsce wybrał modne plaże Southampton na Long Island, o tej porze roku zapełnione wypoczywającymi tłumami. Dawid zaplanował sobie ostre strzelanie, bo tak zażądali jego władcy. „To demony wybrały dla mnie ten zbiorowy cel” – wyjaśniał podczas już rychłych przesłuchań. – „One decydowały, a ja tylko wykonywałem robotę”.

Jak oszacowali eksperci, tego popołudnia Dawid mógł zabić co najmniej 20 osób, gdyby wszedł na zapełnione plaże i strzelał do tłumów bez odrywania palca od spustu broni automatycznej.

Na szczęście dla wszystkich, a więc niedoszłych ofiar i opieszałej nowojorskiej policji odwlekającej w nieskończoność moment jego aresztowania, nad plażami Southampton rozpętała się burza. Akurat w momencie gdy morderca zbliżał się do celu, nad miejscem przyszłej jatki zgromadziły się czarne chmury, lunął deszcz i zaczęły bić pioruny. Plaże błyskawicznie opustoszały. Dawid nie miał do kogo strzelać. Klął trochę pod nosem, lecz szybko na ratunek przywołał demony. „To one podjęły ostateczną decyzję o takim obrocie sprawy” – tłumaczył już wkrótce w szczerej rozmowie z detektywami. – „Ja miałem ambitne plany, ale one zapragnęły, bym wykonał robotę w piękny, słoneczny dzień. Ponieważ nad Southampton rozpętała się burza, demony odwołały całą akcję, więc spokojnie wróciłem do domu”.

Niech ktoś teraz zapyta: czy nie jest to typowy przykład walki Dobra ze Złem, z przewagą – tym razem – na pierwszą z wymienionych stron walczących?

 

Ulga

10 sierpnia 1977 roku nowojorska policja wreszcie połączyła wszystkie wątki na tropie do Syna Sama. Listy do „trzech władców” (Carr, Cassara, Glassman) zgadzały się pod względem stylu i terminologii z listami wysyłanymi do redaktora Jimmy Breslina z dziennika „The Daily News”. W jednym z tych listów znajdowało się formalne przyznanie do winy. „Prawda, to ja jestem mordercą, ale zbrodnie są rezultatem twoich rozkazów” – pisał Dawid Berkowitz do Craiga Glassmana. Wreszcie odnalazł się ten mandat, wypisany w miejscu nielegalnego zaparkowania Forda przy hydrancie pożarowym na Bay 17th Street w Brooklynie.

< 1 2 3 4>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze

[fbcomments]