Zrobili z niego kuriera, dowożącego z „jaskini wroga” z częstotliwością dwa razy w miesiącu ogromne ilości dokumentów o nieocenionej wartości.

Jak później ocenił to Chris Boyd, w ciągu dwóch lat zdradzieckiego handlu z rosyjskim wywiadem wydostał z „Czarnego Sejfu” kilka tysięcy stronic dokumentów, umożliwiających sowieckiemu przeciwnikowi na dokładne poznanie  tajemnic wywiadu satelitarnego USA. Wskutek jego zdrady Rosjanie wiedzieli co lata nad ich krajem (oraz nad innymi krajami socjalistycznymi), jakie informacje o potencjale militarnym oraz życiu w komunizmie przestają być dla Amerykanów tajemnicą, czy też jakie okręty podwodne będą podglądać kolejne manewry morskie sił Układu Warszawskiego. Pliki kart szyfrowych dostarczanych przez Boyda umożliwiały wywiadowi sowieckiemu odczytywanie zakodowanej korespondencji pomiędzy komórkami CIA na całym świecie, i to nie tylko w sprawach szpiegostwa satelitarnego!

Niekiedy Chris zastanawiał się nad motywami swojej zdrady, a wtedy zdawał sobie sprawę z jej rozmiarów i sam nie potrafił uwierzyć, że zagalopował się aż tak daleko. Zdradę po staremu tłumaczył niechęcią do rządu swego kraju, a do zakłamanych polityków w szczególności. Czasem jego wyobraźnia sięgała szczytów, a wtedy czuł się nie jak zdrajca, lecz bohater o znaczeniu uniwersalnym. Naiwnie wierzył, że pomagając Związkowi Radzieckiemu przyczynia się do równowagi militarnej obu mocarstw i zupełnie anonimowo zapobiega wybuchowi konfliktu nuklearnego na globalną skalę.

Rozterki takie nie nawiedzały jednak Chrisa codziennie, bo żył szybko, dzieląc czas między pracę w TRW Systems, zajęcia szpiegowskie, polowania z sokołem oraz życie prywatne toczące się wokół dziewczyny imieniem Alana. Wyznawał jej miłość, myślał o małżeństwie, proponował jej wspólne zamieszkanie. Myślał więc o przyszłości, a wtedy rozważał znaczące zmiany w swym podłym życiu. Nie chciał pozostać szpiegiem na zawsze. Aby ten cel osiągnąć postanowił uciec z „Czarnego Sejfu”, a więc zerwać z TRW Systems i wreszcie podjąć długo odkładane studia. Gdy to planował, od razu przed jego oczami stawał Daulton Lee, największa przeszkoda w odzyskaniu normalnego życia.

Dla Daultona rola szpiegowskiego kuriera stała się treścią i warunkiem egzystencji. Żadne inne zajęcie nie przynosiło mu tak ogromnych dochodów, trwonionych w błyskawicznym tempie na kupowanie względów dziewczyn oraz narkotyki. Daulton nie krył przed przyjacielem swych chorobliwych ambicji zarabiania na handlu z Rosjanami, z czym wiązał dalekosiężne plany. Chris z przerażeniem słuchał jego wywodów, podsycanych dużymi dawkami kokainy wymieszanej z alkoholem. Daulton powtarzał, że marzy mu się szpiegowski biznes na dużą skalę. Przyznał się do kopiowania dokumentów dostarczanych agentom KGB i trzymania je w „pewnym, bezpiecznym miejscu”. Chce rozszerzyć rynki i te same tajemnice sprzedawać Chinom. Pragnie też zwerbować nowych agentów i zbudować solidną siatkę szpiegowską. On byłby szefem, a więc superszpiegiem. Jego brat Dawid mógłby przejąć od niego funkcje kurierskie. Planuje też wciągnięcie w robotę chłopaka imieniem Larry, pełniącego służbę na lotniskowcu USS Midway, posiadającego więc doskonałe warunki do rozpracowywania marynarki wojennej i lotnictwa. Natomiast jego przyjaciel Barclay Granger, handlarz narkotyków o światowych kontaktach, nadawałby się idealnie na kuriera dostarczającego towar do ambasady Chin w Tanzanii.

Chris Boyd wpadał w panikę. Widział teraz wyraźnie, że sam stworzył to monstrum i chyba nigdy nie uwolni się od Daultona. Kopiując tajne dokumenty z „Czarnego Sejfu” i trzymając je w sobie tylko znanym miejscu, partner ma go w ręku na zawsze. Zawsze będzie mógł wykazać, że to Chris szpiegował dla Rosjan.  Może go szantażować przy każdej próbie ucieczki od tego życia. Chris kupił rewolwer. Coraz częściej myślał o zamordowaniu Daultona.

 

A ponieważ brzydził się zbrodnią, postanowił wykluczyć partnera z gry.

 

Bez odwrotu

Dlatego w październiku 1976 roku zdecydował się na podróż do Mexico City i spotkanie z agentami KGB. Daulton stawiał opory i był nieszczęśliwy, bo Chris w jego obecności łamał monopol na kontakty handlowe z Rosjanami i ujawniał wszystkie jego kłamstwa i matactwa. Na spotkanie z nimi w centrum miasta przybył Boris, kolejny agent KGB wyznaczony do kontrolowania Sokoła i Bałwana, który szybko zdecydował, że najlepszym miejscem negocjacji będzie ambasada. Tam czekał na nich stół biesiadny, z bogatym wyborem zamrożonego alkoholu i kawioru, więc Daulton upił się błyskawicznie, umożliwiając Chrisowi wykonanie jego planu.

Po długiej sesji wyczerpujących pytań związanych z jego szpiegowskimi zadaniami, zdążył powiedzieć Borisowi wprost:

– Daulton jest nieodpowiedzialnym i niebezpiecznym idiotą, uzależnionym od niemal wszystkich groźnych narkotyków. Stanowi stałe zagrożenie dla mojej misji. Istnieją dowody, że się przechwala i zdradza szczegóły naszych kontaktów. Trzeba go jak najszybciej wyeliminować z gry!

1 2>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze