Jednak to dopiero Teresa pod koniec lat 90. uczyniła ze swojego domu jeden z najczęściej odwiedzanych adresów w Lublinie. Wódkę bądź spirytus można było wziąć na wynos lub napić się na miejscu, zawsze w doborowym towarzystwie lokalnych „smakoszy”.

 Jej mieszkanie na Czechowie było doskonale znane lubelskiej policji. Średnio raz w miesiącu przeprowadzano tam nalot, ale zwykle nic obciążającego nie udawało się znaleźć. Gdy w trakcie przeszukania ujawniono alkohol bez banderoli, Teresa F. tłumaczyła się, iż trunek przynieśli go goście i nie wiedziała skąd on pochodził.

W ten sposób przez wiele lat trwał proceder nielegalnego handlu, a sama kobieta tylko kilka razy zapłaciła grzywnę. W 2000 roku związała się z Grzegorzem P., skazanym 3 lata wcześniej za włamanie i podejrzanym o kilka innych drobnych kradzieży. Pomagał Teresie w prowadzeniu interesu i opiece nad dziećmi. Kobieta miała trójkę potomstwa z poprzednich związków. Najstarszy syn, Rafał, miał wówczas 14 lat, młodszy, Jan – 8, a najmłodsza córka, Agata – 6 lat.

 

Dzieci zdecydowanie nie miały łatwego dzieciństwa. Rafał regularnie dokonywał kradzieży w okolicznych sklepach lub okradał rówieśników z telefonów komórkowych. Zdaniem sąsiadów było tylko kwestią czasu, kiedy trafi do więzienia.

Włam z wujkiem

Rafał F. pierwszy raz został skazany w wieku 19 lat. Razem z konkubentem swojej matki, Grzegorzem P., włamał się do sklepu z częściami samochodowymi. Tak wypowiadał się o sprawie ich sąsiad:

– Ten Grzegorz nie miał zbyt dobrze w głowie. Nie był też za bystry, stąd ciągle lądował na komisariacie. Miejscowy element plotkował, iż to Rafał namówił swojego „wujka” do tego włamania, gdyż potrzebował pieniędzy na kurs prawa jazdy. To on nagrał tę robotę i sam później zajął się sprzedażą łupu. Miał kryminalną smykałkę po matce, bo ojcem nawet nie wiadomo dokładnie, kto był. Tereska zaszła w ciążę w wieku 16 lat. Rafał dobrze wszystko zaplanował i pewnie by im się udało, ale P. przez swoją nieuwagę zostawił na miejscu przestępstwa odciski palców. Facet nie był stworzony do takiej roboty. Co innego ten młody. Dopiero po 5 latach kryminalnej aktywności dał się wsadzić i to nie przez swój błąd.

Rafał został skazany na 2 lata pozbawienia wolności, a P. – ze względu na recydywę – na 4. Tymczasem w domu u jego matki, Teresy F., życie toczyło się swoim starym torem. Tyle że rodziną zainteresował się miejski ośrodek pomocy społecznej. Przyczyną tego był wyrok Rafała, a także donos, że 11-letnia córka Teresy F., pod jej nieobecność, sprzedawała klientom alkohol. Jednak i tym razem, podobnie jak w przypadku nalotów policyjnych, nie udało się znaleźć niczego obciążającego Teresę F.

Kasowanie konkurencji

Siostra Teresy, Mariola G., oraz jej mąż Arkadiusz, także trudnili się handlem alkoholem i papierosami z przemytu. Nie potrafili jednak rozkręcić interesu na taką skalę , jak Teresa F. Podczas odsiadki konkubenta Teresy, Arkadiusz G. postanowił pomóc szwagierce, która została sama z dziećmi. W rzeczywistości chodziło mu tylko o przejęcie jej klientów.

Teresa jednak szybko przejrzała jego zamiary i postanowiła dać mu nauczkę. O pomoc poprosiła Henryka C. o pseudonimie „Czaszka”, który pod nieobecność Grzegorza P. był częstym gościem w jej mieszkaniu. Mężczyzna dopiero opuścił zakład karny, po 20 latach spędzonych pod celą za zabójstwo. Miał duże poważanie w półświatku kryminalnym. Na swoją stronę chciał go przeciągnąć także Arkadiusz G., ale  wpływy Teresy na niego były większe.

„Czaszka” za namową F. zorganizował dla jej szwagra dużą dostawę spirytusu w promocyjnej cenie. Arkadiusz G. nie dysponował większą gotówką, więc przestępcy za poręczeniem Henryka C. dali mu towar „w komis”. Mężczyzna miał się regularnie z nimi rozliczać. Jednak alkohol z jego domu został skradziony, za czym niewątpliwie stała Teresa F. Szwagier popadł w konflikt z przestępcami, przez co musiał sprzedać mieszkanie, by uregulować dług i odsetki. Arkadiusz G. zgłosił na policję włamanie i fakt, że za nim stała jego szwagierka. Śledztwo nie wykazało jednak powiązań Teresy F. z przestępstwem, dzięki czemu kobieta pozbyła się konkurencji na kilka lat.

„Czaszka” zapraszał do mieszkania Teresy na zakrapiane imprezy wielu kolegów. Sąsiedzi uskarżali się na hałas, co skutkowało częstymi wizytami policji. W rezultacie, 21 lutego 2006 roku, na klatce schodowej znaleziono zwłoki skatowanego Romana O., sąsiada F. Mężczyzna został pobity i pchnięty nożem w brzuch. Zmarł na skutek wykrwawienia. Śledztwo o ustalenie sprawcy skupiło się na mieszkaniu Teresy F. Ta oczywiście o niczym nie wiedziała i – jak twierdziła –nikogo u niej tego dnia, oprócz dzieci, nie było.

1 2 3>

UDOSTĘPNIJ SOCIAL MEDIACH:

Komentarze